Tragiczny bilans wypadku w Łomiankach wzrósł. Zmarł trzeci z uczestników dramatycznego karambolu na trasie DK7. To wydarzenie, które już wcześniej wstrząsnęło opinią publiczną, dziś nabiera jeszcze bardziej przejmującego wymiaru.
20-letni kierowca Toyoty od chwili wypadku przebywał w stanie krytycznym w szpitalu. Lekarze długo walczyli o jego życie. Niestety, obrażenia okazały się zbyt rozległe – młody mężczyzna zmarł około północy.
Wcześniej na miejscu tragedii życie stracili 19-letnia kobieta oraz 15-letni chłopak. Tym samym liczba ofiar śmiertelnych wzrosła do trzech.
Informację o śmierci 20-latka potwierdził rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba. Jak zaznaczono, był on jednym z najciężej poszkodowanych uczestników zdarzenia.
Do wypadku doszło w niedzielne popołudnie na trasie DK7 w Łomiankach – w miejscu, które kierowcy znają głównie z korków i powolnej jazdy. Według ustaleń śledczych, kierowca audi poruszał się z dużą prędkością, wykonując niebezpieczne manewry i wyprzedzając inne auta slalomem.
Na wiadukcie doszło do zderzenia z toyotą. Uderzony pojazd stracił panowanie nad kierownicą, przebił bariery energochłonne i wpadł na przeciwległe pasy ruchu. Tam wielokrotnie dachował i uderzył w kolejne samochody.
Skala zniszczeń była ogromna, a siła uderzenia – jak podkreślają śledczy – praktycznie nie dawała szans na uniknięcie najgorszego scenariusza.
Sprawca wypadku, 44-letni mężczyzna, miał prowadzić pod wpływem alkoholu i mimo obowiązujących zakazów prowadzenia pojazdów. Po zdarzeniu uciekł z miejsca wypadku. Został zatrzymany kilka godzin później i usłyszał poważne zarzuty, w tym spowodowania śmiertelnego wypadku oraz nieudzielenia pomocy.
Ten wypadek na długo pozostanie nie tylko w statystykach, ale przede wszystkim w pamięci ludzi, którzy jako pierwsi dotarli na miejsce.
Strażacy z OSP, ratownicy medyczni i załoga Lotniczego Pogotowia Ratunkowego jechali tam jak do kolejnego zdarzenia drogowego. Wiedzieli, że będzie trudno – jak zawsze. Nie spodziewali się jednak skali tragedii, z jaką przyszło im się zmierzyć.
To, co zastali na miejscu, wyraźnie przekroczyło granice tego, do czego są przyzwyczajeni nawet doświadczeni ratownicy. Chaos, ogrom zniszczeń i dramat ofiar sprawiły, że – jak sami przyznają – było to jedno z najtrudniejszych zdarzeń w ich służbie. Choć są szkoleni, by działać w ekstremalnych warunkach, nie są odporni na wszystko.
Ten wypadek stał się dla wielu z nich doświadczeniem granicznym – takim, które zostaje w pamięci na lata.
Być może właśnie takie tragedie powinny skłaniać do refleksji nie tylko nad bezpieczeństwem na drogach, ale też nad tym, jak wspieramy tych, którzy na co dzień niosą pomoc innym.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze