Od 2028 roku w Unii Europejskiej zacznie obowiązywać całkowity zakaz importu gazu z Rosji. Choć większość państw już uniezależniła się od surowca z kierunku wschodniego, Słowacja i Węgry wciąż pozostają uzależnione od dostaw z Rosji. W tej sytuacji Polska wyrasta na jednego z kluczowych graczy w procesie odcinania Europy od „rosyjskiej pępowiny” – podaje money.pl.
Obecnie to właśnie Słowacy i Węgrzy nadal korzystają z rosyjskiego gazu. Rządy Roberta Ficy i Viktora Orbána, mimo krytyki ze strony Brukseli, utrzymują bliskie relacje z Kremlem i nie ukrywają chęci dalszej współpracy z Władimirem Putinem. Jednak zbliżający się unijny zakaz oznacza, że oba kraje będą musiały pilnie znaleźć alternatywne źródła dostaw.
Tymczasem Polska intensywnie rozbudowuje swoją infrastrukturę gazową. W styczniu 2025 roku zakończyła się rozbudowa gazoportu w Świnoujściu. Równolegle trwają prace nad budową pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej, którego część lądowa ma być gotowa w 2026 roku. Kluczową rolę w całej układance odgrywa także Baltic Pipe, umożliwiający przesył gazu z Norwegii. To właśnie te inwestycje mają pozwolić Polsce stać się jednym z filarów nowego, niezależnego od Rosji systemu dostaw w regionie.
Z badania rynku przeprowadzonego przez Gaz-System wynika, że firmy z Litwy, Czech, Ukrainy i Słowacji są zainteresowane importem nawet do 9 mld m³ gazu rocznie poprzez planowany terminal FSRU w Gdańsku. To aż czterokrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. W efekcie spółka rozważa zamówienie drugiej jednostki FSRU. Pierwsza, budowana w Korei Południowej, ma zostać odebrana w 2027 roku.
W ubiegłym roku przedstawiciele Gaz-Systemu spotkali się w Bratysławie z operatorem Eustream, by omówić możliwość dostaw dodatkowych wolumenów LNG przez Gdańsk. Dla Słowacji, która obecnie importuje gaz z Rosji przez TurkStream, to realna szansa na uniezależnienie się od Kremla. Podobnie jak Węgry, kraj ten nie ma już wiele czasu na znalezienie alternatywy.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze