Porozumienie z czasów prezydentury Billa Clintona, ponad ćwierć wieku nieprzerwanej obecności człowieka na orbicie i tysiące przełomowych badań medycznych. Era Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) nieuchronnie dobiega końca. NASA doprecyzowuje plan kontrolowanej deorbitacji 450-tonowego obiektu, w którym kluczową rolę odegra SpaceX. To jednak nie koniec obecności człowieka na orbicie, ale początek nowej ery - prywatnych stacji, komercyjnego biznesu i kosmicznej turystyki.
Decyzja o zamknięciu projektu, choć trudna, jest podyktowana brutalną inżynieryjną rzeczywistością. Konstrukcja weszła w etap, w którym jej dalsze utrzymanie staje się coraz bardziej kosztowne i niebezpieczne. Ponad ćwierć wieku intensywnej eksploatacji w ekstremalnych warunkach kosmicznych zrobiło swoje.
Niedawne incydenty tylko podkreślają, jak pilna stała się realizacja planu deorbitacji. W ostatnim czasie na pokładzie doszło do nasilającego się wycieku powietrza w jednym z rosyjskich modułów. Sytuacja była na tyle poważna, że astronauci NASA musieli tymczasowo schronić się w kapsule Crew Dragon w ramach procedury ewakuacyjnej.
Kadłub stacji pokrywają mikropęknięcia, a materiały ulegają korozji, do tego dochodzą nieustanne uszkodzenia powodowane uderzeniami mikrometeoroidów oraz krążących wokół Ziemi kosmicznych śmieci.
![]()
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) sfotografowana w maju 2011 roku z pokładu wahadłowca Endeavour, fot. NASA, Public domain, via Wikimedia Commons
Zanim jednak stacja zamieni się w stertę płonącego złomu, warto przypomnieć, że ISS to jedno z największych osiągnięć dyplomacji i nauki w historii ludzkości.
Pomysł zrodził się jeszcze w czasach zimnej wojny. W latach 80. XX wieku USA pracowały nad własną stacją Freedom, a ZSRR planował następcę Mira – stację Mir-2. Oba projekty pochłaniały miliardy dolarów i utknęły w fazie planów.
Wszystko zmieniło się po upadku Związku Radzieckiego. Napięcia geopolityczne zelżały i w 1993 roku prezydent Bill Clinton wraz z rosyjskim rządem podjęli historyczną decyzję o połączeniu sił. Do programu dołączyły również agencje z Europy (ESA), Japonii (JAXA) i Kanady (CSA).
Budowa ruszyła 20 listopada 1998 roku, gdy rakieta Proton wyniosła na orbitę pierwszy rosyjski moduł Zarya. Dwa tygodnie później amerykański wahadłowiec Endeavour dostarczył moduł Unity. Powstała gigantyczna kosmiczna układanka.
Od 2 listopada 2000 roku, kiedy na pokład dotarła pierwsza załoga (Expedition 1), stacja pozostaje nieprzerwanie zamieszkana. Dziś ma rozmiary boiska futbolowego, okrąża Ziemię co 90 minut z prędkością 28 tys. km/h i jest widoczna z powierzchni naszej planety gołym okiem.
![]()
Astronauta Piers Sellers podczas prac na zewnętrznym kadłubie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) w październiku 2002 roku. fot. NASA, Public domain, via Wikimedia Commons
Dlaczego świat wydał na ten projekt fortunę? Ponieważ ISS to unikalne laboratorium działające w warunkach mikrograwitacji (stanu nieważkości). Płyny zachowują się tu inaczej, a procesy biologiczne przebiegają w sposób niemożliwy do odtworzenia na Ziemi. Na pokładzie przeprowadzono ponad 3 tysiące badań z udziałem naukowców ze stu krajów. Co nam dały?
Rozmowy o końcu ISS trwały od lat, ale kluczowy moment nastąpił, gdy Kongres USA zatwierdził finansowanie stacji tylko do końca 2030 roku.
Podczas tegorocznych paneli konferencji ASCEND 2026 przedstawiciele NASA, w tym Ryan Landon (dyrektor operacyjny w Johnson Space Center), doprecyzowali ramy czasowe i logistyczne tego bezprecedensowego przedsięwzięcia.
1. Normalna eksploatacja (do 2028 r.)
Stacja działa w pełni normalnie, realizując ostatnie programy badawcze na standardowej wysokości około 400 km.
2. Naturalne opadanie (koniec 2028 r. – 2029 r.)
NASA pozwoli, aby stacja pod wpływem oporu atmosfery zaczęła powoli obniżać swoją wysokość. W połowie 2029 roku odlecą ostatnie pojazdy cargo, a astronauci zabiorą ze sobą na Ziemię wszystkie przedmioty o wartości historycznej lub naukowej.
3. Ostatnia załoga (2030 r.)
Ostatnia ludzka ekspedycja oficjalnie opuści ISS, pozostawiając stację całkowicie bezzałogową.
4. Dokowanie holownika i wielki finał (przełom 2030/2031 r.)
Do ISS zadokuje specjalnie przygotowana, potężna wersja kapsuły Dragon firmy SpaceX (kontrakt na jej budowę opiewa na 843 mln dol.). Pojazd uruchomi silniki i wykona serię precyzyjnych manewrów hamujących.
Cel jest jeden: skierować wrak dokładnie w stronę rejonu Point Nemo na południowym Pacyfiku. To najbardziej odległy od jakiegokolwiek lądu punkt na Ziemi, nazywany „cmentarzyskiem statków kosmicznych”. Większość gigantycznej konstrukcji spłonie w atmosferze, a to, co przetrwa, opadnie na dno oceanu, nie stanowiąc zagrożenia dla ludzi.
![]()
Międzynarodowa Stacja Kosmiczna (ISS) uchwycona w listopadzie 2021 roku z pokładu kapsuły SpaceX Crew Dragon po jej odłączeniu od modułu Harmony. fot. NASA, Public domain, via Wikimedia Commons
Zniszczenie ISS nie oznacza, że człowiek zniknie z niskiej orbity okołoziemskiej. NASA nie chce jednak budować kolejnej wielkiej, rządowej stacji.
Zamiast tego, w ramach programu Commercial LEO Destinations, zamierza po prostu kupować usługi od prywatnych firm – tak jak dziś kupuje bilety na loty rakietami SpaceX.
Kto ma przejąć pałeczkę? Na kosmicznym rynku robi się tłoczno, a projekty nabierają realnych kształtów:
Przejście od ISS do prywatnych stacji orbitalnych to symboliczna zmiana epoki. Czy kosmos na naszych oczach przestanie być areną rywalizacji politycznych mocarstw, a stanie się dynamicznym, prywatnym rynkiem, na którym produkcja leków, zaawansowanych materiałów czy turystyka staną się elementem codziennej globalnej gospodarki?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze