Reklama

Skandaliczne zachowanie Niemców po konkursie w Predazzo

Ostatni konkurs olimpijski w skokach narciarskich rozegrany w Predazzo miał niezwykle dramatyczny przebieg, choć początkowo nic na to nie wskazywało. Po dwóch seriach rywalizacji duetów kibice byli świadkami widowiska na bardzo wysokim poziomie. Sytuacja zmieniła się diametralnie w trzeciej serii – tuż przed startem ostatniej grupy zawodników nad skocznią rozpętała się intensywna śnieżyca. Ostatecznie zawody przerwano na trzy skoki przed końcem, gdy na prowadzeniu znajdowali się reprezentanci Niemcy. Decyzja jury wywołała ogromne emocje, szczególnie w niemieckim zespole. Po uznaniu wyników z dwóch serii zwycięstwo przypadło skoczkom z Austria, srebro zdobyli reprezentanci Polska, a brąz wywalczyli zawodnicy z Norwegia.

Po dwóch z trzech serii olimpijskiej rywalizacji duetów Polacy – Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak – zajmowali drugie miejsce. Po skoku Wąska w trzeciej serii Biało-Czerwoni spadli jednak na czwartą pozycję. Wtedy, tuż przed występem ostatniej grupy, zaczął padać śnieg – początkowo lekko, lecz z każdą minutą coraz intensywniej. Dodatkowo pojawił się silniejszy wiatr pod narty, co znacząco utrudniało rywalizację.

Reklama

Sytuacja na skoczni stawała się coraz trudniejsza. Zawodnicy czekali na start na schodach, bez osłony przed śniegiem, przemakając i marznąc. Ostatecznie ostatnia grupa ruszyła z belki startowej, jednak większość oddanych skoków była wyraźnie słabsza od wcześniejszych prób. Wyjątkiem był jedynie Philipp Raimund, który wyprowadził swój zespół na prowadzenie.

Chwilę później na rozbiegu pojawił się Tomasiak. Warunki były już bardzo trudne – zawodnik miał na kasku kilkucentymetrową warstwę śniegu i był okryty kocem. Mimo to otrzymał zgodę na start. Prędkość najazdowa wyniosła 91,4 km/h, czyli o ponad trzy kilometry na godzinę mniej niż w dwóch wcześniejszych próbach. Po swoim skoku Polak zajmował trzecie miejsce, a do startu pozostawało jeszcze trzech zawodników.

Reklama

W tym momencie jury zdecydowało o przerwaniu konkursu. Po ogłoszeniu, że obowiązujące będą wyniki po dwóch seriach, w polskim zespole wybuchła radość. Austriacy sięgnęli po złoty medal, Polacy po srebrny, a Norwegowie po brązowy. Czwarci Niemcy stracili miejsce na podium zaledwie o 0,3 punktu. Decyzja sędziów wywołała głośne protesty niemieckich kibiców, którzy długo nie mogli pogodzić się z takim rozstrzygnięciem.

- To jest frustrujące być 0,3 pkt. od podium. Jestem pewny, że gdyby wszyscy mieli dobre warunki, to bylibyśmy na podium, bo Philipp skoczył świetnie w trzecim skoku - mówił Andreas Wellinger.

Reklama

Niemiec wspomniał też o warunkach. W przypadku skoku Kacpra Tomasiaka otwarcie przyznał: Nie miał żadnych szans. Może jury powinno poczekać i puścić ostatnią serię w równych i dobrych warunkach.

Stefan Horngacher, trener niemieckiej drużyny, był dosyć spokojny, choć pewnie w środku wszystko się w nim gotowało. Oczywiście miał pretensje do jury.

- W takich warunkach było trudno skakać. Po tym jednak jak skoczyli Domen Prevc i Philipp Raimund jury zbyt długo zwlekało z oddaniem kolejnego skoku. Warunki stawały się coraz gorsze. Do tego doszedł mocny wiatr. Jakby tego było mało, to nie puszczali przedskoczków - mówił Horngacher.

Reklama

Za to Horst Huettel, który jest szefem niemieckich skoków, aż kipiał ze złości.

- To, czego byliśmy świadkami, to jest zła droga. To brak profesjonalizmu. Nie wiem, czy zostaliśmy okradzeni z medalu. Po prostu jury źle pracowało w czasie tego konkursu. Nie rozumiem tego. Kontrola sprzętu często zajmuje 25 minut, więc nie wiem, czemu nie można było poczekać 10-15 minut, by dokończyć konkurs. Pojawił się też wielki problem. Na igrzyskach olimpijskich potrzebujemy 12 przedskoczków, a tymczasem na górze nie było ani jednego, a przecież w tym momencie przydaliby się do przecierania torów. Między 20.25 a 21.15 zapowiadane były opady śniegu, I zespoły były na to przygotowane. I rzeczywiście był solidny opad, ale po 15-18 minutach on ustał - mówił Huettel.

Reklama

- Uważam, że skoki ostatniej grupy zawodników powinny zostać przerwane i wszyscy powinni skoczyć jeszcze raz. Tak często zdarzało się w przeszłości. To byłaby decyzja najbardziej fair. Dla wszystkich - dodał.

Artykuł ukazał się w serwisie sport.interia.pl, opr. tom

Źródło: sport.interia.pl Aktualizacja: 17/02/2026 16:58
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama