Sytuacja geopolityczna wokół Polski może w najbliższych latach zmienić się diametralnie. Jak mówi dla Interii dr Maciej Milczanowski, były żołnierz i ekspert ds. bezpieczeństwa, możliwe przesunięcia polityczne w Niemczech i Francji mogą doprowadzić do osłabienia europejskiego wsparcia dla Ukrainy – a tym samym wpłynąć bezpośrednio na bezpieczeństwo Polski. „Ta sytuacja może się zmienić, więc jak najszybciej powinniśmy budować swój potencjał” – podkreśla.
Europa stoi w obliczu politycznego przesilenia, które – zdaniem ekspertów – może wstrząsnąć bezpieczeństwem całego regionu. Rosnące wpływy formacji sprzyjających Moskwie, takich jak niemiecka AfD czy francuskie Zjednoczenie Narodowe, stawiają pod znakiem zapytania przyszłość dotychczasowej solidarności Zachodu w obliczu rosyjskiej agresji.
Jak mówi dla Interii dr hab. Maciej Milczanowski, geopolityk i były żołnierz, zmiany za Odrą i Sekwaną muszą być dla Polski sygnałem ostrzegawczym. – Zmiany, jakie mogą zajść we Francji czy Niemczech, musimy uważnie obserwować. Tak jak zawsze widzieliśmy USA jako pewnego sojusznika, a okazuje się, że wcale nie jest taki pewny – wskazuje.
Wskazuje on, że wbrew przekonaniu wielu polityków czy opinii publicznej, Polska nie może polegać wyłącznie na jednym partnerze. Zarówno w Europie, jak i w USA trwa polityczna turbulencja, która – jego zdaniem – może radykalnie zmienić dotychczasową architekturę bezpieczeństwa. – Mnie zadziwia, że sam Trump mówi, że Europa musi bronić się sama, a wielu tego nie słyszy. Wybierają sobie to, co im pasuje – zaznacza.
Zdaniem Milczanowskiego Polska stoi przed pilną koniecznością budowania własnego potencjału militarnego. Nie tylko wojska, ale także nowoczesnych technologii pola walki – przede wszystkim systemów dowodzenia i przemysłu dronowego. – Tymczasem my działamy za wolno, za mało. Na własne życzenie rozmieniamy swoje szanse na drobne – komentuje.
Ekspert zwraca uwagę również na biurokratyczne przeszkody, które w warunkach narastającego zagrożenia stają się luksusem, na który Polska nie powinna sobie pozwalać. – Powinniśmy przyspieszać procedury, korzystać z doświadczeń Ukrainy i budować własną siłę, która przełoży się także na naszą dyplomację – ocenia.
Jednym z najbardziej niepokojących sygnałów ostatnich tygodni jest nieobecność Polski przy stole rozmów w Genewie, gdzie dyskutowano nad propozycjami dotyczącymi przyszłego zawieszenia broni w Ukrainie.
– Oczywiście powinniśmy tam być. Na pewno źle, że tak się stało, bo decyzje tam zapadające są dla Polski egzystencjalnie ważne – podkreśla rozmówca Interii.
Jego zdaniem przyczyną mogą być zarówno wewnętrzne konflikty w polskiej polityce, jak i brak wystarczającej „sprawczości”, która czyniłaby Polskę niezbędnym partnerem rozmów.
W ocenie Milczanowskiego obecna postawa administracji USA – zwłaszcza prezydenta Donalda Trumpa – sprawia, że Rosja może czuć się coraz pewniej. Brak jednolitej polityki Zachodu, zmienne komunikaty i propozycje ograniczające możliwości Ukrainy to – jak twierdzi ekspert – idealne warunki dla Kremla.
– Im więcej chaosu i zmiennych narracji, tym więcej argumentów dla Rosji. Oni w takich warunkach doskonale potrafią rozgrywać swoje interesy – wskazuje.
Według niego Trump postrzega stosunki międzynarodowe wyłącznie przez pryzmat interesu finansowego, a nie strategicznego bezpieczeństwa. – Jedynym przyjacielem, którego nazywa „pokojowym człowiekiem”, jest Władimir Putin. I słowa mają znaczenie – podkreśla Milczanowski.
Zmieniający się układ sił, globalne ambicje Rosji i chwiejność zachodnich sojuszy sprawiają, że Polska – zdaniem eksperta – nie ma czasu do stracenia.
– W takiej sytuacji, jak jesteśmy, powinniśmy wykorzystywać wszystkie szanse, jakie mamy. Ta sytuacja może się zmienić, więc jak najszybciej powinniśmy budować swój potencjał – apeluje.
Według Milczanowskiego to jedyna droga, aby Polska nie tylko zwiększyła swoje bezpieczeństwo, ale także odzyskała realny wpływ na kluczowe procesy polityczne w Europie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze