Polska i Ukraina znalazły się w centrum ostrego sporu historycznego po decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia „Bohaterów UPA”. Sprawa wywołała potężne poruszenie na najwyższych szczeblach władzy. Premier Donald Tusk wprost zarzucił stronie ukraińskiej „brak rozumu historycznego”, z kolei ukraiński poseł Wołodymyr Wjatrowycz posunął się do zszokowania opinii publicznej i porównał żądania Warszawy do... rosyjskich działań propagandowych.
W poniedziałek odbyło się posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego dotyczące odznaczenia przyznanego prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu. Jak przekazał rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, kapituła przedstawiła swoją opinię prezydentowi Karolowi Nawrockiemu. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta w późniejszym terminie.
Dyskusja wokół odznaczenia pojawiła się po decyzji Zełenskiego z końca maja. Prezydent Ukrainy nadał wówczas nazwę „Bohaterów UPA” Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy.
Decyzja wywołała falę krytyki w Polsce. Prezydent Karol Nawrocki ocenił, że gloryfikowanie UPA dostarcza argumentów rosyjskiej propagandzie i zaproponował, by kapituła rozważyła odebranie Zełenskiemu Orderu Orła Białego.
Spór dotyczy przede wszystkim odmiennej oceny historycznej Ukraińskiej Powstańczej Armii. W Polsce UPA kojarzona jest przede wszystkim ze zbrodniami dokonanymi na ludności polskiej podczas II wojny światowej. Na Ukrainie część środowisk postrzega ją jako element walki o niepodległość.
Pomysł odebrania odznaczenia spotkał się z krytyką części ukraińskich komentatorów i polityków.
Były ambasador Ukrainy w Polsce Andrij Deszczycia ocenił, że w polskiej debacie pojawiają się radykalne stanowiska.
– Mamy bardzo ostrą, radykalną postawę ze strony prezydenta i jego administracji. I to sprzyja prawicowym, skrajnym, radykalnym siłom. Dlatego dziś słyszymy tak głośne oświadczenia, żądania, a nawet pewne ultimatum. Trzeba jednak zachować spokój, sięgnąć po dostępne narzędzia - negocjacje, konsultacje - i znaleźć wyjście z tej sytuacji – powiedział, cytowany przez Espreso TV.
Jeszcze dalej poszedł historyk i poseł Wołodymyr Wjatrowycz: – Celem części polskich polityków jest coś więcej - wymuszenie od Ukrainy potępienia UPA jako całości. W tym bardzo przypominają rosyjskie żądania denazyfikacji, które zakładają rezygnację przez Ukraińców z ich tradycji walki wyzwoleńczej i własnego spojrzenia na historię – stwierdził.
Dodał również, że z punktu widzenia Ukrainy takie oczekiwania są nie do zaakceptowania i mogą prowadzić do kolejnych sporów dotyczących polityki historycznej.
Do napięć w relacjach polsko-ukraińskich odniósł się także premier Donald Tusk. Podczas konferencji prasowej podkreślił, że to decyzja strony ukraińskiej doprowadziła do obecnego kryzysu.
– Prawdę powiedziawszy, zwróciłem się bardziej w stronę ukraińską, żeby podjęła potrzebne inicjatywy, żeby wykazała się i dobrą wolą i inwencją. Bo to decyzja prezydenta Ukrainy doprowadziła do tego kryzysu. Ja nie mam co do tego żadnej wątpliwości – powiedział szef rządu.
Premier zaznaczył jednocześnie, że Polska nie zamierza ingerować w wybór bohaterów ukraińskiej historii, ale oczekuje poszanowania polskiej wrażliwości historycznej.
– Tłumaczyłem prezydentowi Zełenskiemu długo: „Pamiętaj, wy macie swoją wrażliwość, my mamy swoją wrażliwość. Dbajcie o nas, tak jak my dbamy o was. Relacje muszą być równoprawne” – mówił Tusk.
Według premiera podjęte zostały działania dyplomatyczne mające doprowadzić do złagodzenia napięć. Jak ocenił, strona ukraińska zaczyna dostrzegać wagę problemu.
– Mam nadzieję, że strona ukraińska zrozumie, że nikt nie ma prawa lekceważyć naszej wrażliwości. Jestem przekonany, że może za powoli, może z oporami, ale zaczyna to docierać do Ukraińców – stwierdził.
Donald Tusk podkreślił również, że mimo sporu historycznego Polska pozostaje zwolennikiem dalszego wspierania Ukrainy w wojnie z Rosją oraz na drodze do integracji europejskiej.
– Polska będzie wspierała Ukrainę na jej drodze do Europy na warunkach, które będą europejskie i będą bezpieczne i korzystne dla Polski – powiedział premier.
Szef rządu zaznaczył także, że nie uważa, aby decyzja Wołodymyra Zełenskiego była celowym działaniem wymierzonym przeciwko Polsce. Jego zdaniem problemem był raczej brak uwzględnienia historycznej wrażliwości polskiej strony.
– Nie odnoszę takiego wrażenia, aby decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu imienia jednostce wojskowej, żeby intencją było uderzenie w Polskę. Zarzucam stronie ukraińskiej brak wrażliwości i rozumu historycznego. Zarzucam brak empatii i myślenia o naszych wspólnych interesach – podsumował premier.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze