Reklama

Osiem godzin, które zmieniły wszystko. Śledztwo po śmierci 20-latki w Gdańsku

Jak czytamy na polsatnews.pl, 20-letnia Julia Liegmann trafiła do szpitala w Gdańsku na rutynowy zabieg, który miał być początkiem spokojnego leczenia. W ciągu kilku godzin jej stan gwałtownie się pogorszył, jednak – mimo alarmujących objawów – transport na oddział intensywnej terapii miał nastąpić dopiero po ponad ośmiu godzinach. Sprawę jej śmierci bada prokuratura.

Historia Julii Liegmann wstrząsnęła opinią publiczną. Jak czytamy na polsatnews.pl, 20-latka miała przed sobą całe życie – narzeczonego, własną firmę i zaplanowany ślub. Do szpitala w Gdańsku trafiła na planowy zabieg usunięcia kamienia nerkowego. Nikt nie przypuszczał, że pobyt, który miał zakończyć się rutynowym leczeniem, przerodzi się w dramatyczną walkę o życie.

Już kilka godzin po przyjęciu jej stan zaczął się gwałtownie pogarszać. Pojawiły się objawy ciężkiego zakażenia. Co istotne, w dokumentacji medycznej znajdowała się informacja, że kilka miesięcy wcześniej pacjentka przeszła urosepsę – groźne zakażenie, które może nawracać.

Reklama

Według relacji bliskich oraz ekspertów, mimo wyraźnych sygnałów alarmowych, decyzja o przewiezieniu 20-latki na oddział intensywnej terapii zapadła dopiero po wielu godzinach. Transport do innego szpitala nastąpił po ponad ośmiu godzinach od momentu pierwszych objawów krytycznego stanu. W tym czasie jej stan ulegał dalszemu pogorszeniu.

Rodzina Julii relacjonowała dramatyczne chwile, gdy kontakt z pacjentką stawał się coraz trudniejszy, a objawy zakażenia były coraz bardziej widoczne. Jak podkreślają bliscy, mimo zgłaszanych niepokojących symptomów, reakcja medyczna miała być opóźniona.

Reklama

W dokumentacji wskazywano brak wolnych miejsc na OIT w szpitalu. Jednak – jak wynika z późniejszych ustaleń – w tym samym czasie miejsca mogły być dostępne w innych placówkach w regionie. Rodzina samodzielnie próbowała ustalać możliwości leczenia, kontaktując się z różnymi szpitalami.

Eksperci, komentując sprawę, zwracają uwagę na dramatyczne tempo rozwoju sepsy i konieczność natychmiastowej reakcji. W ich ocenie każda godzina opóźnienia może decydować o życiu pacjenta.

Julia Liegmann zmarła 17 lutego 2026 roku. Przyczyną śmierci była urosepsa – ta sama choroba, z którą zmagała się już wcześniej. W kwietniu prokuratura w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie narażenia pacjentki na utratę życia oraz nieumyślnego spowodowania jej śmierci.

Reklama

Sprawa budzi wiele pytań o organizację pracy szpitali, procedury decyzyjne i czas reakcji w sytuacjach zagrożenia życia. Odpowiedzi na nie ma przynieść prowadzone postępowanie.

Źródło: Polsat News
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama