Prezydent Zełenski często pokazał, że jego żądania, chociaż z punktu widzenia Ukrainy słuszne i korzystne, nijak się mają do realiów i z punktu widzenia dyplomacji. Na razie niewiele zyskuje a traci obszary kraju, które zajmuje Rosja. Obecnie można powiedzieć, że propozycja jest, że za stracone obszary Ukraina chce wejścia do NATO i dużych gwarancji od poszczególnych krajów. Czy ta propozycja nie jest znowu roszczeniowa? Czas pokaże.
Wydaje się jednak, że to, co najważniejsze na dzień dzisiejszy to zablokowanie posuwania się w głąb Ukrainy wojsk rosyjskich. Jeśli dojdą one i zajmą pola gdzie znajdują się bogactwa Ukrainy to przegra ona całą wojnę, bo już nie będzie miała czym zapłacić za dalszą pomoc, a krajów, które za darmo bezinteresownie będą pomagać tak jak Polska raczej nie znajdzie. Zełenski miał szansę, żeby Polska była jego sojusznikiem i adwokatem do wejścia do NATO, ale wybrał niesnaski i odtrącanie polskiego rządu i prezydenta stając po stronie jednej partii w Polsce, czyli PO a przeciw drugiej tzn. PIS. Podobno, bo tak chciały Niemcy. Teraz wywołał w Polsce niechęć do swoich propozycji. Co będzie dalej zobaczymy, ale wtrącający się w sprawy polskie ukraiński prezydent na pewno tylko osłabi pomoc Polski do wejścia jego kraju do NATO. Obecny minister MON jak i kandydat m.in. PiS-u na prezydenta Karol Nawrocki już zapowiedzieli weto w stosunku do Ukrainy jeśli nie będzie załatwiona sprawa Wołynia. Z wypowiedzi innego kandydata - Sławomira Mentzena raczej jest podobnie. Tak więc już mamy grubo ponad 50% wyborców, którzy myślą podobnie. Czas pokaże, co z tego wyniknie… A oto propozycję pokojowe przywódcy Ukrainy: