Telefon od rzekomego policjanta, później rozmowa z „prokuratorem”, a na końcu miesiące wykonywania poleceń w przekonaniu, że pomaga służbom. Mieszkanka Siedlec padła ofiarą oszustwa, które pokazuje, jak daleko potrafią posunąć się przestępcy podszywający się pod funkcjonariuszy. Kobieta straciła ponad 150 tysięcy złotych.
Do seniorki z Siedlec zadzwonił mężczyzna przedstawiający się jako funkcjonariusz Policji. W rozmowie przekazał, że dane kobiety trafiły w ręce przestępców planujących włamanie na jej konto bankowe. Chwilę później do rozmowy włączono kolejną osobę, która podawała się za prokuratora. Seniorka usłyszała, że trwa tajna operacja wymierzona w grupę przestępczą, a ona może pomóc w zatrzymaniu sprawców.
Warunek udziału w „akcji” był jeden – absolutna tajemnica. Kobiecie powiedziano, że nie może nikomu mówić o prowadzonych działaniach, nawet członkom rodziny czy pracownikom banku. W pewnym momencie została poproszona o złożenie przysięgi na Pismo Święte, że zachowa wszystko w sekrecie i „zabierze tę wiedzę do grobu”. Ten element, jak później przyznała, utwierdził ją w przekonaniu, że uczestniczy w prawdziwej operacji policyjnej.
Od lutego do kwietnia 2025 roku kobieta wykonywała szczegółowe instrukcje przekazywane przez rozmówców. Wypłacała pieniądze z banków, wpłacała gotówkę we wpłatomatach oraz wykonywała przelewy na wskazane rachunki. Oszuści przekonywali ją, że środki muszą zostać „zabezpieczone” jako dowód w sprawie albo przelane na specjalne konto kontrolowane przez Policję.
Rozmowy telefoniczne były prowadzone w sposób systematyczny. Seniorka otrzymywała dokładne wskazówki, gdzie ma się udać, co powiedzieć pracownikom banku oraz jaki tytuł wpłaty wpisać. Zdarzało się również, że w pobliżu bankomatów pojawiali się nieznani mężczyźni, którzy pomagali jej przy wpłatach pieniędzy.
Z czasem polecenia zaczęły dotyczyć także sprzedaży biżuterii. Kobieta została przekonana, że środki z jej sprzedaży również są potrzebne do prowadzenia operacji. W efekcie wszystkich działań przekazała przestępcom kwotę przekraczającą 150 tysięcy złotych.
Seniorka mieszkała sama i – jak sama przyznała – nikomu nie powiedziała o całej sytuacji. Czuła się zobowiązana do zachowania tajemnicy, ponieważ została przekonana, że ujawnienie informacji mogłoby doprowadzić do niepowodzenia operacji. Dopiero po kilku miesiącach zaczęła nabierać wątpliwości i zrozumiała, że mogła paść ofiarą oszustwa. Sprawa została zgłoszona organom ścigania.
To kolejny przypadek oszustwa metodą „na policjanta” lub „na prokuratora”. Przestępcy wykorzystują autorytet służb, wywołują presję czasu oraz budują atmosferę zagrożenia. Często izolują ofiarę od bliskich i krok po kroku przejmują kontrolę nad jej decyzjami finansowymi. W wielu podobnych sprawach pojawia się też element zobowiązania do zachowania tajemnicy, który utrudnia ofiarom konsultację sytuacji z rodziną lub instytucjami finansowymi.
Służby po raz kolejny podkreślają, że policjanci ani prokuratorzy nigdy nie proszą o przekazywanie pieniędzy, wypłacanie gotówki czy wykonywanie przelewów na potrzeby prowadzonych działań. W przypadku podejrzanego telefonu należy natychmiast zakończyć rozmowę i samodzielnie skontaktować się z numerem alarmowym 112 lub najbliższą jednostką Policji.
Historia mieszkanki Siedlec pokazuje, że ofiarą oszustwa może paść każdy. Szczególnie narażone są osoby starsze, które działają w dobrej wierze i chcą pomóc w zwalczaniu przestępczości. Jednocześnie przypadek ten jest kolejnym sygnałem, że przestępcy nieustannie modyfikują swoje metody, wykorzystując emocje, zaufanie i autorytet instytucji publicznych.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze