Reklama

Inna twarz liberałów

Rodzimi liberałowie przyzwyczaili nas do nieszczęsnej praktyki, która sprowadza się do niechęci do interesu narodowego oraz inicjatyw społecznych, jeśli mają one charakter patriotyczny albo stanowią alternatywę dla instytucji będących oczkiem w liberalnej głowie (a takimi są np. banki!). Nad Wisłą, Odrą, Bugiem, Wartą, Sanem i Łyną liberałowie to euroentuzjaści, zwolennicy globalizacji i wpisania się Polski w procesy integracyjne na Starym Kontynencie czy świecie.

Tymczasem w wielu krajach Europy liberałowie, ku zaskoczeniu tych naszych, rodzimych, są, uwaga, dość sceptycznie nastawieni do przyspieszania procesów jednoczenia Unii, są przeciwni federalizacji UE, są zwolennikami Europy ojczyzn, Europy narodów. Serio. Szok dla niektórych, co! Pewnie tak, ale to najprawdziwsza prawda. 


Pamiętam, gdy przed dwudziestoma laty byłem jednym z dziesięciu posłów do Parlamentu Europejskiego, którzy podpisali się pod apelem do rządów państw członkowskich UE o podjęcie decyzji, aby w każdym państwie należącym do UE przeprowadzić referendum, w którym obywatele wypowiedzieli się na temat tego, czy zaakceptować traktat lizboński. Wniosek upadł, może dlatego, że sondaże jednoznacznie pokazywały, iż co najmniej w dwóch krajach UE: Finlandii i Czechach ów kolejny traktat europejski zostałby wyraźną (!) większością odrzucony! Wracajmy jednak do naszych liberalnych, nomen omen, baranów. Otóż pod tym wnioskiem podpisała się, a nawet wystąpiła z nami na wspólnej konferencji prasowej w siedzibie Parlamentu Europejskiego, brytyjska europosłanka, uwaga, z ówczesnej grupy ALDE, czyli właśnie liberałów! Jednak takich jak ona było więcej. Bowiem w Europie Zachodniej można mieć poglądy liberalne, w wymiarze gospodarczym zwłaszcza, a jednocześnie pozostawać namiętnym patriotą, a nawet nacjonalistą (!) i uniosceptykiem. 
Podobnie jest, jeśli chodzi o spółdzielczość oszczędnościowo-kredytową. U nas liberałowie zwalczają SKOK-i, a w Irlandii mocno je wspierają! Piszę to jako były współprzewodniczący Credits Union Friendship Group w Parlamencie Europejskim.

Reklama


Drugą współprzewodniczącą była... Irlandka, liberałka mrs Harkin. To pokazuje zasadniczą różnicę między liberałami krajowego miotu a tymi z Zachodu. Tamtejsi są mniej dogmatyczni, przynajmniej część z nich.
Ci tutejsi, niestety, wciąż galopują z ideologicznymi klapkami na oczach.

Ryszard Czarnecki

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 08/06/2026 21:20
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama