W Wilnie i na całej Wileńszczyźnie był postacią rozpoznawalną nie tylko jako weteran, ale jako ktoś, kto swoją biografią spinał dramatyczny wiek XX. Kapitan Stanisław Poźniak – żołnierz Armii Krajowej, uczestnik operacji „Ostra Brama” i wieloletni prezes Klubu Weteranów AK w Wilnie – zmarł w wieku 97 lat. Informację o jego śmierci przekazała Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej na Litwie.
Dyplomaci nie kryli emocji. W opublikowanym komunikacie podkreślono, że odszedł człowiek „niezwykłej odwagi i niezachwianych zasad”, którego życie było świadectwem służby i lojalności wobec Ojczyzny. Poźniak należał do pokolenia, które nie potrzebowało wielkich słów – jego historia mówiła sama za siebie.
Dla młodszych pokoleń opowieści o wojnie często brzmią jak odległa historia. W przypadku Stanisława Poźniaka miały one jednak konkretny, namacalny wymiar. Podczas operacji „Ostra Brama” nie walczył na pierwszej linii z bronią w ręku – jego zadaniem było dostarczanie uzbrojenia i amunicji do Wołkarabiszek, a później transport rannych do szpitala polowego w Kolonii Wileńskiej.
W rozmowach po latach nie budował wokół tych wydarzeń patosu. Wspominał raczej atmosferę skupienia i determinacji. Jak mówił, nikt nie myślał o odznaczeniach czy zaszczytach. Liczył się jeden cel – wyparcie okupanta z Wileńszczyzny i przywrócenie normalności.
Towarzyszyła temu prosta, ale silna nadzieja: że Wilno znów będzie takie jak przed wojną. W tych słowach pobrzmiewała nie tylko młodzieńcza wiara, lecz także świadomość stawki, o jaką toczyła się walka.
Operacja „Ostra Brama”, rozpoczęta w nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku, była jedną z najważniejszych akcji Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Polskie oddziały – liczące około 10 tysięcy żołnierzy – stanęły do walki z lepiej uzbrojonymi siłami niemieckimi, wspieranymi przez artylerię, broń pancerną i lotnictwo.
Mimo wyraźnej przewagi przeciwnika, żołnierzom AK udało się opanować znaczną część miasta. Do 13 lipca Wilno zostało całkowicie wyzwolone – już przy współudziale wojsk radzieckich. Na Górze Zamkowej zawisła biało-czerwona flaga, symbol upragnionej wolności.
Ten moment triumfu okazał się jednak krótkotrwały. Sowieci szybko zastąpili polskie symbole własnymi, a niedługo później rozpoczęły się represje wobec żołnierzy AK. Wielu z nich – zamiast świętować zwycięstwo – trafiło do więzień lub zostało zesłanych na Syberię.
Po wojnie Stanisław Poźniak nie zniknął z życia publicznego. Przez lata angażował się w działalność środowisk kombatanckich, stojąc na czele Klubu Weteranów Armii Krajowej w Wilnie. Był nie tylko organizatorem, ale i strażnikiem pamięci – kimś, kto przypominał, że historia to nie daty, lecz ludzie i ich wybory.
Za swoją służbę został uhonorowany m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Medalem Wojska Polskiego. Jednak dla wielu ważniejsze od odznaczeń było to, jakim pozostawał człowiekiem: skromnym, konsekwentnym, wiernym wartościom, które ukształtowały jego pokolenie.
Kapitan Stanisław Poźniak zmarł we wtorek. Zostanie pochowany w piątek na wileńskim cmentarzu Nowa Rossa – miejscu, gdzie spoczywa wielu tych, którzy podobnie jak on zapisali się w historii miasta i kraju.
Jego odejście zamyka kolejny rozdział pamięci o ludziach, dla których słowo „Ojczyzna” nie było abstrakcją, lecz codziennym zobowiązaniem.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze