Reklama

Gawryluk: najpierw wydali wyrok, dopiero potem szukali dowodów

Sprawa Zbigniewa Ziobry od miesięcy była przedstawiana jako jeden z najważniejszych testów dla nowej władzy. Miało dojść do politycznego i prawnego rozliczenia byłego ministra sprawiedliwości, a kolejne zapowiedzi płynące z obozu rządzącego budowały atmosferę nieuchronnej odpowiedzialności. Tymczasem dziś coraz częściej pojawia się pytanie, czy rząd nie padł ofiarą własnej narracji.

W programie „Kalejdoskop Wydarzeń” Dorota Gawryluk i Jan Wróbel ocenili, że wokół sprawy Ziobry od początku dominowały emocje, polityczne hasła i medialne oczekiwania, a zdecydowanie mniej konkretów. Zdaniem komentatorów właśnie to mogło doprowadzić do sytuacji, w której były minister nie tylko uniknął politycznej izolacji, ale zyskał argument, by przedstawiać się jako ofiara politycznej vendetty.

Najpierw polityczny wyrok, później szukanie dowodów

Dorota Gawryluk nie zostawiła na działaniach rządu suchej nitki. Według niej obóz władzy od samego początku budował przekaz oparty bardziej na emocjach niż na materiale dowodowym.

Reklama

Przypomniała, że rozliczenie poprzedniej ekipy było jednym z fundamentów kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej. Problem - jak oceniła - polegał jednak na tym, że bardzo szybko polityczne deklaracje zaczęły wyprzedzać fakty.

W przestrzeni publicznej pojawiały się mocne oskarżenia pod adresem całego PiS-u, sugerujące systemowe nadużycia i działania o charakterze przestępczym. Gawryluk zwracała uwagę, że taki sposób prowadzenia narracji był z góry skazany na problemy.

Jej zdaniem nie można mówić o odpowiedzialności zbiorowej całej partii politycznej, tak samo jak nie dałoby się oskarżyć w całości Platformy Obywatelskiej czy dawnego SLD. Polityka - podkreślała - wymaga precyzji, szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą oskarżenia o charakterze kryminalnym.

Reklama

Według dziennikarki rządzący najpierw stworzyli polityczne oczekiwanie spektakularnych rozliczeń, a dopiero później rozpoczęli poszukiwanie argumentów, które miałyby tę narrację uzasadnić. Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego - społeczeństwo usłyszało o wielkiej aferze, ale nie zobaczyło twardych dowodów.

„Można mówić co najwyżej o złym wydawaniu pieniędzy”

W opinii Gawryluk problemem okazała się również sama konstrukcja zarzutów wobec byłego ministra sprawiedliwości. Jak zaznaczyła, z czasem okazało się, że nie chodzi o klasyczne przywłaszczenie środków publicznych, lecz raczej o sposób ich rozdysponowania.

Reklama

Wśród wydatków pojawiały się m.in. środki przeznaczane na straż pożarną, remonty prokuratur, system Pegasus czy wsparcie dla kół gospodyń wiejskich. Można więc - jak stwierdziła - dyskutować o politycznej zasadności takich decyzji albo o tym, czy pieniądze były wydawane racjonalnie. To jednak wciąż zupełnie co innego niż zarzut działalności przestępczej.

Dziennikarka podkreślała, że opinia publiczna przez wiele miesięcy słyszała zapowiedzi wyjątkowo ciężkich oskarżeń i spektakularnych zatrzymań. Tymczasem finalnie sprawa zaczęła sprowadzać się raczej do oceny politycznych decyzji finansowych niż do dowodów na przestępstwo.

Reklama

Według niej właśnie taka sytuacja mogła stać się dla Ziobry istotnym argumentem za granicą. Jeśli bowiem zarzuty mają charakter polityczny lub są odbierane jako element walki partyjnej, dużo łatwiej budować narrację o prześladowaniu politycznym.

Gawryluk zwróciła uwagę, że przy tak szerokim definiowaniu „grupy przestępczej” można byłoby dojść do absurdalnego wniosku, iż praktycznie każdy minister czy lider partyjny odpowiada za działania całego swojego środowiska jak zorganizowana struktura przestępcza.

Reklama

Jan Wróbel: „Nie robić ze smoczka smoka wawelskiego”

Podobnie sytuację ocenił Jan Wróbel, choć zwrócił uwagę przede wszystkim na polityczny wymiar całej historii. Jego zdaniem przeciwnicy Ziobry popełnili podstawowy błąd: stworzyli wizerunek politycznego „potwora”, którego później nie byli w stanie skutecznie rozliczyć.

Jak zauważył, jeśli przez wiele miesięcy buduje się obraz człowieka wyjątkowo groźnego i odpowiedzialnego za ogromne nadużycia, a później ten sam człowiek funkcjonuje swobodnie i robi to, co chce, społeczeństwo zaczyna kwestionować skuteczność państwa.

Reklama

Wróbel przekonywał, że zamiast budować atmosferę sensacji, należało skupić się na punktowym wykazywaniu błędów, słabości i ewentualnych nieprawidłowości. Jak obrazowo stwierdził - nie należało „robić ze smoczka smoka wawelskiego”.

Na te słowa odpowiedziała Dorota Gawryluk, wracając do kwestii kluczowej: dowodów. Jej zdaniem cała sprawa od początku powinna opierać się wyłącznie na konkretnych materiałach i zarzutach możliwych do obrony przed sądem, a nie na politycznych emocjach czy medialnych oczekiwaniach.

Reklama

Bo właśnie tam - w sądzie, a nie w studiach telewizyjnych - rozstrzyga się, kto jest przestępcą, a kto jedynie przeciwnikiem politycznym.

Źródło: wydarzenia.interia.pl Aktualizacja: 18/05/2026 14:44
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama