Reklama

Jawność płac nadchodzi. Przygotuj się na szok

W czerwcu rynek pracy w Polsce wejdzie w nową rzeczywistość. Wynagrodzenia – dotąd owiane półtajemnicą i domysłami – zaczną być bardziej przejrzyste. Pracownicy nie poznają wprawdzie pensji kolegi z biurka obok, ale zyskają dostęp do średnich zarobków na swoim stanowisku, także w podziale na płeć. To zmiana, która może wywrócić do góry nogami sposób, w jaki myślimy o pieniądzach.

W rozmowie z PAP prof. Andrzej Falkowski z Uniwersytetu SWPS nie ma złudzeń: początek będzie trudny. Ale – jak podkreśla – to niekoniecznie zła wiadomość.


Pieniądze to porównania

Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że wynagrodzenie to czysta matematyka: konkretna kwota wpływająca na konto co miesiąc. Problem w tym, że psychologia rządzi się innymi prawami niż arkusz kalkulacyjny.

– „To, czy dana kwota jest duża, czy mała, zależy od punktu odniesienia” – zauważa Falkowski. I nie chodzi tylko o nasze potrzeby czy styl życia. Kluczowe jest to, ile zarabiają inni.

Reklama

Ten mechanizm działa zaskakująco silnie. W jednym z klasycznych eksperymentów większość badanych wolała zarabiać mniej – pod warunkiem że ich współpracownicy zarabiają jeszcze mniej. Większe dochody przestają cieszyć, jeśli ktoś obok ma ich więcej.

To właśnie dlatego jawność płac może okazać się psychologicznym wstrząsem. Nagle okazuje się, że „dobra pensja” przestaje być dobra – bo ktoś na podobnym stanowisku dostaje więcej.


Pierwsza fala: frustracja, konflikty i pytania „dlaczego on?”

Nowe przepisy prawdopodobnie nie przyniosą od razu poczucia sprawiedliwości. Wręcz przeciwnie – mogą je chwilowo podkopać.

Reklama

– „Pojawią się frustracja, poczucie niesprawiedliwości, a nawet spadek poczucia własnej wartości” – mówi profesor.

To najmocniejszy wniosek z rozmowy: pieniądze to nie tylko ekonomia, ale też tożsamość. Informacja o niższej pensji może zostać odczytana nie jako wynik systemu czy negocjacji, ale jako osobista porażka.

W praktyce oznacza to jedno: napięcia w firmach. Pracownicy zaczną zadawać pytania, na które menedżerowie nie zawsze będą mieli gotowe odpowiedzi. Dlaczego ktoś zarabia więcej? Co o tym decyduje? Czy system jest sprawiedliwy?

Reklama

Ten etap – jak przewiduje Falkowski – będzie nieunikniony. I prawdopodobnie burzliwy.


Długofalowo: bardziej uczciwy, ale też bardziej wymagający rynek

Paradoksalnie jednak to właśnie ten początkowy chaos może przynieść coś dobrego.

Jawność płac zmusza organizacje do uporządkowania tego, co przez lata bywało nieprzejrzyste: zasad wynagradzania, kryteriów awansu, logiki podwyżek. Firmy nie będą mogły już opierać się na uznaniowości czy „historycznych zaszłościach”.

W efekcie może powstać bardziej racjonalny system – taki, w którym wyższe wynagrodzenie rzeczywiście wynika z kompetencji i wyników.

Reklama

Co więcej, transparentność może działać motywująco. Jak zauważa Falkowski, kontakt z lepszymi od siebie – choć początkowo niewygodny – bywa impulsem do rozwoju. „Lepiej być wśród lepszych niż być najlepszym wśród słabszych” – podkreśla.

Nie oznacza to jednak świata idealnej równości. Próby „spłaszczenia” płac, by uniknąć konfliktów, mogą pojawić się na początku, ale w dłuższej perspektywie są nie do utrzymania. Rynek nagradza efektywność – a firmy, które przestaną różnicować wynagrodzenia, szybko przegrają z konkurencją.

Reklama

Zmiana, która nadchodzi, nie będzie komfortowa. Przyniesie emocje, napięcia i trudne rozmowy. Ale – jak sugeruje rozmowa z prof. Falkowskim – może też wymusić coś, czego polski rynek pracy długo unikał: uczciwą odpowiedź na pytanie, ile naprawdę jesteśmy warci.

Źródło: PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama