Co roku, gdy Wielki Tydzień zaczyna nabierać tempa, w Kalwarii Zebrzydowskiej dzieje się coś więcej niż tylko religijna celebracja. To nie jest zwykłe nabożeństwo ani jedynie rekonstrukcja wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. To żywa opowieść – taka, która wciąga, porusza i zostaje z człowiekiem na długo po tym, jak opadną emocje Wielkiego Piątku.
Od XVII wieku to miejsce przyciąga pielgrzymów, ale także tych, którzy szukają czegoś trudnego do nazwania – doświadczenia, które wymyka się codzienności.
W Niedzielę Palmową po południu wszystko się zaczyna. Najpierw scena wjazdu Chrystusa do Jerozolimy, potem wypędzenie kupców ze świątyni. Te obrazy – dobrze znane z Ewangelii – tutaj nabierają realnego kształtu. Nie ogląda się ich z dystansu. Jest się w środku.
W misterium uczestniczą zarówno klerycy z miejscowego seminarium, jak i osoby świeckie. Nie są zawodowymi aktorami, a jednak potrafią stworzyć przejmujące, autentyczne sceny. Być może dlatego, że nie chodzi tu o perfekcję sceniczną, lecz o prawdę przeżycia.
Ojciec Tarsycjusz Bukowski, rzecznik sanktuarium, mówi o tym wprost: to wydarzenie pozwala spojrzeć na własne życie przez pryzmat Ewangelii. Nie jako na historię sprzed wieków, ale jako coś, co wciąż się wydarza – w ludzkich wyborach, słabościach i nadziejach.
Kulminacja misterium nie przychodzi od razu. Jest jak dobrze opowiedziana historia – rozwija się stopniowo.
W Wielką Środę pojawiają się pierwsze dramatyczne sceny: uczta u Szymona i zdrada Judasza. Dzień później, w Wielki Czwartek, widzowie – a właściwie uczestnicy – podążają za Jezusem i apostołami. Są świadkami obmycia nóg, Ostatniej Wieczerzy, modlitwy w Ogrodzie Oliwnym i pojmania.
Najbardziej przejmujący jest jednak Wielki Piątek. Procesja rusza spod Domu Kajfasza i prowadzi przez kolejne stacje – aż na Wzgórze Ukrzyżowania. Po drodze pojawiają się sceny sądu, skazania i drogi krzyżowej. Tłum milknie, gdy historia dochodzi do swojego najtrudniejszego momentu.
To nie jest spektakl, który się „ogląda”. To droga, którą się idzie.
Historia kalwaryjskich misteriów nie była jednak prostą, nieprzerwaną linią. Choć początki sięgają XVII wieku i fundacji klasztoru bernardynów, z czasem tradycja zaczęła słabnąć.
Po rozbiorach Polski obrzędy ubożały, a po II wojnie światowej ich dawny kształt znali już tylko nieliczni. Misterium traciło swoją siłę oddziaływania – stawało się coraz bardziej symboliczne, a mniej przeżywane.
Przełom przyszedł w latach 40. XX wieku. Dzięki staraniom ojca Augustyna Chadama, za zgodą arcybiskupa Stefan Sapieha, misterium zostało odnowione i rozbudowane. Pojawiły się pełne inscenizacje, postacie, dialogi, a nawet symboliczny wjazd Chrystusa na osiołku.
Od 1953 roku forma misterium pozostała właściwie niezmieniona – i to właśnie ona przyciąga dziś dziesiątki tysięcy ludzi.
Kalwaria Zebrzydowska bywa nazywana „polską Jerozolimą” nie bez powodu. Układ dróżek, kaplic i wzgórz odtwarza topografię miejsc znanych z Ewangelii. Ale najważniejsze nie jest to, co widać na mapie.
Najważniejsze jest to, co dzieje się w człowieku, który decyduje się tę drogę przejść.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze