Podczas nocnych obrad Rady Europejskiej w Brukseli premier Donald Tusk jasno sprzeciwił się próbom ograniczania roli państw takich jak Polska w decyzjach dotyczących bezpieczeństwa i relacji z Rosją. Dyskusja ujawniła głębokie różnice między państwami członkowskimi co do tego, kto i na jakich zasadach powinien reprezentować Unię w kontaktach z Moskwą.
Podczas czwartkowego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli premier Donald Tusk podkreślił, że Polska nie zaakceptuje sytuacji, w której kluczowe decyzje dotyczące bezpieczeństwa Europy oraz polityki wobec Rosji byłyby podejmowane bez udziału wszystkich zainteresowanych państw.
Jak zaznaczył, nie ma zgody na model, w którym największe kraje UE samodzielnie kształtują kierunki działań wobec Moskwy, pomijając mniejsze lub średnie państwa członkowskie. W jego ocenie takie podejście mogłoby prowadzić do osłabienia wspólnej polityki europejskiej i marginalizacji części Unii.
W trakcie obrad pojawiły się również głosy krytyczne wobec działań przewodniczącego Rady Europejskiej Antonio Costy. Niektórzy przywódcy zarzucali mu prowadzenie kontaktów z Rosją bez pełnej konsultacji z państwami członkowskimi. Spór dotyczył nie tyle samego faktu utrzymywania kanałów komunikacji, ile formy i przejrzystości tych działań.
Według relacji uczestników debaty, państwa takie jak Polska, kraje bałtyckie oraz część państw północnej Europy przestrzegały przed nadmiernym zaufaniem wobec Kremla, wskazując na ryzyko politycznych manipulacji ze strony Moskwy.
Antonio Costa tłumaczył z kolei, że jego działania nie mają charakteru negocjacji, a jedynie służą utrzymaniu gotowości Unii Europejskiej na ewentualne rozmowy pokojowe w przyszłości. Podkreślał również, że tego typu kanały komunikacji mogą być istotne w kontekście apeli o większe zaangażowanie UE w proces zakończenia wojny.
W dalszej części dyskusji pojawił się temat reprezentacji Unii w potencjalnych rozmowach z Rosją. Premier Tusk miał zwrócić uwagę, że Polska nie będzie zobowiązana do decyzji podejmowanych w formatach, w których nie uczestniczy, takich jak grupa E3 (Francja, Niemcy i Wielka Brytania).
Ostatecznie większość przywódców opowiedziała się za utrzymaniem dotychczasowej roli przewodniczącego Rady Europejskiej jako głównego koordynatora w relacjach z państwami trzecimi. Argumentowano, że istniejące unijne instytucje powinny pozostać podstawowym narzędziem reprezentacji całej Wspólnoty.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.
Ten komentarz jest ukryty - kliknij żeby przeczytać.