Reklama

Przerażenie KO w Krakowie

Zbieranie podpisów idzie szybciej, niż zakładano, a liczby robią wrażenie nawet na sceptykach. Organizatorzy referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego  zapowiadają kolejny ambitny cel. W kuluarach politycznych mówi się coraz głośniej o scenariuszu, który jeszcze kilka miesięcy temu wydawał się nierealny. Czy w Krakowie dojdzie do przedterminowych wyborów? I kto jest na liście potencjalnych kandydatów na prezydenta jednego z największych miast w Polsce?

„To nie hasło, to zobowiązanie”

Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i Rady Miasta zostało formalnie zgłoszone pod koniec stycznia przez grupę obywateli niezadowolonych z działań władz miasta.

Inicjatorzy podkreślali od początku, że nie jest to akcja partyjna, lecz sprzeciw wobec sposobu rządzenia miastem przez Aleksandra Miszalskiego.

Zarzuty są poważne. Wśród nich wymieniane są m.in.: rosnące zadłużenie Krakowa, niespełnione obietnice wyborcze, podwyżki opłat, rozszerzanie stref płatnego parkowania i budzące wiele sprzeciwów wprowadzenie  strefy czystego transportu. Krytyka dotyczy także – jak mówią inicjatorzy – „niegodnego sprawowania urzędu”.

Reklama

Akcja zbierania podpisów nabrała tempa. Jeszcze w lutym organizatorzy informowali o dziesiątkach tysięcy podpisów, a pod koniec miesiąca ogłosili przekroczenie poziomu 80 tys. i wyznaczyli nowy cel – 120 tys.

– Krakowianie zdecydowali – zbieramy 120 000 podpisów. To nie hasło. To zobowiązanie. To konkretna liczba i wspólna odpowiedzialność. Pokazaliście już, że potraficie działać razem. Rekordowe dni, tysiące rozmów, ogromne wsparcie. Energia rośnie z każdym spotkaniem – przekazują inicjatorzy referendum za pośrednictwem mediów społecznościowych.

Reklama

Niebieskie kamizelki wolontariuszy zbierających podpisy stały się już stałym elementem krajobrazu miasta. Mimo napiętej atmosfery nie zamierzają zwalniać tempa. W ostatnich tygodniach informowali o przypadkach agresji wobec wolontariuszy, jednak zbiórka podpisów trwa nadal.

Aby referendum mogło się odbyć, potrzeba ponad 58 tysięcy podpisów, a aby było ważne – do urn musi pójść około 158 tysięcy mieszkańców.

Miszalski się broni i… obawia?

Prezydent Aleksander Miszalski konsekwentnie odpiera zarzuty i przekonuje, że referendum jest próbą podważenia wyniku wyborów.

Reklama

Według niego za inicjatywą nie stoją spontaniczne działania mieszkańców, lecz środowiska polityczne i duże pieniądze. Prezydent podkreśla, że dochody miasta rosną, Kraków pozyskuje środki zewnętrzne, a sytuacja finansowa jest stabilna.

Jednocześnie w ostatnich tygodniach pojawiły się decyzje, które mogą być interpretowane jako próba rozładowania napięcia społecznego.

Zapowiedziano m.in.: korekty w strefie czystego transportu i dokładny raport dotyczący jej funkcjonowania. Zmian dokonano też w strefie płatnego parkowania, zwalniając mieszkańców z niedzielnych opłat.

Reklama

Partie już liczą szanse

Choć inicjatorzy referendum podkreślają jego obywatelski charakter, do akcji włączyły się ugrupowania polityczne. Wsparcie zadeklarowały m.in. Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja i środowisko Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały.

Przeciw referendum opowiada się Nowa Lewica, która uważa, że półtora roku rządów to zbyt krótki okres na ocenę prezydenta.

W praktyce referendum stało się jednak początkiem politycznej gry o Kraków.

W przypadku przedterminowych wyborów pojawiają się już nazwiska potencjalnych kandydatów: Małgorzata Wassermann (Prawo i Sprawiedliwość), Łukasz Gibała (liderem lokalnego stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców), Daria Gosek-Popiołek (Lewica), Aleksandra Owca (Partia Razem), Paweł Śliz (Polska 2050).

Reklama

W kuluarach mówi się także o scenariuszu ratunkowym dla Koalicji Obywatelskiej – powrocie Bogdana Klicha z placówki dyplomatycznej w Stanach Zjednoczonych i wystawieniu go jako „ratownika Krakowa”.

Sama skala spekulacji pokazuje, że referendum przestało być lokalną inicjatywą, a stało się sprawą ogólnopolską.

Kraków testem dla KO

Stolica Małopolski zaczyna być traktowana jako polityczny poligon doświadczalny przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi. Ewentualny sukces referendum byłby wydarzeniem bez precedensu w historii dużych polskich miast.

Reklama

Na razie jedno jest pewne – akcja referendalna nie zwalnia tempa, a polityczne napięcie w mieście rośnie z tygodnia na tydzień.

Jeśli organizatorzy osiągną zakładany cel 120 tysięcy podpisów, presja może jeszcze wzrosnąć. Kolejnym wyzwaniem będzie przekonanie co najmniej 158 tysięcy mieszkańców, by poszli do urn.

Źródło: malopolska.press, PAP, wp.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama