Reklama

Publikują zdjęcia dzieci i nie widzą zagrożenia. Eksperci mówią: stop

Wizerunek dziecka w internecie miał być niewinnym elementem promocji i dokumentowania szkolnej codzienności. Dziś coraz częściej staje się źródłem poważnych obaw – zarówno o prywatność, jak i bezpieczeństwo najmłodszych. Kids Alert postanowił powiedzieć „dość” i zwrócił się do Ministerstwo Edukacji Narodowej z apelem o wprowadzenie jednoznacznego zakazu publikacji zdjęć dzieci w publicznych kanałach internetowych.

Gdzie kończy się promocja, a zaczyna naruszenie godności?

Jeszcze niedawno zdjęcia z przedszkolnych występów czy szkolnych wydarzeń publikowane w mediach społecznościowych były postrzegane jako coś naturalnego. Dziś – jak alarmują eksperci i rodzice – granica między dokumentowaniem życia placówki a naruszaniem prywatności dzieci coraz częściej się zaciera.

Do Kids Alert trafia rosnąca liczba zgłoszeń. Ich wspólnym mianownikiem jest niepokój: dzieci pokazywane są w sytuacjach, które – zdaniem zgłaszających – nie powinny nigdy trafić do otwartej przestrzeni cyfrowej. Chodzi nie tylko o zwykłe zdjęcia z zajęć, ale także o materiały aranżowane przez dorosłych w sposób, który może być odebrany jako niestosowny, a nawet uwłaczający.

Reklama

Wśród przykładów pojawiają się m.in. stylizacje kilkuletnich dziewczynek na dorosłe kobiety czy publikacje zdjęć z bardzo intymnych obszarów edukacji, takich jak zajęcia dotyczące higieny osobistej. Problemem nie jest sama edukacja – ta jest potrzebna – lecz sposób jej dokumentowania i upubliczniania.

Internet nie zapomina. Raz opublikowane zdjęcie może zostać skopiowane, udostępnione i wykorzystane w zupełnie innym kontekście, nad którym ani placówka, ani rodzic nie mają już żadnej kontroli.

Systemowy problem i presja na rodziców

Zdaniem Kids Alert skala zjawiska przestaje być incydentalna. To nie pojedyncze błędy, lecz coraz bardziej powszechna praktyka, napędzana potrzebą promocji placówek w mediach społecznościowych.

Reklama

Szkoły, przedszkola i żłobki budują swój wizerunek w sieci, pokazując „codzienność” dzieci. Problem w tym, że ta codzienność często trafia na platformy zarządzane przez globalne firmy, gdzie dostęp do treści może mieć praktycznie każdy.

Niepokojące są także sygnały dotyczące relacji z rodzicami. Coraz częściej zgoda na publikację wizerunku dziecka staje się – w praktyce – warunkiem uczestnictwa w niektórych aktywnościach lub nawet elementem procesu rekrutacji. Formalnie dobrowolna, w rzeczywistości bywa wymuszana.

Reklama

To rodzi poważne pytania o granice odpowiedzialności i o to, czy prawo nadąża za rzeczywistością cyfrową.

Prawo istnieje, ale czy działa?

Polskie przepisy teoretycznie zapewniają ochronę. Wizerunek dziecka jest dobrem osobistym, a jego publikacja wymaga zgody opiekuna. Dodatkowo, jeśli umożliwia identyfikację, podlega również regulacjom RODO.

Jest też nadrzędna zasada: dobro dziecka powinno być zawsze na pierwszym miejscu.

Problem polega jednak na praktyce. Jak podkreślają przedstawiciele Kids Alert, obowiązujące przepisy są często ignorowane, obchodzone lub interpretowane zbyt swobodnie. W efekcie odpowiedzialność rozmywa się między placówkami, rodzicami i platformami internetowymi.

Reklama

Dlatego organizacja postuluje radykalne, ale klarowne rozwiązanie: całkowity zakaz publikowania wizerunku dzieci przez placówki edukacyjne w otwartych kanałach internetowych.

W ich ocenie to jedyny sposób, by realnie chronić najmłodszych – i jednocześnie zdjąć z rodziców ciężar podejmowania decyzji, których konsekwencji często nie są w stanie przewidzieć.

Bo w świecie, w którym każde zdjęcie może zacząć żyć własnym życiem, pytanie nie brzmi już „czy publikować?”, ale raczej: czy naprawdę warto ryzykować.

Źródło: PAP, Zdj. PAP
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama