Sprawa odkrywanych horrendalnych zarobków lekarzy zdaje się bardzo bulwersująca, bo pieniądze te płyną z budżetu państwa, czyli z naszych podatków. Poza lekarzami innych pracowników tzw. budżetówki: nauczycieli, urzędników państwowych, samorządowych zatrudnia się na umowy o pracę i raczej zakazuje pracy w wydłużonym czasie pracy lub kompletnie uniemożliwia, a niektórzy lekarze wpisują więcej godzin przepracowanych niż ma doba. To oczywiście wykroczenia niezgodne z prawem i pieniądze zarobione w taki sposób powinny być zwrócone, bo oczywiste jest, że nie doszło do świadczenia pracy.
Poza tym niewspółmiernie wysokie stawki za godzinę pracy niektórych lekarza na kontraktach (średnia 300 zł na godzinę, a są przypadki 600 zł na godzinę na dyżurze) są nieuzasadnione ani rynkiem pracy ani sytuacjami ekonomicznymi. Często zdarzają się przypadki, że takie wynagrodzenia płacą szpitale, które mają milionowe długi.
Sprawą, która bulwersuje opinię społeczną jest to, że jak się okazuje, duża część lekarzy zarabia miesięcznie z budżetu państwa więcej niż nauczyciele rocznie z tego samego budżetu. Ale ktoś musiał zezwolić na taką sytuację. Wszyscy którzy nadzorowali ten proceder i dopuścili do takiej sytuacji powinni być odwołani z zakazem pracy w sferze budżetowej. Szpitale były pod nadzorem samorządów i ministerstwa zdrowia, kontrolę nad procedurami, a więc i stawkami dla lekarzy nadzoruje NFZ, w których o, na końcu tego łańcucha dyrektorzy szpitali (często zadłużonych) podpisywali tego typu kontrakty z lekarzami.
Trudno w tych przypadkach mówić o zarabianiu, a raczej o selektywnym przyznawaniu gigantycznych kontraktów np. lekarzom - radnym. Pojawia się jeszcze problem natury prawnej, który powinny rozstrzygnąć organy sądowe lub NIK: skoro tzw. kontrakty lekarskie były podpisywane z lekarzami, którzy prowadzili działalność gospodarczą, w świetle ustawy o zamówieniach publicznych powinny być prawdopodobnie przyznawane po wygranych przetargach, a w tych przypadkach nie słychać jednak o żadnych przetargach. Dlaczego w tej sprawie Najwyższa Izba Kontroli nie wykazuje aktywności i nie wszczyna kontroli?
Niepokojącym zjawiskiem jest to, że niektórzy lekarze zarabiający wygórowane pieniądze są jednocześnie radnymi, co sprawia, że należy zadać pytanie, czy nie mamy tu do czynienia z konfliktem interesów lub lokalnymi układami politycznymi. Pojawia się bowiem pytanie, czy takie kontrakty nie były w pewien sposób „wymuszone” lub przyznawane lekarzom jako kolegom partyjnym, wszak jakąś władzę ci lekarze radni mieli nad dyrektorami szpitali lub byli w bliskich relacjach z władzami samorządowymi.
Ciekawe jak dalej potoczy się ta sytuacja, która rozpala i bulwersuje opinię publiczną i czy któraś z partii jest w stanie przedstawić Polakom pomysł na uzdrowienie tej sytuacji.
Należy wyraźnie podkreślić, że większość lekarzy zarabia “normalne” stawki i uczciwie i sumiennie wykonuje swoją pracę. Milionowe kontrakty podpisywane są z “wybranymi”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze