Reklama

Wrócił na morze, ale bez kłów. ORP Ślązak pod lupą

Po blisko dwuletniej przerwie polska jednostka patrolowa ORP Ślązak ponownie wyszła w morze. Grudniowe próby miały charakter techniczny i obejmowały krótkie rejsy sprawdzające przede wszystkim pracę napędu. Okręt szybko wrócił do portu, a według obecnych planów do regularnej służby ma powrócić dopiero w drugim kwartale 2026 roku – już po modernizacji.

Powrót na wodę nie rozwiązuje jednak zasadniczego problemu tej jednostki. Choć budowa trwała aż 18 lat, okręt nadal nie dysponuje uzbrojeniem, jakie pierwotnie zakładano. W efekcie zamiast wielozadaniowej korwety Marynarka Wojenna użytkuje kosztowną platformę patrolową o ograniczonych możliwościach bojowych.

Od ambitnych planów do wersji okrojonej

Historia Ślązaka zaczęła się w 2001 roku, gdy w stoczni położono stępkę pod okręt o nazwie Gawron. Jednostka, oparta na niemieckiej koncepcji MEKO-100, miała zapoczątkować serię nowoczesnych korwet zdolnych do zwalczania celów nawodnych, powietrznych i podwodnych. W trakcie wieloletniej budowy projekt był jednak wielokrotnie zmieniany, a problemy finansowe i polityczne skutecznie hamowały prace.

Reklama

Gdy w 2019 roku okręt ostatecznie wszedł do służby jako ORP Ślązak, okazało się, że jego wyposażenie znacząco odbiega od pierwotnych założeń. Na pokładzie znalazła się armata morska kalibru 76 mm, dwie armaty 30 mm oraz lekkie uzbrojenie przeciwlotnicze krótkiego zasięgu. Zabrakło natomiast pocisków przeciwokrętowych, systemu obrony powietrznej i środków do zwalczania okrętów podwodnych.

Zapowiedzi modernizacji bez finału

Już w 2024 roku Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiadało dozbrojenie i unowocześnienie jednostki. Rok później deklaracje zostały podtrzymane, a ówczesny szef resortu, Władysław Kosiniak-Kamysz, publicznie mówił o przywróceniu Ślązakowi zdolności bojowych i rozpoznawczych. Do końca 2025 roku konkretne decyzje jednak nie zapadły.

Reklama

MON zebrał co prawda zgłoszenia od kilkudziesięciu podmiotów zainteresowanych udziałem w modernizacji, lecz w międzyczasie zmieniła się sama koncepcja prac. Dziś nie chodzi już wyłącznie o dołożenie brakującego uzbrojenia, ale o głębszą przebudowę systemów, z których część zdążyła się zestarzeć jeszcze zanim okręt na dobre rozpoczął służbę.

Jednostka wyjątkowa – i kłopotliwa

Sytuację komplikuje fakt, że ORP Ślązak jest jedynym okrętem swojego typu. Brak „rodzeństwa” oznacza, że każda modyfikacja musi być projektowana indywidualnie, bez możliwości obniżenia kosztów dzięki seryjności. To sprawia, że przyszłość jednostki pozostaje niepewna, a resort obrony nie ujawnia szczegółów dotyczących zakresu ani harmonogramu modernizacji.

Reklama

Nowe korwety na horyzoncie

Równolegle Marynarka Wojenna planuje realizację programu Murena, który zakłada budowę czterech nowych korwet w latach 2030–2035. Mają to być jednostki nowej generacji, wyposażone w pionowe wyrzutnie rakiet i zdolne do operowania śmigłowcami. Jeśli plan dojdzie do skutku, Ślązak pozostanie w służbie jako konstrukcja „pomostowa” – młoda metrykalnie, lecz projektowo wywodząca się z przełomu wieków.

Krytycy wskazują, że inwestowanie w niewielkie korwety może nie być optymalnym rozwiązaniem na Bałtyk, gdzie warunki pogodowe potrafią znacząco ograniczać ich użycie. Alternatywą są większe fregaty, takie jak budowane obecnie jednostki programu Miecznik, które oferują większą uniwersalność i realne zdolności obrony przeciwlotniczej.

Reklama

Na razie jednak ORP Ślązak pozostaje symbolem ambicji i problemów polskiej floty – okrętem, który wrócił na morze, ale wciąż czeka na to, by stać się jednostką w pełni zgodną z pierwotnymi założeniami.

Źródło: Wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama