Piątkowe głosowanie w Sejmie nie przyniosło przełomu w sprawie regulacji rynku kryptowalut. Po raz drugi posłom nie udało się odrzucić weta prezydenta Karola Nawrockiego, co oznacza, że projekt ustawy o kryptoaktywach ponownie trafia w polityczny impas. Choć za odrzuceniem weta opowiedziało się 243 posłów, do wymaganej większości zabrakło 20 głosów.
To kolejny rozdział w sporze, który od miesięcy dzieli rząd i Pałac Prezydencki. Stawką są nie tylko przepisy dotyczące dynamicznie rozwijającego się rynku, ale też – jak pokazuje przebieg debaty – znacznie szerszy konflikt polityczny.
Rząd nie ukrywa frustracji. Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński zapowiedział, że temat będzie wracał „do skutku”, podkreślając konieczność ustawowego uregulowania rynku kryptoaktywów. W jego ocenie brak przepisów oznacza realne ryzyko dla obywateli i inwestorów.
Z kolei przedstawiciele prezydenta przekonują, że problem nie leży w samej idei regulacji, lecz w jej jakości. Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki mówi wprost: weto nie było sprzeciwem wobec regulacji jako takiej, ale wobec „wadliwego modelu”.
Argumentacja Pałacu Prezydenckiego opiera się na obawie, że zbyt restrykcyjne przepisy mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego – zamiast zwiększyć bezpieczeństwo, wypchną firmy z Polski do mniej wymagających jurysdykcji. W konsekwencji nadzór państwa nad rynkiem miałby być jeszcze słabszy.
Rząd widzi to inaczej. Minister finansów Andrzej Domański przekonywał, że projekt dawał Komisji Nadzoru Finansowego konkretne narzędzia do walki z nadużyciami. Bez nich – jak stwierdził – rynek może stać się „eldorado dla oszustów”.
Debata nad ustawą niespodziewanie przerodziła się w znacznie ostrzejszą wymianę oskarżeń. Premier Donald Tusk podczas sejmowego wystąpienia powiązał jedną z giełd kryptowalut – Zondacrypto – z rosyjskimi pieniędzmi, w tym ze środowiskami mafijnymi i służbami.
Według szefa rządu firma ta miała nie tylko korzystać z takich źródeł finansowania, ale również angażować się w życie polityczne w Polsce, sponsorując wydarzenia i wspierając określone środowiska. Padły nawet sugestie o finansowaniu polityków.
Te słowa wywołały natychmiastową reakcję strony prezydenckiej. Zbigniew Bogucki zarzucił premierowi ujawnienie informacji objętych klauzulą tajności i zapowiedział możliwość złożenia zawiadomienia w tej sprawie.
W tle pojawiły się także nazwiska czołowych polityków opozycji, w tym Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak, którzy – jak zauważono – nie wzięli udziału w głosowaniu. Sam Kaczyński próbował zabrać głos po wystąpieniu premiera, ale nie został dopuszczony do mównicy przez marszałka Sejmu.
Sednem sporu pozostaje jednak sama ustawa. Jej celem było wdrożenie unijnego rozporządzenia MiCA i stworzenie ram prawnych dla funkcjonowania rynku kryptoaktywów w Polsce.
Projekt przewidywał m.in. rozszerzenie kompetencji Komisji Nadzoru Finansowego – od możliwości wstrzymywania ofert kryptoaktywów, przez nakładanie kar finansowych, aż po prowadzenie rejestru podejrzanych domen internetowych. W najpoważniejszych przypadkach sankcje mogły sięgać nawet 10 mln zł.
Dodatkowo regulacje obejmowały także internetowe kantory walutowe, nakładając na nie obowiązek prowadzenia indywidualnych rachunków dla klientów, co miało zwiększyć bezpieczeństwo środków.
Dziś jednak te rozwiązania pozostają na papierze. Polityczny spór skutecznie blokuje ich wejście w życie, a rynek – jak podkreślają zwolennicy ustawy – nadal funkcjonuje w warunkach niepełnej ochrony prawnej.
Czy kolejne podejście przyniesie inny rezultat? Na razie wszystko wskazuje na to, że batalia o kryptoaktywa w Polsce dopiero się rozkręca.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze