Jeszcze niedawno wydawało się, że sytuacja w sklepach powoli się stabilizuje. Tymczasem najnowsze dane pokazują coś zupełnie odwrotnego — koszyk podstawowych produktów znów wyraźnie drożeje, a tempo wzrostów zaczyna przypominać okresy, które wielu konsumentów wolałoby już zapomnieć.
Z najnowszego zestawienia przygotowanego na podstawie danych aplikacji PanParagon dla Business Insider Polska wynika, że za podstawowe zakupy trzeba dziś zapłacić średnio 115 zł i 10 gr. To wzrost o 97 groszy, czyli 0,8 proc. w ciągu tygodnia. Niby niewiele — ale w praktyce oznacza to, że ceny znów zaczynają systematycznie „pełznąć” w górę.
Co istotne, obecny poziom cen to najwyższe wartości od wielu miesięcy. Ostatni raz podobny wynik widzieliśmy jeszcze wiosną ubiegłego roku. To wyraźny sygnał, że rynek ponownie wchodzi w fazę podwyższonej presji cenowej.
Wzrost cen można częściowo tłumaczyć sezonowością — wiosna tradycyjnie nie należy do najtańszych okresów dla konsumentów. Świeże warzywa dopiero pojawiają się na rynku, a koszty produkcji i transportu wciąż są wysokie. To jednak tylko część obrazu.
Drugim, coraz bardziej odczuwalnym czynnikiem jest sytuacja międzynarodowa. Napięcia geopolityczne — zwłaszcza na Bliskim Wschodzie — przekładają się na ceny surowców, energii i transportu. A to finalnie odbija się na półkach sklepowych.
Efekt? Koszyk zakupowy, który jeszcze kilka miesięcy temu dawał nadzieję na stabilizację, znów świeci się na czerwono. Drożeją nie tylko pojedyncze produkty — rośnie ogólny koszt codziennych zakupów, który odczuwają praktycznie wszyscy konsumenci.
Szczegółowa analiza pokazuje, że podwyżki nie są przypadkowe ani jednostkowe. Spośród 14 podstawowych produktów aż osiem zdrożało w ciągu tygodnia.
Największym zaskoczeniem są brokuły, których cena wzrosła aż o 7,7 proc. — dziś za jedną sztukę trzeba zapłacić ponad 7,60 zł. To przykład produktu silnie uzależnionego od sezonowości i kosztów dostaw.
Wyraźnie drożeje również:
Nie oznacza to jednak, że wszystko drożeje. Na drugim biegunie znajdują się produkty, które chwilowo tanieją. Najlepszym przykładem są banany, które potaniały o 4,8 proc. — to efekt promocji i stabilizacji dostaw w sieciach handlowych.
Klucz do zrozumienia tych zmian leży w źródle danych. Analiza opiera się na rzeczywistych paragonach — czyli faktycznych zakupach dokonywanych przez Polaków.
Każdego miesiąca do systemu aplikacji PanParagon trafia około 2 milionów anonimowych paragonów. To ogromna baza danych, która pozwala zobaczyć coś więcej niż tylko „średnie ceny” — pokazuje realne wydatki ludzi, w różnych częściach kraju i w różnych typach sklepów.
Dzięki temu obraz jest pełniejszy:
To właśnie dlatego takie zestawienia są dziś jednym z najbardziej wiarygodnych sposobów mierzenia realnej inflacji — tej, którą faktycznie odczuwamy przy kasie.
Na razie trudno mówić o przełomie. Jeśli obecne trendy się utrzymają, kolejne tygodnie mogą przynieść dalsze podwyżki. A to oznacza jedno: codzienne zakupy raczej nie staną się tańsze — przynajmniej w najbliższym czasie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze