Koniec z procesami, które miały zastraszać krytyków i tłumić niewygodne tematy? Sejm uchwalił ustawę antySLAPP, która daje sądom nowe narzędzia do walki z pozwami wykorzystywanymi przeciw dziennikarzom, aktywistom czy organizacjom społecznym. Autorzy bezzasadnych spraw mogą zapłacić nawet wielomilionowe kary.
Sejm przyjął ustawę antySLAPP, której celem jest ochrona osób uczestniczących w debacie publicznej przed nadużywaniem procesów sądowych jako narzędzia nacisku i zastraszania. Za uchwaleniem nowych przepisów głosowało 359 posłów, przeciw było 23, a 59 wstrzymało się od głosu.
Nowe regulacje mają ograniczyć zjawisko tzw. SLAPP-ów, czyli strategicznych pozwów przeciwko uczestnikom debaty publicznej. Chodzi o sprawy wszczynane często przez wpływowe osoby, firmy lub instytucje nie po to, by wygrać przed sądem, lecz by wywołać efekt mrożący — zmęczyć przeciwnika kosztami, stresem i wieloletnim procesem.
Projekt ustawy przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości jako wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej ochrony wolności słowa i debaty publicznej. Prace nad dokumentem przebiegały wyjątkowo szybko. Pierwsze czytanie odbyło się we wtorek, a już w piątek ustawa została uchwalona.
Nowe przepisy przewidują, że sąd będzie mógł znacznie szybciej odrzucić pozew uznany za próbę uciszenia debaty publicznej. Jeśli uzna sprawę za oczywiście bezzasadną, będzie miał trzy miesiące na jej oddalenie. Co ważne, autor takiego pozwu może zostać obciążony wysoką karą finansową.
W standardowych przypadkach grzywna może wynieść równowartość 20-krotności minimalnego wynagrodzenia. W sytuacjach szczególnie rażących — np. gdy pozywający wykorzystuje przewagę finansową lub polityczną — kara może sięgnąć nawet 100-krotności płacy minimalnej.
Sądy zyskają również możliwość żądania od autora pozwu wpłacenia kaucji na poczet przyszłych kosztów procesu. To rozwiązanie ma chronić osoby pozywane przed długotrwałymi i kosztownymi sporami.
Ustawa obejmuje sprawy związane z szeroko rozumianą debatą publiczną — m.in. ochroną praw człowieka, zdrowiem, bezpieczeństwem, klimatem czy działalnością osób publicznych. Sędziowie, oceniając charakter pozwu, będą mogli brać pod uwagę m.in. nieproporcjonalność żądań, wielokrotne wszczynanie podobnych spraw czy działania noszące znamiona zastraszania.
W trakcie sejmowej debaty politycy koalicji rządzącej przekonywali, że nowe przepisy są konieczne, by chronić wolność słowa i osoby ujawniające niewygodne informacje. Posłanka KO Iwona Karolewska podkreślała, że celem takich pozwów nie jest zwycięstwo w sądzie, ale wywołanie strachu przed zabieraniem głosu.
Krytyczne stanowisko wobec ustawy zajęła Konfederacja. Jej przedstawiciele argumentowali, że przepisy są zbyt szerokie i pozostawiają sądom dużą dowolność interpretacyjną. Ostatecznie ugrupowanie głosowało przeciwko ustawie.
Mimo częściowych zastrzeżeń ustawę poparła większość klubów parlamentarnych, w tym znaczna część posłów PiS. W trakcie debaty zwracano uwagę, że skuteczność nowych przepisów będzie zależała przede wszystkim od odwagi i konsekwencji sądów w ich stosowaniu.
Nowe prawo ma być odpowiedzią na rosnącą liczbę spraw dotyczących ochrony dóbr osobistych i zniesławienia. Jak wynika z danych przywoływanych podczas prac nad ustawą, do polskich sądów co roku trafiają tysiące takich postępowań, a znacząca część kończy się oddaleniem pozwów.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze