— To naprawdę najtrudniejszy rok w mojej karierze rolniczej — mówi Agnieszka Tołłoczko-Wróbel, prowadząca Gospodarstwo Rolne w Szkotowie. Pomimo trudnych warunków na polu, jej rodzina zyskuje wsparcie od widzów, którzy śledzą jej życie na ekranie. Agnieszka jest jedną z bohaterek dokumentalnej serii „Rolniczki” emitowanej w Telewizji Polsat, która przedstawia codzienne życie kobiet na wsi, w soboty o godzinie 12:00.
— Agnieszko, jak zaczęła się twoja przygoda z rolnictwem?
— Już jako dziecko często jeździłam do taty, który był dyrektorem PGR. Spędzałam tam weekendy, przebywałam na farmie, jeździłam z nim na pola. Choć wtedy nie pomyślałabym, że kiedyś zostanę rolnikiem, to już w tamtych chwilach życie przygotowywało mnie do tego, bym z miasta przeprowadziła się na wieś. Jako dziecko miałam wiele pasji – malowałam, śpiewałam, tańczyłam, pisałam wiersze, uwielbiałam je recytować. Później zainteresowałam się fotografią i komputerami, a te pasje pochłaniały mnie w wolnych chwilach. Ukończyłam szkołę informatyczną, ale teraz, patrząc wstecz, widzę, że wszystko to, co robiłam, połączyło się w jedno w mojej obecnej pracy, pasji i życiu. Dziś mogę powiedzieć, że moje życie to tworzenie, produkcja i radość z tego, co robię. I chociaż wydaje się, że wszystko zaplanowałam, to tak naprawdę ktoś inny zaplanował to za mnie.
— Jak oceniasz miniony rok w rolnictwie?
— To naprawdę najtrudniejszy rok w mojej karierze rolniczej, odkąd zaczęłam pracować w gospodarstwie w 1997 roku. Rok 2025 przyniósł ogromne wyzwania, z którymi trudno się pogodzić. Nasze zbiory są w większości zmarnowane, co wprowadza ogromne poczucie porażki. Większość pracy na polu poszła na marne. Uprawa ziemniaków, która do tej pory była naszym podstawowym źródłem dochodu, stała pod dużym znakiem zapytania. Cena ziemniaków na rynku była tak niska, że nie opłacało się ich zbierać, bo koszt wykopania i transportu był wyższy niż ich wartość. To bardzo zniechęcające, bo ceny naszych zbiorów nie pokrywają nawet kosztów nakładów.
— Mimo trudnej sytuacji finansowej, pomagają ci pozytywne reakcje ze strony widzów. Jak to wpływa na wasze morale?
— Rzeczywiście, to ogromna radość, kiedy widzowie piszą do nas wspaniałe komentarze i dzielą się pozytywnymi reakcjami. Cieszymy się, że to, co robimy, inspiruje innych i dodaje im pozytywnej energii. To dla nas bardzo ważne, bo chociaż na polu nie mamy powodów do radości, to nasza obecność na ekranach telewizyjnych daje nam poczucie, że nie jesteśmy sami w tym trudnym czasie. To ogromne wyróżnienie, że mogliśmy się pojawić na Polsacie i że ludzie nas oglądają, cieszą się z naszej pracy.
— A co z trudnościami finansowymi? Jakie działania podejmujecie, aby przetrwać kryzys?
— Sytuacja finansowa jest naprawdę bardzo trudna. Musimy podjąć decyzje, które nie są łatwe, takie jak sprzedaż naszego kombajnu do zbioru zbóż, który był naszą "perłą". Trzeba pożegnać się z pewnymi rzeczami, bo w tej chwili najważniejsze jest nastawienie do życia i działanie. Musimy zminimalizować straty, a niektóre maszyny i sprzęty sprzedać, aby przeżyć. Ważne jest też to, że mamy ogromne wsparcie od naszych kontrahentów, którzy pomagają nam przez odroczenia płatności. Dzięki tej współpracy mamy szansę na przetrwanie.
— Skąd wzięła się propozycja udziału w programach telewizyjnych?
— Któregoś dnia dostałam telefon z zapytaniem, czy mogłabym zgodzić się na krótki wywiad. Przyjechały do mnie dwie osoby – jedna miała małą kamerę, druga zadawała pytania dotyczące pracy w gospodarstwie, maszyn, itd. Cała rozmowa trwała może 20 minut, po czym odjechali. Tydzień później otrzymałam telefon, w którym poinformowano mnie, że zakwalifikowałam się do programu „Specjalistki” w Discavery. Było to ogromne zaskoczenie, ale z drugiej strony poczułam ekscytację i zastanawiałam się, czy poradzimy sobie – ja i ekipa – z nagraniami przy naszej codziennej pracy. Porozmawiałam z pracownikami, a wszyscy zgodnie powiedzieli: „Ok, damy radę!”. Nagrania trwały zazwyczaj dwa, trzy dni raz w miesiącu, podczas naszych zwykłych zajęć. To było niesamowite przeżycie, gdy ekipa przyjeżdżała i cały dom oraz gospodarstwo zamieniały się w prawdziwe studio filmowe. Pamiętam przemiłego operatora Olgierda, który na co dzień jeździ z Martyną Wojciechowską po całym świecie. Z kamerą opowiadał nam ciekawostki z planów światowych nagrań i zmagań. Cudowna pani reżyser Emilia zawsze mówiła mi: „Aga, jesteś taka niesamowita, jak Martyna, z którą też pracowałam”. Oni przekazali nam mnóstwo wiedzy technicznej, jak się zachowywać, jakie są podstawy pracy przed kamerą, co pomogło nam w kolejnych nagraniach.
Mamy świetną ekipę ludzi, którzy chętnie występują, a tak naprawdę cieszą się z tego, że są rozpoznawalni, kiedy jadą gdzieś poza Szkotowo. Po zakończeniu nagrań „Specjalistek” przyszedł czas na nową emisję programu „Jak smakuje Polska” z kucharzem Kubą Winkowskim. I znów trafiła się wspaniała reżyser – Jowita, z którą robiliśmy pyszne pączki na polu! To było naprawdę wyjątkowe, a operator Mario podjadał pączki, aż musieliśmy dorabiać kolejne porcje (śmiech). Całość odbywała się między redlinami sadzeniaków, a my kopaliśmy Galę i piekliśmy pączki na świeżo na polu. Jarek na kombajnie kopał ziemniaki, zakładając kask kaskadera.
Kolejne nagrania dotyczyły „Dobrej Roboty” i trwały przez dwa lata. Zespół operatorów i reżyserek stał się jak rodzina, z którą utrzymujemy świetne kontakty. Dzwonimy do siebie z życzeniami na święta, zapraszając się na wspólne ognisko.
Obecnie program „Dobra Robota” jest zawieszony, ale liczę, że może wróci w nowych edycjach, ponieważ było to doświadczenie pełne radości i wygłupów. Cała nasza ekipa ze Szkotowa to naprawdę jedna wielka rodzina, która się wspiera, inspiruje i świetnie występuje przed kamerami.
Jeszcze jedno wspomnienie szczególnie zapadło mi w pamięć – udział w programie „Z klimatem i pasją”, takim lifestyle’owym formacie pokazującym sielskie klimaty i codzienność kobiet na wsi. Tam właśnie spotkałam redaktorkę Marię Sikorską, która z ogromną wrażliwością opowiada o pracy kobiet na wsi. Razem kopałyśmy ziemniaki i rozmawiałyśmy o tym, jak to jest być rolniczką. Pamiętam też, jak Jarek – z uśmiechem i dużą serdecznością – ręcznie wybierał z redlin najładniejsze ziemniaki na placki i pakował je do auta, żeby Maria mogła zabrać je ze sobą do domu. To są chwile, które zostają z nami na zawsze. Mamy cudowne wspomnienia z nagrań i tego nikt nam nie odbierze. W uchwyconych kadrach widać radość, uśmiech, ale też naszą codzienną pracę i ogromne zaangażowanie.
Teraz przyszedł czas na Polsat i „Rolniczki”. Mimo że to program o kobietach, to cała ekipa także występuje w tym programie. Wielki sukces i ogromna radość, bo serial wszedł na główną antenę Polsatu, a emisja odbywa się w soboty, kiedy oglądalność jest naprawdę wspaniała!
— Jak wygląda współpraca z ekipą podczas nagrań i jak łączysz to z codzienną pracą?
— Szczerze mówiąc, kiedy ekipa przyjeżdża, to jest trochę ekscytacji. Oczywiście, trzeba wszystko świetnie pogodzić – pracę w polu, sortowanie w magazynie, sadzenie ziemniaków czy wykopki. Jednak nauczyliśmy się, że jedna ekipa robi na 110%, a inni w tym czasie mogą występować przed kamerą. Kiedy z kolei inni występują, my robimy za nich robotę. Mamy już taką symbiozę między sobą. Ekipa filmowców wie, że nasza praca jest na pierwszym miejscu, a przy okazji gramy w fajnych programach, które cieszą naszych widzów. Szczerze mówiąc, kochamy to, co robimy – zarówno pracę w gospodarstwie, jak i to, że występujemy w telewizji. Często podziwiamy nasze występy, bo naprawdę przyjemnie jest oglądać programy z Szkotowa.
Pierwszy raz wystąpiłam w filmie „Sny Królewskie” razem z wielkim aktorem Gustawem Holubkiem. To była rola drugoplanowa, ale już wtedy zobaczyłam, jak wygląda proces pracy na planie – jak funkcjonuje gra aktorska, kamery, charakteryzacja, scenarzyści. To była ekscytacja, a zarazem lekcja, która pokazała mi, jak wygląda ta praca.
W międzyczasie pokazujemy naszą codzienną pracę na mediach społecznościowych. Zajmujemy się sadzeniem ziemniaków, co cieszy się dużym zainteresowaniem, bo któż nie lubi ziemniaków? To podstawa żywności na całym świecie, a każdy chce mieć dobre sadzeniaki. Często ludzie, którzy nie produkują ich sami, chętnie kupują od nas lub dowiadują się o ich przeznaczeniu, typach kulinarnych i właściwościach. Na naszych stronach mówimy o uprawie, zdrowotności ziemniaka i dzielimy się prostymi, smacznymi przepisami.
Pochodzę z rodziny typowo rolniczej. Moi pradziadkowie mieli spore areały ziemi na Litwie, a kolejne pokolenia zajmowały się produkcją czekolady, ciastek i cukierków, a pradziadkowie nawet mieli fabrykę cukrów i konserw. Z produkcją żywności jesteśmy związani od pokoleń. Jeden z moich dziadków prowadził karczmę w Czeskich Budziejowicach, a później jego syn otworzył restaurację we Lwowie, gdzie przyjmowani byli znamienici goście. Widać, że od pokoleń nasza rodzina lubi karmić ludzi i to jest piękne. Moja siostra Anna prowadzi do dziś restaurację w Zamościu – hotel Polak, gdzie serwuje pyszne dania. Czasami wysyłamy ziemniaki z Mazur do Zamościa, aby były częścią jej menu.
Moi pradziadkowie byli także bardzo zaangażowani w działalność charytatywną. Prowadzili firmę, organizowali Wschodnie Targi we Lwowie, gdzie wystawiali swoje produkty. Jeździli po całym świecie, nawiązując kontakty handlowe. Ściągali wagonami kakao i produkowali wykwintne słodycze dla Austriaków. Mieli sklepy firmowe, gdzie można było nabyć ich wyborne słodycze u sławnego Hoflingera.
— Jak kreowanie treści wpływa na waszą codzienność?
— Rolnictwo to prawdziwy rollercoaster. Każdy dzień to niepewność – nie wiesz, co przyniesie kolejny dzień. Ale tworzenie filmów, które dają nam ogromną satysfakcję, pomaga nam odstresować się i wprowadza odrobinę radości do tego trudnego życia. To trochę taki sposób na odreagowanie. Wiemy, że to, co robimy, jest ważne, zarówno w pracy na polu, jak i przed kamerą. Mamy także dużą otwartość w naszej rodzinie – goście przychodzą do nas na kawę, ciasto ziemniaczane, rozmawiamy i dzielimy się z nimi radościami, ale i troskami.
— Jakie wartości przekazujecie w swojej działalności, zarówno w pracy rolniczej, jak i w filmach?
— W naszej pracy kierujemy się miłością do ziemi i tradycji rolniczej. Jesteśmy bardzo wierzącą rodziną, która wierzy, że wszystkie trudności można pokonać dzięki wsparciu Boga i wzajemnej pomocy. W naszych filmach staramy się pokazać nie tylko ciężką pracę, ale także pasję, z jaką podchodzimy do tego, co robimy. Nasza historia to historia wytrwałości – nasze dziadkowie przeszli przez wojny, a my musimy przetrwać "trzecią wojnę ziemniaczaną". Wiemy, że po trudnym okresie przyjdzie czas na coś lepszego. Wierzymy, że po burzy zawsze wychodzi słońce.
— Zatem jakie macie plany na przyszłość?
— Chcemy przetrwać ten trudny czas i robić to, co kochamy – produkować sadzeniaki w Mazurach i pokazać to w filmach. Chcemy, by nasi widzowie czerpali radość z naszej pracy. Na pewno nie poddajemy się i będziemy walczyć o przyszłość, bo wiemy, że każda trudność, jeśli się ją przeżyje, prowadzi do lepszego jutra. A najważniejsze, że mamy cudowną ekipę i wspaniałych ludzi wokół siebie, którzy nas wspierają. Dziękujemy im za to!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze