Marrakesz, Dania i w końcu powrót do małego miasta na Warmii. Aleksandra Żyłowska-Mharrab przez lata żyła między kulturami. Dziś mówi wprost: najtrudniejszą decyzją było nie wyjechać, ale wrócić.
Nie planowała jednego wielkiego zwrotu. Raczej serię decyzji, które z czasem zaczęły układać się w nowy rozdział życia. Aleksandra Żyłowska-Mharrab, znana z profilu „Blondynka między kulturami” i bloga „Blondynka w Maroku”, wróciła do Polski po latach emigracji.
– Mam poczucie, że jestem w procesie cały czas. U mnie wszystko jest zmianą – mówi.
Pod koniec ubiegłego roku razem z rodziną zamknęła ważny etap i przeprowadziła się z Danii do Braniewa.
Choć decyzja zapadła świadomie, jej realizacja nie była prosta. Największym wyzwaniem okazała się… codzienność.
Przeprowadzka z kraju do kraju zawsze wiąże się z formalnościami, ale w tym przypadku doszły kolejne komplikacje – dziecko i mąż spoza Unii Europejskiej.
– Mam wrażenie, że my wciąż jesteśmy w przeprowadzce. Nie tylko fizycznie, ale też mentalnie – przyznaje.
Przez pewien czas funkcjonowali jako rodzina na odległość. Ona z córką w Polsce, mąż w Danii. To doświadczenie szybko pokazało, że taki model nie jest do utrzymania.
– Zobaczyliśmy, że nasze dziecko bardzo źle to znosi. My zresztą też.
Ostatecznie mąż dołączył do rodziny w Polsce, ale to oznaczało kolejne wyzwania – długie procedury i brak możliwości podjęcia pracy.
Życie w Danii zostawiło w niej wiele dobrych wspomnień. Szczególnie jeśli chodzi o codzienny komfort i funkcjonowanie systemu.
– W urzędach można było porozumieć się po angielsku, nikt nie podnosił głosu, wszystko działało sprawnie – wspomina.
Szczególnie mocno zapamiętała moment narodzin dziecka.
– Mimo komplikacji czułam się zaopiekowana, wysłuchana. Nawet drobiazgi, jak dostęp do jedzenia czy lodówki przez całą dobę, robiły ogromną różnicę.
Jednocześnie podkreśla, że życie na emigracji ma swoją cenę.
– Trudno jest poczuć się „u siebie”. Zawsze jest się trochę obcym.
Jeszcze wcześniej w jej życiu pojawiło się Maroko. Początkowo jako inspiracja, później jako realne doświadczenie.
– Wszystko zaczęło się od obrazu Marrakeszu i ogrodu Majorelle. Pomyślałam wtedy, że to świat, w którym mogłabym się odnaleźć – mówi.
Z czasem ta fascynacja przerodziła się w coś więcej. W podróże, życie i w końcu w projekt, który dziś rozwija w internecie.
Profil i blog nie powstały z myślą o strategii czy budowaniu marki osobistej. Były naturalnym efektem emocji.
– Maroko sprzyja osobom wrażliwym i twórczym. W tym chaosie łatwiej zwolnić i usłyszeć siebie – tłumaczy.
Na swoim profilu stara się też obalać stereotypy.
– Wiele osób myśli, że Maroko to kraj kebabu. Tymczasem to zupełnie inna kultura, pełna kolorów, sztuki i różnorodności.
To właśnie estetyka i codzienne piękno najbardziej ją zachwyciły.
– Tam piękno jest wszędzie – w drzwiach, mozaikach, ceramice. To część życia, nie luksus.
Doświadczenia z różnych krajów zmieniły jej sposób patrzenia na świat.
– Emigracja uczy elastyczności i pokory. Pokazuje, że „lepiej” nie zawsze znaczy „łatwiej”.
Dziś przyznaje, że te doświadczenia pozwoliły jej lepiej zrozumieć siebie i swoje potrzeby.
Braniewo nie zawsze było dla niej oczywistym wyborem. Kiedyś chciała stąd wyjechać jak najdalej.
– Wydawało mi się za małe, za ciasne – wspomina.
Dziś patrzy na to miejsce zupełnie inaczej. Kluczowa okazała się zmiana perspektywy, którą przyniosło macierzyństwo.
– Doceniam bliskość rodziny, obecność dziadków, spokój. Widzę, jak moje dziecko tutaj rozkwita.
Dziś buduje swoją codzienność od nowa – łącząc doświadczenia z różnych kultur.
Prowadzi blog, rozwija profil w mediach społecznościowych, przygotowuje indywidualne plany podróży i e-booki.
– Najważniejsze jest dla mnie to, żeby być autentyczną i żyć po swojemu – podkreśla.
Maroko nadal jest ważną częścią jej życia, ale już nie jako miejsce do życia na stałe.
– Tęsknię, ale wiem, że mogę tam wracać. I to mi wystarcza.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze