Sprawa przejęcia Twittera przez Elona Musak od początku budziła emocje – ale dopiero teraz doczekała się jednego z najbardziej znaczących rozstrzygnięć. Federalna ława przysięgłych w San Francisco uznała, że miliarder nie tylko wpływał na nastroje rynku, ale robił to w sposób celowy i wprowadzający inwestorów w błąd. Werdykt zapadł jednomyślnie, a jego konsekwencje mogą okazać się dla Muska wyjątkowo kosztowne.
Proces trwał zaledwie kilka dni, ale jego ciężar był ogromny. Inwestorzy przekonywali, że publiczne wypowiedzi Muska – głównie w mediach społecznościowych – doprowadziły do realnych strat finansowych. Chodziło m.in. o komunikaty sugerujące problemy z liczbą fałszywych kont oraz możliwość wycofania się z transakcji wartej 44 miliardy dolarów.
Musk bronił się, twierdząc, że jedynie dzielił się opiniami, a rynek zareagował nadmiernie. Jednak przysięgli nie mieli wątpliwości: jego działania były przemyślane i miały konkretny cel – obniżenie ceny akcji Twittera. Według ustaleń sądu, w najbardziej newralgicznym okresie wartość papierów spadła nawet o kilka dolarów na akcję właśnie pod wpływem jego wypowiedzi.
Jak ujął to jeden z komentatorów rynku: jeśli masz moc poruszania rynkiem jednym wpisem, musisz liczyć się z konsekwencjami.
Najbardziej dotknięci okazali się drobni akcjonariusze. To oni – reagując na niepokojące sygnały – sprzedawali swoje udziały, często po znacznie zaniżonych cenach. W sądzie nie brakowało emocji. Jednym z najbardziej wyrazistych świadków był inwestor z Oregonu, który przyznał wprost, że poczuł się oszukany.
Szczególne znaczenie miała seria wpisów z maja 2022 roku, w których Musk ogłosił „wstrzymanie” przejęcia z powodu rzekomej skali botów na platformie. Dla wielu był to sygnał alarmowy. Rynek zareagował natychmiast – a część inwestorów podjęła decyzje, których dziś żałuje.
Sam Musk podczas procesu nie ułatwiał pracy prawnikom. Według relacji medialnych jego postawa bywała konfrontacyjna, a odpowiedzi wymijające. W pewnym momencie przyznał nawet pół żartem, pół serio, że jeśli zarzuty dotyczą „głupich tweetów”, to może rzeczywiście jest winny.
Choć Musk ostatecznie sfinalizował zakup Twittera na pierwotnych warunkach, historia tej transakcji wciąż się nie kończy. Wyrok otwiera drogę do roszczeń liczonych w miliardach dolarów. Prawnicy miliardera zapowiedzieli już apelację, więc batalia prawna potrwa zapewne jeszcze długo.
Paradoks całej sytuacji polega na tym, że mimo prób renegocjacji ceny i presji wywieranej na rynek, Musk finalnie zapłacił dokładnie tyle, ile zadeklarował na początku. Tymczasem inwestorzy, którzy uwierzyli w jego komunikaty, ponieśli realne straty.
Nie jest więc wykluczone, że przejęcie Twittera okaże się jedną z najdroższych lekcji w karierze Muska – nie tylko biznesowo, ale i prawnie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze