W ostatnich tygodniach na wschodzie Polski doszło do serii incydentów z udziałem dronów. Część z nich eksplodowała lub rozbiła się w pobliżu zabudowań. Jak to możliwe, że polskie systemy obrony powietrznej nie są w stanie skutecznie ich wykrywać?
– Nasza obrona powietrzna zaczyna działać na wysokości około 200–250 metrów. Tymczasem większość dronów, zwłaszcza przemytniczych, porusza się poniżej 120 metrów. To sprawia, że przestrzeń poniżej tego pułapu jest po prostu dziurawa – tłumaczy w rozmowie z „Faktem” Sławomir Kosieliński, prezes Instytutu Mikromakro i wykładowca Collegium Civitas.