Spór płacowy w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych zaostrza się. Po odrzuceniu postulatów podwyżek przez zarząd, część związków zawodowych zapowiada rozpoczęcie procedury referendum strajkowego.
Związkowcy domagają się wzrostu wynagrodzeń o 1200 zł brutto. Jak informuje Związkowa Alternatywa, brak porozumienia z pracodawcą skłonił organizację do przygotowań do akcji protestacyjnej.
– Jeśli pracodawca odmawia negocjacji i mediacji w sporze zbiorowym, możemy przejść bezpośrednio do referendum strajkowego – powiedział Piotr Szumlewicz.
Pierwszym krokiem ma być uzyskanie dostępu do służbowych danych kontaktowych pracowników, co umożliwi przeprowadzenie głosowania. Referendum może ruszyć w ciągu dwóch–trzech tygodni.
Kluczowym wyzwaniem pozostaje frekwencja. Poprzednie głosowanie zakończyło się niepowodzeniem – mimo poparcia większości uczestników, udział wzięło jedynie 42 proc. zatrudnionych. Aby wynik był wiążący, musi zagłosować co najmniej połowa załogi, a większość z nich musi poprzeć strajk.
Związkowcy podkreślają, że nastroje wśród pracowników są obecnie bardziej napięte niż wcześniej. Wskazują też na rosnącą liczbę obowiązków, m.in. w związku z obsługą programów społecznych, takich jak Program 800+.
Ich zdaniem wynagrodzenia w ZUS należą do najniższych w administracji publicznej. Średnia pensja ma wynosić około 7060 zł brutto, co – jak podkreślają – wciąż pozostaje poniżej średniej krajowej.
Dodatkowe napięcia budzi stanowisko pracodawcy, który – według związków – odmawia formalnego prowadzenia sporu zbiorowego w zakresie postulatów płacowych. Związkowcy oceniają takie podejście jako budzące poważne wątpliwości prawne.
Przedstawiciele pracowników zaznaczają, że strajk jest ostatecznością. Ostrzegają jednak, że ewentualny paraliż instytucji obsługującej kluczowe świadczenia społeczne mógłby mieć poważne konsekwencje dla państwa i obywateli.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze