Decyzja prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek armii nazwy „Bohaterów UPA” ponownie uruchomiła napięcia na linii Warszawa–Kijów. Sprawę szeroko opisują niemieckie media, zwracając uwagę, że mimo wspólnego frontu wobec rosyjskiej agresji, historyczne rany między Polską a Ukrainą wciąż pozostają niezagojone.
Komentatorka niemieckiego dziennika „Sueddeutsche Zeitung” Viktoria Grossmann zauważa, że reakcja w Polsce była natychmiastowa i wyjątkowo emocjonalna. Dla wielu Polaków Ukraińska Powstańcza Armia nie jest symbolem walki o wolność, lecz przede wszystkim odpowiedzialną za masowe mordy na polskiej ludności cywilnej podczas II wojny światowej. W polskiej pamięci historycznej wydarzenia na Wołyniu pozostają jednym z najbardziej bolesnych doświadczeń XX wieku.
W niemieckiej prasie podkreśla się, że oburzenie nie ograniczyło się wyłącznie do środowisk prawicowych. Głos zabrali również politycy i osoby publiczne od lat wspierające Ukrainę. Wśród nich znalazł się m.in. były prezydent Lech Wałęsa, który zaznaczył, że nadal solidaryzuje się z narodem ukraińskim w walce przeciw rosyjskiej agresji, jednak decyzji Zełenskiego nie potrafi zaakceptować.
To pokazuje, że temat UPA w Polsce wykracza daleko poza bieżący spór polityczny. Dla wielu osób jest kwestią pamięci rodzinnej i historycznej odpowiedzialności. Każda próba gloryfikowania formacji kojarzonej z rzezią wołyńską wywołuje więc silne emocje — niezależnie od politycznych sympatii.
Niemieccy komentatorzy zauważają jednocześnie, że sytuacja jest szczególnie delikatna właśnie teraz, gdy oba kraje pozostają strategicznymi partnerami w obliczu wojny z Rosją. Polska od początku rosyjskiej inwazji była jednym z najważniejszych sojuszników Ukrainy, zarówno militarnie, jak i humanitarnie.
Z perspektywy Ukrainy historia UPA wygląda jednak zupełnie inaczej. Dla części ukraińskiego społeczeństwa formacja ta pozostaje symbolem walki o niepodległość i oporu wobec dominacji Związku Radzieckiego. W kraju, który od ponad trzech lat ponownie walczy o własne przetrwanie, odwoływanie się do takich symboli ma również wymiar mobilizacyjny i patriotyczny.
„Sueddeutsche Zeitung” zwraca uwagę, że właśnie to zderzenie dwóch pamięci historycznych staje się dziś źródłem konfliktu. To, co w Ukrainie dla jednych jest symbolem oporu przeciw Moskwie, w Polsce dla wielu pozostaje synonimem zbrodni.
W artykule przywołano także reakcję prezydenta Karola Nawrockiego, który wielokrotnie podkreślał, że Ukraina powinna w pełni uznać cierpienia polskich ofiar i przeprowadzić jednoznaczne rozliczenie historyczne, zanim będzie mogła liczyć na pełne polityczne wsparcie Warszawy, m.in. w kontekście integracji europejskiej.
Autorka niemieckiego komentarza zaznacza jednak, że historia UPA nie daje się sprowadzić wyłącznie do prostych ocen i politycznych sloganów. Jak przypomina, część historyków podkreśla, że organizacja prowadziła także wieloletnią walkę przeciwko sowieckiej dominacji, co dla wielu Ukraińców stało się fundamentem narodowej narracji o niepodległości.
W tekście przywołano również opinię historyka Andrzeja Romanowskiego, który zwraca uwagę, że antyradziecki opór UPA miał charakter walki narodowowyzwoleńczej. Niemiecka dziennikarka zauważa przy tym, że Polacy — mający własne doświadczenia związane z walką przeciw rosyjskiej dominacji — teoretycznie powinni rozumieć taki sposób myślenia.
Jednocześnie podkreśla, że uznanie złożoności historii nie oznacza pomijania odpowiedzialności za zbrodnie na ludności cywilnej. To właśnie brak wspólnej interpretacji przeszłości sprawia, że temat relacji polsko-ukraińskich regularnie powraca i wywołuje polityczne napięcia, nawet mimo bliskiej współpracy obu państw w czasie wojny.
Dzisiejszy spór pokazuje, że między Warszawą a Kijowem nadal istnieją kwestie, których nie udało się ostatecznie przepracować. A historia — szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej — wciąż pozostaje nie tylko pamięcią o przeszłości, ale także elementem współczesnej polityki.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze