Reklama

Michał Kuczmierowski wyszedł na wolność i przedstawił swoją wersję okoliczności, za które jest ścigany

11/02/2025 10:37

Michał Kuczmierowski, były prezes Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, w rozmowie z TV Republika stwierdził, że jego wyrok zapadł jeszcze przed zatrzymaniem, a przeciwko niemu prowadzono długą kampanię nienawiści motywowaną politycznie. Zapewnił, że będzie walczył o sprawiedliwość i udowodnienie swojej niewinności, podkreślając brak rzeczywistych dowodów poza pomówieniami, manipulacjami i wymuszonymi zeznaniami.

Obrońca Michała Kuczmierowskiego poinformował na platformie X, że jego klient jest już na wolności. Brytyjski sąd zgodził się na zwolnienie go za kaucją, wynoszącą łącznie 565 tys. funtów – 200 tys. jako zabezpieczenie i 365 tys. jako poręczenie majątkowe. Choć pierwsza część została wpłacona szybko, całość udało się zabezpieczyć dopiero w poniedziałek.

[tweet]https://twitter.com/antylis/status/1889038795804230125[/tweet]

Michał Kuczmierowski w TV Republika, w programie Katarzyny Gójskiej, mówił o kulisach swojej sprawy.

- Ten wyrok został wydany o wiele wcześniej. Zanim doszło do zatrzymania, przez wiele miesięcy toczyła się kampania nienawiści wobec mojej osoby, mocno związana z polityką. Pierwsze mocne ataki miały miejsce, gdy zmieniał się rząd i premier Mateusz Morawiecki przekazywał stanowisko Donaldowi Tuskowi. Wtedy zaczęły się pierwsze działania wymiaru sprawiedliwości, który chciał się wykazać przed nową władzą. Kolejne - na początku 2024, a następnie - tuż przed wyborami do europarlamentu, gdy były prezentowane zmanipulowane wycieki z akt śledztwa, niejawnych dokumentów prokuratury - mówił Kuczmierowski.

Michał Kuczmierowski stwierdził, że najpoważniejszym zarzutem wobec niego jest udział w „zorganizowanej grupie przestępczej”, co wywarło największe wrażenie na brytyjskim wymiarze sprawiedliwości. Jego zdaniem oskarżenie zostało sformułowane tak, by podkreślić skalę rzekomych win i wpisuje się w narrację obecnego rządu, który określa PiS jako organizację przestępczą. Uważa, że sprawa ma podłoże polityczne.

[tweet]https://twitter.com/RepublikaTV/status/1889058709428465670[/tweet]

Michał Kuczmierowski podkreślił, że przez wiele miesięcy był dostępny dla prokuratury. Wyjaśnił, że poszukiwał pracy, także za granicą, ze względu na trudności, jakie napotykali politycy PiS w Polsce. Wyjechał najpierw w celach zawodowych, a następnie na wakacje, podczas których wydano nakaz jego aresztowania. Zwrócił uwagę, że zwolnienie warunkowe i kaucja w sprawie ekstradycyjnej są rzadkością, co jego zdaniem świadczy o zaufaniu sądu do jego wiarygodności. Dodał, że sąd analizuje sprawę pod kątem przedstawionego materiału, co pozwoliło mu opuścić areszt i przygotowywać się do procesu na wolności.

- To początek tej batalii, przede mną sprawa ekstradycyjna, ale i o wiele poważniejsza sprawa w Polsce, bo zamierzam do końca walczyć o sprawiedliwość i udowodnienie swojej niewinności. Nie mam wątpliwości, że poza pomówieniami, manipulacjami, wymuszonymi zeznaniami świadków w aresztach wydobywczych, nie ma żadnych dowodów - bo ich być nie może - dodał.

Michał Kuczmierowski stwierdził, że gdyby sprawa opierała się na dokumentach, nie doszłoby do jego aresztowania, ponieważ organy ścigania miały do nich dostęp od miesięcy i nie formułowały takich zarzutów. Jego zdaniem dopiero wymuszone zeznania w areszcie posłużyły do uzasadnienia decyzji o jego zatrzymaniu. Uważa, że celem śledztwa ws. Funduszu Sprawiedliwości nie jest dojście do prawdy, lecz polityczna walka. Podkreślił, że długotrwałe przetrzymywanie w areszcie i narracja medialna przedstawiająca polityków PiS jako złodziei mają na celu osłabienie opozycji.


Odnosząc się do stawianych mu przez prokuraturę zarzutów, stwierdził, że "nie ma niczego do ukrycia i te kwestie są proste do wyjaśnienia".

- Wszystkie argumenty na moją obronę znajdują się w dokumentacji, która została zabezpieczona w CBA i prokuraturę. Działaliśmy w sytuacji nadzwyczajnej, gdy nasilały się ataki na infrastrukturę krytyczną [na Ukrainie] i to nie my kupowaliśmy ten sprzęt, bo taki mieliśmy kaprys, tylko - strona ukraińska prosiła, byśmy wsparli ją w udostępnianiu z naszych zasobów sprzętu do podtrzymywania napięcia, prądu w różnych krytycznych miejscach - szpitalach, schronach, punktach dowodzenia i to było nasze pierwsze działanie. Później zwróciła się o wsparcie, widząc naszą skuteczność, Komisja Europejska, która oczekiwała, że ten sprzęt zostanie bardzo szybko kupiony i dostarczony. To KE narzucała nam takie warunki szybkich dostaw na Ukrainę. Kupiliśmy cały dostępny sprzęt - ogromne agregaty prądotwórcze, które służyły do zasilania całych miasteczek czy ogromnych szpitali, każdy kosztował kilka-kilkanaście milionów. Kupiliśmy to, co było dostępne w Polsce, w Europie i na rynkach międzynarodowych - wyjaśniał Michał Kuczmierowski.

[tweet]https://twitter.com/RepublikaTV/status/1889078258508894339[/tweet]

Michał Kuczmierowski podkreślił, że zarówno on, jak i agencja otrzymali od strony ukraińskiej liczne odznaczenia, podziękowania oraz referencje, a także listy poparcia od ukraińskich urzędników, które trafiły do sądu.

Zaznaczył, że według relacji osób z Ukrainy polska pomoc odegrała kluczową rolę w odparciu ofensywy w Hostomelu, a dostarczony sprzęt był wykorzystywany w walce o lotnisko. Według jego ukraińskich kontaktów, gdyby nie ta pomoc, Kijów mógłby upaść.

- Działaliśmy w warunkach skrajnego kryzysu i myślę, że nasze zadanie wypełniliśmy. Robiliśmy to także ze względu na bezpieczeństwo Polski - dodał.

Źródło: niezależna.pl/TV republika

Reklama

Reklama

Wideo wm.pl




Reklama