Reklama

Tragedia polskiej rodziny na Florydzie

W jednej z eleganckich dzielnic Florydy, w domu wartym ponad dwa miliony dolarów, policjanci dokonali odkrycia, które wstrząsnęło zarówno lokalną społecznością, jak i znajomymi rodziny rozsianymi po świecie. W środku znaleziono ciała 44-letniej Moniki Rubachy oraz jej dwojga dzieci – 14-letniego Josha i 11-letniej Emmy.

Śledczy nie mają wątpliwości: wszystko wskazuje na tzw. zabójstwo rozszerzone zakończone samobójstwem.

Tragedia za zamkniętymi drzwiami

Według ustaleń służb kobieta miała odebrać życie dzieciom w ich pokojach, a następnie popełnić samobójstwo. W chwili tragedii jej mąż, Richard James, przebywał służbowo za granicą.

Policja nie ujawnia szczegółów dotyczących sposobu śmierci ofiar. Wiadomo jedynie, że wszystkie ciała nosiły — jak określili śledczy — „rozległe obrażenia”, a zabezpieczone dowody sugerują pewien stopień zaplanowania.

Dla najbliższych to wciąż trudna do pojęcia historia.

Reklama

— Monika była oddaną matką. Zrezygnowała z kariery dla dzieci i naprawdę podporządkowała im całe życie — powiedziała jedna z jej przyjaciółek w rozmowie z brytyjskim „Daily Mail”.

Podobne reakcje dominują wśród znajomych rodziny: niedowierzanie, szok i pytanie, którego nikt nie potrafi dziś rozstrzygnąć — co wydarzyło się za drzwiami tego domu?

Rodzina, która wydawała się idealna

Monika Rubacha i Richard James poznali się lata wcześniej w Toronto. Oboje pracowali wtedy w międzynarodowej firmie doradczej i audytorskiej Ernst & Young. Ich kariera rozwijała się dynamicznie — kolejnym przystankiem była Genewa, gdzie para spędziła kilka lat, zanim zdecydowała się na przeprowadzkę do Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Monika była z wykształcenia księgową. Po narodzinach dzieci podjęła jednak decyzję, która dla wielu znajomych była zaskoczeniem — zrezygnowała z pracy i całkowicie poświęciła się wychowaniu córki i syna.

— W Genewie większość rodzin korzystała z pomocy niań. Monika była jedną z nielicznych matek, które chciały robić wszystko same — wspomina znajoma rodziny. — Chciała być obecna przy każdym ważnym momencie życia dzieci.

Z zewnątrz ich życie wyglądało jak spełniony emigracyjny sen: międzynarodowa kariera, prestiżowa okolica, dzieci w dobrej szkole. Jednak — jak mówią dziś znajomi — życie na emigracji potrafi być również samotne.

Reklama

Niepokojące sygnały?

Tuż po ujawnieniu tragedii w internecie zaczęły pojawiać się spekulacje dotyczące sytuacji w rodzinie. Jednym z wątków, który zwrócił uwagę komentujących, była sprzedaż domu.

Pięciopokojowa rezydencja została wystawiona na rynek zaledwie kilka dni wcześniej. Cena — 2,3 miliona dolarów.

Czy decyzja o sprzedaży miała związek z kryzysem w małżeństwie? Tego na razie nie wiadomo. Policja nie potwierdziła żadnych informacji o problemach rodzinnych.

Faktem jest natomiast, że wcześniej pod tym adresem nie odnotowano policyjnych interwencji. W sądowych rejestrach nie ma też śladów postępowań rozwodowych.

Reklama

Ojciec Richarda Jamesa przyznał mediom, że o tragedii wie niewiele więcej niż to, co pojawia się w wiadomościach.

Społeczność w żałobie

Josh i Emma uczęszczali do prestiżowej St. Stephen’s Episcopal School w Bradenton.

Szkoła szybko opublikowała oświadczenie.

„Cała nasza społeczność jest głęboko poruszona tą wiadomością. W tym trudnym czasie koncentrujemy się na zapewnieniu wsparcia wszystkim uczniom, rodzinom i pracownikom dotkniętym tą tragedią” — napisano.

Szeryf powiatu Manatee, Rick Wells, podczas konferencji prasowej przyznał, że w sprawie pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi.

Reklama

— Nigdy tak naprawdę nie wiemy, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami czyjegoś domu. Tego typu tragedii często nie da się przewidzieć — powiedział.

Gdy kryzys pozostaje niewidoczny

Historia rodziny Rubachów jest kolejnym przypomnieniem, jak niewidoczne potrafią być kryzysy psychiczne. Z zewnątrz wszystko może wyglądać stabilnie — dobra praca, dom, dzieci, spokojne życie.

Tymczasem dramat rozgrywa się w ciszy.

Jeśli zmagasz się z myślami samobójczymi lub przeżywasz poważny kryzys emocjonalny, możesz skorzystać z bezpłatnej pomocy:

  • Antydepresyjny Telefon Zaufania (pon.–pt. 15:00–20:00) — 22 484 88 01

    Reklama
  • Telefon wsparcia dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym (codziennie 14:00–22:00) — 116 123

  • Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży (całodobowo) — 116 111

W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zawsze można zadzwonić pod numer alarmowy 112.

Źródło: kobieta.onet.pl facebook.com/monika.karina.rubacha
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama