Naczelna Izba Lekarska wszczęła postępowanie w sprawie podejrzenia opuszczenia dyżuru przez Dawida Kacprzyka, lekarza związanego z Warszawskim Szpitalem Południowym i radnego warszawskiego Ursusa. Kontrowersje wywołały jego zarobki, liczba godzin wykazana w dokumentach oraz aktywność publiczna w czasie, gdy według grafików miał pełnić dyżury. Sprawę badają także władze Warszawy.
Naczelna Izba Lekarska podjęła działania po publikacjach dotyczących Dawida Kacprzyka, lekarza pełniącego funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Warszawskim Szpitalu Południowym. Chodzi o podejrzenie, że medyk mógł opuszczać dyżury lub nie przebywać w placówce w czasie, gdy zgodnie z dokumentacją miał pracować.
Rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej Jakub Kosikowski przekazał, że postępowanie dotyczy na razie podejrzenia opuszczenia dyżuru. Jak zaznaczył, izba będzie analizować dokumenty, a zakres sprawy może zostać rozszerzony, jeśli pojawią się ku temu podstawy.
„Wszczęliśmy postępowanie w sprawie podejrzenia opuszczenia dyżuru przez Dawida Kacprzyka. Na razie jest tylko publikacja prasowa, dlatego będziemy sprawdzać dokumenty. Jeżeli coś z nich wyjdzie, to możliwe, że będziemy rozszerzać zakres postępowania” — przekazał Jakub Kosikowski.
Sprawa zaczęła budzić duże emocje po publikacji oświadczenia majątkowego lekarza, który jest także radnym dzielnicy Ursus. Z dokumentu wynika, że w 2025 roku osiągnął około 1,6 mln zł dochodu z działalności związanej ze świadczeniem usług medycznych.
Dodatkowe pytania pojawiły się po ujawnieniu informacji o liczbie godzin pracy wykazanych w Warszawskim Szpitalu Południowym. Według danych podawanych przez media lekarz miał w 2025 roku przepracować w tej placówce 3976 godzin. Oznaczałoby to średnio 331 godzin miesięcznie, czyli niemal 11 godzin dziennie przez cały rok, z uwzględnieniem niedziel i świąt.
Kacprzyk miał pracować na podstawie umów cywilnoprawnych i kontraktowych, a nie na etacie. Ten model zatrudnienia pozwala na większą elastyczność niż umowa o pracę, ale w tej sprawie wątpliwości budzi przede wszystkim skala wykazywanej pracy i jej zgodność z faktyczną obecnością na dyżurach.
Najpoważniejsze pytania dotyczą zestawienia grafików dyżurów z publiczną aktywnością lekarza. Według doniesień medialnych w czasie, gdy Dawid Kacprzyk miał być wpisany do grafiku pracy w szpitalu, pojawiał się w telewizji, uczestniczył w wydarzeniach politycznych lub brał udział w posiedzeniach rady dzielnicy.
Jeden z opisywanych przypadków dotyczy 30 kwietnia, kiedy zgodnie z dokumentami miał pełnić całodobowy dyżur, a jednocześnie wystąpił w programie telewizyjnym. Inny przykład dotyczy czerwca, gdy według grafiku miał pracować w szpitalu, a równocześnie uczestniczyć w posiedzeniu rady dzielnicy Ursus.
Rzecznik NIL zwrócił uwagę, że w przypadku dyżuru na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym nie można mówić o pracy „pod telefonem”. Lekarz pełniący dyżur na SOR powinien być dostępny na miejscu, bo oddział ratunkowy obsługuje pacjentów w stanach nagłych.
„Lekarz dyżurny na SOR-ze nie może być poza szpitalem i czekać pod telefonem. To nie jest taki rodzaj pracy” — podkreślał Jakub Kosikowski.
Kolejnym elementem sprawy jest funkcja pełniona przez Dawida Kacprzyka w Warszawskim Szpitalu Południowym. Lekarz został koordynatorem SOR-u, choć nie posiada jeszcze specjalizacji. Według informacji podawanych przez media jest w trakcie specjalizacji z anestezjologii.
Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazują, że powierzenie stanowiska kierowniczego lekarzowi bez specjalizacji jest sytuacją co najmniej nietypową. Rzecznik NIL zaznaczył jednak, że samo powołanie lekarza na taką funkcję nie jest automatycznie przewinieniem zawodowym po jego stronie. Odpowiedzialność za decyzje kadrowe może dotyczyć przede wszystkim osób, które powierzyły mu stanowisko.
To rozróżnienie ma znaczenie dla dalszego postępowania. Samorząd lekarski bada przede wszystkim zachowanie lekarza, natomiast kwestie organizacyjne i finansowe w placówce będą przedmiotem kontroli prowadzonych przez inne instytucje.
Sprawą zajęły się również władze Warszawy. Stołeczny ratusz rozpoczął kontrolę w Warszawskim Szpitalu Południowym. Ma ona dotyczyć organizacji pracy na SOR-ze, obsady lekarskiej, zasad zatrudnienia i rozliczania dyżurów.
Wiceprezydent Warszawy Renata Kaznowska zapowiedziała, że miasto sprawdzi nie tylko indywidualną sprawę Dawida Kacprzyka, ale również system wynagradzania lekarzy w miejskich placówkach. W rozmowie z mediami mówiła, że wysokość części wynagrodzeń w ochronie zdrowia budzi jej sprzeciw.
„Uważam, że jest to skandal. Jestem oburzona” — powiedziała Renata Kaznowska, odnosząc się do stawek i zarobków osiąganych przez część lekarzy.
Ratusz podkreśla, że kontrola ma wyjaśnić, czy wszystkie świadczenia były realizowane zgodnie z zasadami, czy dyżury były prawidłowo obsadzane oraz czy rozliczenia odpowiadały rzeczywiście wykonanej pracy.
Postępowanie wszczęte przez samorząd lekarski może potrwać. Jeśli rzecznik odpowiedzialności zawodowej uzna, że doszło do naruszenia zasad etyki lekarskiej lub przepisów związanych z wykonywaniem zawodu, sprawa może mieć dalszy bieg dyscyplinarny.
W grę może wchodzić również analiza pod kątem odpowiedzialności karnej, ale tylko wtedy, gdyby ustalenia wskazały, że ewentualne opuszczenie dyżuru naraziło pacjentów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Na obecnym etapie nie przesądzono, że do takiej sytuacji doszło.
Sprawa ma również wymiar polityczny. Dawid Kacprzyk był radnym Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Ursusie. Po ujawnieniu informacji o jego zarobkach, grafikach i aktywności publicznej zrezygnował z członkostwa w partii. Informację o przyjęciu rezygnacji przekazał Marcin Kierwiński.
Afera wokół Dawida Kacprzyka wywołała szerszą dyskusję o zasadach wynagradzania lekarzy, szczególnie w publicznych szpitalach. Chodzi nie tylko o wysokość stawek, ale także o kontrolę rzeczywiście wykonanej pracy, dyżury kontraktowe i bezpieczeństwo pacjentów.
W przypadku SOR-u problem jest szczególnie istotny, bo oddział ratunkowy musi działać bez przerw, a dostępność lekarza może mieć bezpośredni wpływ na życie i zdrowie pacjentów. Dlatego śledzone będą nie tylko wyniki postępowania NIL, ale także ustalenia kontroli prowadzonej w Warszawskim Szpitalu Południowym.
Na razie sprawa jest na etapie wyjaśniania. Kluczowe będą dokumenty, grafiki, rozliczenia i ustalenie, czy wykazana praca odpowiadała faktycznie pełnionym dyżurom.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze