Jeszcze niedawno w radomskiej fabryce panował ostrożny optymizm. Nowa hala, ambitne plany zwiększenia produkcji i przekonanie, że rosnące potrzeby polskiej armii zapewnią stabilność na lata. Dziś ten scenariusz zaczyna się kruszyć. W zakładzie należącym do Fabryki Broni Łucznik coraz częściej mówi się nie o rozwoju, lecz o przetrwaniu.
Z ustaleń Portalu Obronnego wynika, że już w maju fabryka zakończy realizację aktualnych kontraktów. Problem w tym, że na horyzoncie nie widać kolejnych. To sytuacja szczególnie trudna dla pracowników zatrudnionych na czas określony – nawet 140 osób może wkrótce zostać bez pracy.
To o tyle zaskakujące, że jeszcze niedawno spółka inwestowała w rozwój. Uruchomienie nowoczesnej hali produkcyjnej miało pozwolić na osiągnięcie poziomu nawet 80 tysięcy sztuk broni rocznie. W ofercie zakładu znajdują się m.in. pistolety VIS 100 i MPS, karabinki GROT czy granatniki – sprzęt, który miał odpowiadać na potrzeby modernizującej się armii.
Dziś jednak moce produkcyjne przestają być atutem, jeśli nie stoją za nimi konkretne zamówienia.
W tle problemów pojawiają się również decyzje polityczne. Według doniesień medialnych, istotny wpływ na sytuację mogło mieć prezydenckie weto wobec programu SAFE dla Polski, który miał napędzać zamówienia dla krajowego przemysłu zbrojeniowego.
Stanowisko Ministerstwo Obrony Narodowej pozostaje jednak ostrożne. Wiceminister Paweł Bejda podkreślił w odpowiedzi na interpelację poselską, że priorytetem są zakupy w kraju, ale nie za wszelką cenę. Jeśli polski przemysł nie jest w stanie dostarczyć sprzętu w odpowiednim czasie lub standardzie, resort dopuszcza zakupy zagraniczne.
Dla takich firm jak Łucznik to sygnał niejednoznaczny. Z jednej strony deklaracje wsparcia, z drugiej – brak gwarancji kontraktów.
Najbardziej bezpośrednio o sytuacji mówią związkowcy. Daniel Dorociński, szef zakładowej „Solidarności”, nie owija w bawełnę: fabryka nie oczekuje specjalnego traktowania ani finansowej kroplówki.
– Potrzebujemy zamówień – podkreśla.
Zarząd spółki próbuje szukać alternatyw. W grę wchodzą kontrakty nie tylko dla wojska, ale także dla policji, Straży Granicznej czy Służby Ochrony Państwa. Rozważany jest również rynek cywilny. To jednak rozwiązania, które wymagają czasu – a tego, jak przyznają pracownicy, zaczyna brakować.
Radomski Łucznik, z ponad stuletnią historią, wielokrotnie przechodził przez trudne momenty. Dzisiejszy kryzys różni się jednak jednym – pojawia się w chwili, gdy wydawało się, że przyszłość zakładu jest bezpieczna. I właśnie dlatego budzi tak duży niepokój.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze