Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów trwa protest organizowany przez Ruch Obrony Granic. W Alejach Ujazdowskich powstało tzw. „Miasteczko Gniewu”, którego uczestnicy deklarują sprzeciw wobec działań rządu w sprawach dotyczących m.in. polityki międzynarodowej, gospodarki i edukacji. Od pierwszych godzin demonstracji wokół miejsca protestu narasta jednak napięcie związane z obecnością służb i ograniczeniami, jakie – zdaniem manifestujących – zostały wobec nich zastosowane.
Już w nocy wokół miasteczka pojawiły się policyjne radiowozy oraz metalowe barierki oddzielające teren demonstracji od okolic KPRM. W kolejnych godzinach przed ogrodzeniem ustawiono funkcjonariuszy policji. Protestujący twierdzą, że utrudniono im kontakt z osobami z zewnątrz, a także przekazywanie podstawowych rzeczy, takich jak żywność, woda czy środki higieniczne.
Według uczestników zgromadzenia sytuacja zaczęła budzić coraz większe emocje, gdy mieszkańcy Warszawy próbowali dostarczać protestującym wodę i jedzenie. Część osób relacjonowała, że funkcjonariusze nie pozwalali na przekazywanie produktów przez barierki. Mimo to niektórzy próbowali pomagać demonstrantom, podając torby z żywnością przez kordon policji lub przerzucając zgrzewki wody ponad głowami mundurowych.
W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania pokazujące napięte rozmowy między protestującymi a funkcjonariuszami. Robert Bąkiewicz, lider Ruchu Obrony Granic, zarzucał służbom stosowanie presji wobec uczestników demonstracji i apelował o wsparcie dla osób przebywających w miasteczku.
Organizatorzy uruchomili również internetową zbiórkę na zakup najpotrzebniejszych produktów – przede wszystkim wody, żywności oraz środków czystości. Jak podkreślają, protest ma charakter pokojowy, a działania służb odbierają jako próbę utrudnienia zgromadzenia.
Jedno z nagrań opublikowanych w sieci pokazuje sytuację, w której kobieta próbowała przekazać protestującym jedzenie. Zwracając się do funkcjonariusza mówiła, że „tu są głodni ludzie”. Policjant odpowiadał, aby „nie eskalować sytuacji”. Chwilę później kobiecie udało się jednak przecisnąć przez kordon i dostarczyć żywność uczestnikom protestu.
W innym fragmencie materiału wideo słychać emocjonalne wystąpienie Roberta Bąkiewicza, który zwracał się do funkcjonariuszy, podkreślając, że demonstranci nie dopuszczają się przemocy i oczekują poszanowania prawa do protestu. Wypowiedzi lidera Ruchu Obrony Granic szybko zaczęły krążyć w mediach społecznościowych, wywołując skrajne reakcje internautów.
Sama obecność licznych sił policyjnych przed KPRM stała się jednym z głównych tematów komentarzy wokół protestu. Jedni wskazują na konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w rejonie siedziby rządu, inni oceniają działania służb jako zbyt daleko idącą formę kontroli zgromadzenia.
Organizatorzy protestu przekonują, że sytuacja wokół „Miasteczka Gniewu” wykracza poza standardowe zabezpieczenie demonstracji. Ich zdaniem ograniczanie dostępu do podstawowych produktów oraz szczelne odgrodzenie uczestników budzi pytania o praktyczne respektowanie prawa do wolności zgromadzeń.
Przedstawiciele protestujących twierdzą, że teren został faktycznie odizolowany, a osoby przebywające w miasteczku mają utrudniony kontakt z otoczeniem. W swoich wypowiedziach podkreślają, że demonstracja ma charakter pokojowy i nie stanowi zagrożenia.
Do tej pory służby nie przedstawiły szerokiego komentarza odnoszącego się do zarzutów formułowanych przez organizatorów protestu. Tymczasem atmosfera wokół wydarzeń przed KPRM pozostaje napięta, a kolejne nagrania i relacje uczestników nadal pojawiają się w internecie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze