Czy Polska może sięgnąć po środki z europejskiego mechanizmu SAFE mimo prezydenckiego weta wobec ustawy w tej sprawie? Zdaniem konstytucjonalisty dr. Jacka Zaleśnego odpowiedź jest jednoznaczna: nie. W obecnym stanie prawnym – podkreśla ekspert – żaden organ władzy publicznej nie ma kompetencji, by w imieniu państwa zaciągnąć takie zobowiązanie.
Dr Zaleśny z Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje, że decyzja prezydenta o zawetowaniu ustawy upoważniającej do skorzystania z mechanizmu SAFE zamknęła drogę do podjęcia zobowiązania na poziomie międzynarodowym. W polskim systemie prawnym samo polityczne zainteresowanie programem nie wystarcza – potrzebna jest wyraźna zgoda ustawowa.
– Jeśli spojrzymy na całość regulacji mających zastosowanie w tej sprawie, od konstytucji, przez ustawę o umowach międzynarodowych, aż po Konwencję wiedeńską o prawie traktatów z 1969 r., wniosek jest jeden: bez zgody prezydenta na związanie się mechanizmem SAFE polskie władze nie mają kompetencji do podjęcia takiego zobowiązania – ocenia prawnik.
Ekspert zwraca uwagę, że sprawa nie ogranicza się wyłącznie do krajowego sporu politycznego. Ma ona także realne konsekwencje w relacjach międzynarodowych.
Prezydent, jako najwyższy przedstawiciel Rzeczypospolitej – zgodnie z art. 126 konstytucji – publicznie poinformował, że Polska nie będzie korzystać z mechanizmu SAFE. Taka deklaracja, jak podkreśla Zaleśny, staje się w praktyce tzw. faktem notoryjnym, czyli powszechnie znaną okolicznością mającą znaczenie prawne.
W efekcie – tłumaczy konstytucjonalista – każdy podmiot działający na arenie międzynarodowej ma świadomość, że brak jest krajowej zgody na takie zobowiązanie. Gdyby mimo to ktoś próbował zawrzeć umowę w imieniu Polski, działałby bez odpowiedniego umocowania.
A to rodziłoby poważne konsekwencje.
– Jeżeli potencjalny wierzyciel wie, że osoba chcąca podpisać umowę nie ma kompetencji do działania w imieniu państwa, a mimo to decyduje się na taką umowę, bierze na siebie pełne ryzyko – wskazuje Zaleśny.
Ekspert posługuje się obrazowym porównaniem: w takiej sytuacji mogłoby się okazać, że pieniądze zostały pożyczone nie państwu, lecz osobie fizycznej działającej bez uprawnień. A to oznacza, że wierzyciel mógłby mieć poważny problem z odzyskaniem środków.
Kluczowa w tej sprawie jest także konstytucja. Dr Zaleśny przypomina, że jej artykuł 89 wyraźnie określa sytuacje, w których Polska może zaciągać zobowiązania międzynarodowe tylko po uzyskaniu zgody parlamentu wyrażonej w ustawie.
Jedną z takich kategorii są umowy powodujące znaczące obciążenia finansowe dla państwa.
A mechanizm SAFE – jak zaznacza ekspert – bez wątpienia do nich należy.
W przypadku Polski mowa bowiem o pożyczce sięgającej około 180 miliardów złotych. Do tego należy doliczyć koszt obsługi długu, który – w praktyce – może być nie niższy niż sama kwota pożyczki.
Dla porównania: roczne wydatki budżetu państwa zaplanowane na 2026 rok wynoszą około 900 miliardów złotych.
– Nawet gdyby rozpatrywać SAFE wyłącznie jako instrument finansowy, skala zobowiązania jest tak duża, że bez zgody Sejmu wyrażonej w ustawie nie ma możliwości jego podjęcia – podkreśla konstytucjonalista.
Dr Zaleśny zwraca również uwagę na jeszcze jeden element – konstytucyjny próg długu publicznego. Polska, jak przypomina ekspert, zbliża się do limitów zadłużenia określonych w ustawie zasadniczej, co dodatkowo komplikuje sytuację.
W praktyce oznacza to, że nawet gdyby polityczna wola skorzystania z mechanizmu SAFE się pojawiła, konieczna byłaby nie tylko zgoda parlamentu, lecz także uwzględnienie ograniczeń wynikających z konstytucyjnych reguł dotyczących zadłużenia państwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze