Kariera Dawida Kacprzyka od kilku dni budzi ogromne emocje. Młody lekarz, radny związany z Koalicją Obywatelską, w ciągu zaledwie jednego roku miał zarobić w warszawskim Szpitalu Południowym około 1,6 mln zł na dyżurach. Sama kwota robi wrażenie, ale jeszcze większe zainteresowanie wzbudzają okoliczności, w jakich osiągnięto taki wynik.
Kacprzyk pracuje w zawodzie od niespełna półtora roku i nie posiada jeszcze specjalizacji. Mimo to jego zarobki znacząco odbiegają od tego, co przeciętnie osiągają lekarze na podobnym etapie kariery. Nic więc dziwnego, że pojawiają się pytania: czy za finansowym sukcesem młodego medyka stoją wyłącznie kompetencje i ogromna liczba przepracowanych godzin, czy też znaczenie mogły mieć polityczne kontakty?
Sprawa nabrała dodatkowego wymiaru po ujawnieniu informacji o kontroli prowadzonej zarówno przez Narodowy Fundusz Zdrowia, jak i warszawski ratusz. Według medialnych doniesień analizowane są grafiki dyżurowe, z których miałoby wynikać, że w niektórych momentach lekarz był wykazywany jednocześnie w dwóch różnych miejscach.
Dyskusję wokół sprawy podgrzały informacje o politycznych relacjach Dawida Kacprzyka. W mediach społecznościowych bez trudu można znaleźć zdjęcia i nagrania dokumentujące jego obecność w otoczeniu czołowych polityków Koalicji Obywatelskiej.
Szczególną uwagę zwracają związki ze środowiskiem skupionym wokół ministra Marcina Kierwińskiego, szefa warszawskich struktur partii. To właśnie ten wątek podnosi poseł PiS Jacek Ozdoba, który wskazuje, że przewodniczącym rady nadzorczej Szpitala Południowego jest Robert Kempa – burmistrz Ursynowa, radny sejmiku wojewódzkiego, zastępca skarbnika KO oraz jeden z polityków uznawanych za bliskich współpracowników Kierwińskiego.
Dodatkowe kontrowersje budzi fakt, że Kempa ukończył Collegium Humanum – uczelnię, której działalność od miesięcy pozostaje przedmiotem zainteresowania opinii publicznej i śledczych. Jak przypominają politycy opozycji, jeszcze kilka lat temu samorządowiec publicznie podkreślał wartość zdobytego tam dyplomu. Dziś jednak informacji o tym wykształceniu próżno szukać w oficjalnych biogramach publikowanych przez urząd dzielnicy.
Krytycy całej sytuacji zwracają uwagę, że Szpital Południowy nie jest zwykłą placówką medyczną funkcjonującą poza polityką. To miejski szpital podlegający władzom Warszawy, a więc instytucja pozostająca pod nadzorem samorządu kierowanego przez środowisko Koalicji Obywatelskiej.
Była minister zdrowia Katarzyna Sójka ocenia, że właśnie ten kontekst powinien być szczególnie dokładnie przeanalizowany. Jak podkreśla, za funkcjonowanie placówki odpowiadają konkretni samorządowcy związani z jedną opcją polityczną, dlatego wszelkie wątpliwości dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń powinny zostać wyjaśnione w sposób niebudzący żadnych zastrzeżeń.
Władze szpitala odpierają zarzuty, przekonując, że Kacprzyk otrzymywał wynagrodzenie odpowiadające rynkowym stawkom za realizowane dyżury. Tłumaczenia te nie kończą jednak dyskusji, ponieważ skala zarobków młodego lekarza pozostaje jednym z głównych tematów debaty publicznej.
W centrum zainteresowania pozostaje dziś nie tylko sama wysokość wynagrodzenia, ale także mechanizm, który umożliwił jego osiągnięcie. Czy był to efekt wyjątkowego zaangażowania zawodowego i ogromnej liczby przepracowanych godzin? A może znaczenie odegrały znajomości oraz polityczne otoczenie lekarza?
Na te pytania odpowiedzi mają przynieść prowadzone kontrole. Niezależnie od ich wyników sprawa już teraz stała się symbolem szerszej dyskusji o przejrzystości funkcjonowania publicznych instytucji, zasadach zatrudniania oraz wpływie politycznych relacji na kariery osób związanych z obozem władzy.
Im więcej informacji pojawia się na temat Dawida Kacprzyka, tym trudniej uniknąć wrażenia, że historia młodego lekarza z milionowymi zarobkami dawno przestała być wyłącznie opowieścią o pracy w ochronie zdrowia. Coraz bardziej przypomina polityczny test transparentności dla środowiska rządzącego Warszawą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze