Nocna interwencja w jednym z mieszkań na warszawskim Mokotowie zakończyła się tragedią, która wstrząsnęła sąsiadami i postawiła na nogi służby. Po zgłoszeniu dotyczącym podniesionych głosów policjanci weszli do lokalu siłą. W środku znaleziono siedmiomiesięcznego chłopca bez oznak życia. Najnowsze informacje przyniosły wyniki sekcji zwłok – prokuratura przekazała, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych i nie ma podstaw do stawiania zarzutów rodzicom.
Do interwencji doszło we wtorek we wczesnych godzinach porannych w mieszkaniu przy ul. Modzelewskiego. Policję wezwali sąsiedzi, którzy mieli słyszeć krzyki i podniesione głosy, co wzbudziło obawy o bezpieczeństwo domowników. Ponieważ nikt nie otwierał drzwi i nie było możliwości wejścia do środka w zwykły sposób, funkcjonariusze – przy wsparciu strażaków – weszli do mieszkania siłowo.
W lokalu przebywali rodzice dziecka. Według relacji służb oboje byli pod wpływem alkoholu. Na miejscu znaleziono siedmiomiesięcznego chłopca bez oznak życia. Podejmowano działania ratunkowe, jednak dziecka nie udało się uratować. Rodzice zostali zatrzymani do dyspozycji prokuratury.
Kluczowe ustalenia przyniosła sekcja zwłok. Prokuratura poinformowała, że zgon dziecka nastąpił z przyczyn naturalnych. Wskazano na wrodzoną wadę mózgu, która mogła doprowadzić do śmierci chłopca. W związku z tym śledczy przekazali, że nie ma podstaw do stawiania rodzicom zarzutów.
Choć w komunikatach podkreślono brak przesłanek wskazujących na przestępstwo jako przyczynę zgonu, standardowo prowadzone są czynności mające odtworzyć przebieg zdarzeń: analizowane są okoliczności wezwania policji, to, co działo się w mieszkaniu przed przyjazdem służb, oraz zgromadzona dokumentacja. Sprawa pokazuje, jak dramatycznie może wyglądać interwencja rozpoczęta od sąsiedzkiego alarmu – i jak istotne są wyniki badań medycznych w ustalaniu faktów w tak wrażliwych zdarzeniach.
red.
oprac.al
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze