Reklama

Złota era prezydenta Trumpa

Kiedy patrzy się na dzisiejszy Waszyngton, trudno nie odnieść wrażenia, że stolica USA znów błyszczy — choć to blask niekoniecznie pochodzący z demokratycznych ideałów. Donald Trump stworzył wokół swojej prezydentury coś w rodzaju prywatnego ekosystemu: mieszankę lobbystów, hojnych sponsorów i zaprzyjaźnionych firm, które potrafią otworzyć każde drzwi, zbudować każdą scenografię i wzmocnić każdy przekaz. A wszystko to — jak zapewniają — w imię dobra Ameryki.

Weźmy choćby historię nowej sali balowej w sercu Waszyngtonu. Oficjalnie to projekt upiększający miasto. Nieoficjalnie — perfekcyjny test lojalności. Splot korporacji i firm lobbingowych zaangażowanych w tę inwestycję pokazuje, że dawne reguły gry przestały obowiązywać. Liczy się bliskość do prezydenta. A ta można mieć swoją cenę i swoje profity: zaproszenie na raut w Białym Domu bywa dziś równie cenne jak kontrakt rządowy.

Trump nie ukrywa, że prywatne pieniądze są jego politycznym paliwem. Choć nie planuje kolejnego startu, organizacje z nim związane zebrały już setki milionów dolarów — wystarczająco, by trzymać Partię Republikańską krótko i twardo. Każdy republikański polityk wie, że prezydent może w każdej chwili wypromować mu kontrkandydata. I to skutecznie.

Reklama

Czasem jednak wystarcza sam gest. Gdy trwał shutdown, a wojskowi czekali na żołd, jeden z najbogatszych darczyńców Trumpa wyciągnął z kieszeni 130 milionów dolarów. K kropla w morzu potrzeb, ale idealny materiał na konferencję prasową. Demokraci blokują, prezydent działa. Kto by się przejmował szczegółami.

Równolegle rośnie majątek Trumpa i jego rodziny. Hotele, pola golfowe, inwestycje w kryptowaluty — według wyliczeń „Forbesa” wzrost majątku prezydenta sięga 70 procent w skali roku. A gdy do Gabinetu Owalnego trafia złota sztabka od zaprzyjaźnionego państwa, reakcja jest jedna: dumnie położyć na biurku. Nie po to daje się złoto, żeby chować je do szuflady.

Reklama

„The Economist” niedawno skojarzył tę epokę z wiekiem pozłacanym i czasami Nixona — okresami, gdy wielkie pieniądze wpłynęły na politykę bardziej, niż ktokolwiek chciałby przyznać. A jednak autor tekstu znalazł powód do optymizmu: po tamtych burzliwych czasach przyszły reformy. Może więc i dziś, gdy kurz opadnie, Ameryka znów spróbuje posprzątać.

Na razie jednak trwa złota era — era polityki, w której czek nie tylko zmienia narrację, ale bywa przepustką do samego centrum władzy. I jak to ze złotem bywa: błyszczy pięknie, choć zwykle bardzo krótko.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama