Reklama

Przez 30 lat mieli nie wychodzić z domu. Prokuratura bada dramat rodzeństwa

Prokuratura Rejonowa w Suwałkach wyjaśnia sprawę 47-letniego rodzeństwa z jednej z podsuwalskich wsi, które przez blisko 30 lat mogło być izolowane w rodzinnym domu. Sprawa wyszła na jaw po śmierci ojca rodziny. Brat i siostra trafili do szpitala psychiatrycznego i są objęci opieką. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Sprawa, która wstrząsnęła małą wsią

Śledczy z Suwałk badają, czy 47-letni dziś brat i siostra przez lata byli przetrzymywani lub izolowani od świata w rodzinnym gospodarstwie. Chodzi o niewielką miejscowość pod Suwałkami, liczącą niespełna 50 mieszkańców. Ze względu na dobro poszkodowanych nie ujawniono dokładnej lokalizacji wsi ani pełnych danych osób, których dotyczy sprawa.

Według dotychczasowych ustaleń rodzeństwo miało zniknąć z pola widzenia sąsiadów w połowie lat 90., po ukończeniu szkoły podstawowej. Od tamtej pory mieszkańcy słyszeli, że kobieta jest w klasztorze w Sejnach, a jej brat pracuje za granicą. Te wyjaśnienia przez lata nie budziły większych podejrzeń.

Reklama

Teraz prokuratura sprawdza, czy ta wersja była jedynie zasłoną dla wieloletniej izolacji.

Brama, psy i dom, do którego nikt nie wchodził

Z relacji mieszkańców wyłania się obraz gospodarstwa odciętego od otoczenia. Sąsiedzi mówią o stale zamkniętej bramie, psach biegających po podwórku i właścicielu, który nie wpuszczał na posesję osób z zewnątrz.

„Ta brama zawsze była zamknięta” – relacjonowała jedna z mieszkanek.

Według lokalnych relacji nawet listonosz, urzędnicy czy ksiądz po kolędzie mieli nie mieć swobodnego dostępu do domu. Formalności miały być załatwiane przy bramie. Tak samo miało wyglądać odbieranie korespondencji i dokumentów.

Reklama

Miejscowość, w której doszło do opisywanych zdarzeń, jest rozproszona. Domy stoją w dużych odległościach od siebie, często po kilkaset metrów. W takich warunkach łatwiej było utrzymać dystans od sąsiadów i ograniczyć kontakty z mieszkańcami.

Pytania po śmierci ojca

Sprawa zaczęła wychodzić na jaw po śmierci ojca rodzeństwa, 79-letniego emerytowanego rolnika. Mężczyzna zmarł w styczniu 2026 roku. Podczas uroczystości pogrzebowych mieszkańcy zaczęli pytać, dlaczego nie pojawiły się jego dorosłe dzieci.

Według relacji sąsiadów wdowa miała podawać różne wersje. Jednym mówiła, że dzieci nie dostały wolnego z pracy, innym, że nie wróciły z zagranicy. Pojawiać się miała także informacja, że były na modlitwie w kaplicy, choć nikt z uczestników ich tam nie widział.

Reklama

Po pewnym czasie do służb miały trafić sygnały, że brat i siostra nie wyjechali, lecz przez lata mogli przebywać w rodzinnym domu.

Interwencja i pobyt w szpitalu

Pierwsza policyjna interwencja miała miejsce pod koniec maja. Po niej brat i siostra zostali zabrani z domu do szpitala psychiatrycznego. Według informacji przekazanych w związku ze sprawą są bezpieczni i objęci opieką.

Podejrzenia dotyczące nieprawidłowości w opiece miały zostać zgłoszone śledczym przez instytucje, w tym szpital i miejscowy ośrodek pomocy społecznej. To uruchomiło działania organów ścigania.

Reklama

Prokuratura Rejonowa w Suwałkach prowadzi postępowanie dotyczące możliwego znęcania się fizycznego i psychicznego nad osobami nieporadnymi ze względu na stan psychiczny. Śledczy nie ujawniają szczegółów, wskazując na dobro postępowania i osób, których ono dotyczy.

Przeszukano gospodarstwo

W ramach czynności funkcjonariusze sprawdzili dom oraz zabudowania gospodarcze. Weryfikowane są relacje mówiące o tym, że dwoje dorosłych osób mogło przez lata żyć w bardzo trudnych warunkach, między innymi na strychu lub w piwnicy.

Na tym etapie nie przesądzono, czy takie informacje są prawdziwe. Prokuratura apeluje o ostrożność w ocenie doniesień mieszkańców. Każda z tych relacji wymaga sprawdzenia.

Reklama

„Postępowanie jest na wczesnym etapie” – przekazano w związku ze sprawą.

Do tej pory nikomu nie przedstawiono zarzutów.

Sąsiedzi mówią o wyrzutach sumienia

Mieszkańcy małej wsi pod Suwałkami nie kryją wstrząsu. Wielu z nich przez lata sądziło, że rodzeństwo po prostu wyjechało i ułożyło sobie życie poza rodzinną miejscowością. Teraz zadają pytanie, jak to możliwe, że przez tak długi czas nikt nie ustalił, co dzieje się za zamkniętą bramą gospodarstwa.

„W życiu nie będę już spokojny” – mówił jeden z sąsiadów, odnosząc się do informacji, że za zamkniętymi drzwiami domu mogło dochodzić do dramatu.

Reklama

Z relacji mieszkańców wynika, że brat i siostra w dzieciństwie chodzili do szkoły podstawowej jak inne dzieci z okolicy. Sąsiedzi nie przypominają sobie, by wcześniej mówiło się o poważnej chorobie, która mogłaby tłumaczyć ich późniejsze całkowite zniknięcie z życia wsi.

Wątek opieki społecznej

W opowieściach mieszkańców pojawia się również informacja, że wiele lat temu sytuacją rodziny miała interesować się opieka społeczna. Miało to mieć związek z zachowaniem jednego z dzieci i sygnałami, że potrzebna może być pomoc.

Po pewnym czasie wizyty miały jednak ustać. Ta okoliczność także może być jednym z elementów, które będą teraz wyjaśniane przez śledczych.

Reklama

Istotne jest również to, że rodzeństwo zniknęło z pola widzenia w czasie, gdy obowiązek szkolny kończył się po szkole podstawowej. Obowiązek nauki do 18. roku życia wprowadzono później. Po ukończeniu podstawówki nikt nie odnotowywał więc szkolnych nieobecności brata i siostry.

Pytania o trzecią osobę z rodziny

W sprawie pojawia się także wątek trzeciego dziecka w rodzinie. To córka, która według ustaleń od lat funkcjonowała poza gospodarstwem i pracowała jako nauczycielka w jednej z okolicznych szkół.

Mieszkańcy pytają, czy wiedziała, co dzieje się z jej rodzeństwem. Na tym etapie nie ma jednak informacji, które pozwalałyby przesądzać jej rolę lub odpowiedzialność.

Reklama

Śledczy będą ustalać, kto miał wiedzę o sytuacji 47-latków, czy ktoś mógł zareagować wcześniej i czy doszło do przestępstwa.

Prokuratura wyjaśnia, co działo się przez lata

Sprawa jest na początkowym etapie. Prokuratura weryfikuje relacje mieszkańców, sprawdza dokumenty, okoliczności pobytu rodzeństwa w domu oraz działania instytucji, które mogły mieć kontakt z rodziną.

Najważniejsze pytanie dotyczy tego, czy brat i siostra rzeczywiście przez blisko trzy dekady pozostawali odcięci od świata oraz czy ktoś celowo doprowadził do ich izolacji.

Na razie pewne jest, że 47-latkowie są poza rodzinnym domem i pozostają pod opieką medyczną. Ostateczne ustalenia będą zależeć od wyników postępowania prowadzonego przez suwalską prokuraturę.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama