Choć wokół Szpitala Południowego w Warszawie narasta jedna z najgłośniejszych afer ostatnich miesięcy, prokuratura nadal nie podjęła zdecydowanych działań. Zamiast zabezpieczać dokumenty, przesłuchiwać świadków czy analizować przepływy finansowe, śledczy przyznają wprost, że czekają na oficjalne zawiadomienia ze strony ratusza i kierownictwa placówki.
Tymczasem w centrum sprawy znajduje się były już szef Szpitalnego Oddziału Ratunkowego, lekarz i radny Koalicji Obywatelskiej Dawid Kacprzyk. To właśnie po ujawnieniu jego oświadczenia majątkowego, z którego wynikało, że w ciągu roku zarobił około 1,6 mln zł, opinia publiczna zaczęła zadawać pytania o funkcjonowanie oddziału i sposób rozliczania jego pracy.
W czwartek warszawski ratusz poinformował, że Kacprzyk zwrócił szpitalowi część pieniędzy. Według urzędników od połowy czerwca skorygował 33 faktury obejmujące okres od stycznia 2025 do czerwca 2026 roku, a na konto placówki wpłynęło około pół miliona złotych.
Mimo skali sprawy postępowanie pozostaje na bardzo wczesnym etapie. Jak przyznaje Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, dotychczasowe działania opierają się głównie na informacjach publikowanych przez media.
Śledczy badają obecnie dwa możliwe wątki. Pierwszy dotyczy funkcjonowania tzw. ścieżki VIP w Szpitalu Południowym. Według medialnych relacji z uprzywilejowanego sposobu przyjmowania pacjentów mieli korzystać politycy związani z Koalicją Obywatelską. Pojawiają się pytania, czy nie dochodziło w ten sposób do pomijania standardowej procedury triażu, a w konsekwencji do narażania innych pacjentów na pogorszenie stanu zdrowia lub utratę życia.
Drugi obszar zainteresowania śledczych dotyczy dokumentacji związanej z czasem pracy i rozliczeniami. Prokuratura sprawdza, czy mogło dochodzić do poświadczania nieprawdy w dokumentach stanowiących podstawę wypłat wynagrodzeń.
Jak przekazał rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba, obecnie prowadzone są dwa postępowania sprawdzające, których celem jest ustalenie, czy istnieją podstawy do wszczęcia formalnego śledztwa.
Co jednak z potencjalnymi nieprawidłowościami finansowymi? Na pytanie o możliwe oszustwo na dużą skalę związane z rozliczeniami byłego już szefa SOR-u śledczy odpowiadają ostrożnie. Ich zdaniem najpierw trzeba ustalić, czy faktycznie dochodziło do poświadczania nieprawdy w dokumentach.
Najwięcej pytań budzi jednak nie zakres prowadzonych czynności, lecz ich brak.
Do tej pory prokuratura nie poinformowała o zabezpieczeniu dokumentacji, przesłuchaniu świadków czy zabezpieczeniu materiałów mogących mieć znaczenie dla przyszłego postępowania. Tymczasem pojawiają się sygnały, że część wyposażenia pomieszczenia, w którym mieli być przyjmowani uprzywilejowani pacjenci, została już usunięta.
To rodzi kolejne wątpliwości. Co dzieje się z dokumentacją medyczną? W jaki sposób zabezpieczane są dokumenty księgowe i rozliczenia finansowe? Czy wszystkie materiały, które mogą mieć znaczenie dowodowe, nadal znajdują się w dyspozycji szpitala?
Na te pytania na razie nie ma odpowiedzi. Jest natomiast coraz więcej obaw, że wraz z upływem czasu możliwości odtworzenia pełnego obrazu wydarzeń będą coraz mniejsze.
Do czwartkowego popołudnia do prokuratury wpłynęło tylko jedno zawiadomienie dotyczące sprawy – złożone przez posła PiS Pawła Jabłońskiego. Nie wpłynęły natomiast dokumenty zapowiadane zarówno przez warszawski ratusz, jak i kierownictwo Szpitala Południowego.
Jednocześnie władze stolicy informują, że trwa audyt zlecony przez prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Według komunikatu opublikowanego przez urząd miasta, dotychczasowe ustalenia doprowadziły do złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na doprowadzeniu szpitala do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.
Problem w tym, że prokuratura takiego zawiadomienia jeszcze nie otrzymała.
– Jesteśmy uzależnieni od poważnych i kompleksowych ustaleń osób posiadających oficjalną wiedzę w tej sprawie. Skupiamy się na zawiadomieniach ze strony szpitala i ratusza, które miały zostać skierowane, ale do tej pory do nas nie wpłynęły – przyznaje rzecznik prokuratury.
W praktyce oznacza to, że jedna z najgłośniejszych afer dotyczących stołecznej służby zdrowia pozostaje na etapie oczekiwania. Tymczasem pytania o funkcjonowanie „ścieżki VIP”, milionowe rozliczenia i odpowiedzialność osób zarządzających placówką nadal pozostają bez odpowiedzi.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze