Odkrywa ciekawostki, poszukuje nieco zapomnianych historii. Zaprasza nas na Mazury, o których zapomnieliśmy, a które przed laty były znane większości. Rozmawiamy z Zuzanną Wtulich z Kętrzyna, która jest autorką konta na Instagramie - Zuzanna Wtulich. Mazury i okolice, które popularyzuje wiedzę o regionie.
— Mówi się, że czasem trzeba wyjechać z rodzinnego miejsca, żeby spojrzeć na nie z właściwej perspektywy. Jak więc wraca się do niego po latach?
— Kiedy jako nastolatka wyjeżdżałam na studia, mówiłam o Kętrzynie, że to koniec świata. Wyjechałam do dużego miasta i oczywiście przez jakiś czas było fantastycznie, szczególnie w okresie studenckim. Zaczęłam zmieniać zdanie później, kiedy zaczęła się zwykła, dorosła codzienność. Wtedy zauważa się, że wielkie miasto nie jest już tak atrakcyjne, jak wydawało się wcześniej. Korki, długie dojazdy, konieczność pokonywania dużych odległości, żeby załatwić najprostsze sprawy – to wszystko sprawia, że małe miasto zaczyna się odbierać zupełnie inaczej. Nagle dostrzega się, że właśnie te małe miasto jest znacznie przyjemniejsze, niż kiedyś sądziłam.
— Wiele osób zdziwiła pani decyzja o powrocie?
— Tak, a sporo osób wręcz mi to odradzało. Jest takie przekonanie, że jeśli młoda osoba wraca do rodzinnego miasta, to znaczy, że coś jej się w życiu nie udało. W moim przypadku absolutnie tak nie było. W Gdańsku radziłam sobie bardzo dobrze, ale po prostu doszłam do wniosku, że wolę życie w mniejszym, bardziej kompaktowym mieście. Jest spokojniej, mniej pędu i presji, a to zaczęło mieć dla mnie coraz większe znaczenie.
— Dowodem na zamiłowanie do Mazur jest pani profil. Na początku dominowały tam podróże po Europie. Później pojawiła się fascynacja lokalnością i regionalnością. Co było przełomem?
— Szczerze mówiąc lokalność dawno doceniałam. Już w szkole brałam udział w konkursach regionalnych, później na studiach zainteresowałam się historią Mazur i samych Mazurów. Zaczęłam czytać coraz więcej, zagłębiać się w temat i dzielić się tym na swoim profilu. Kiedy zobaczyłam, że ludzi to interesuje, pomyślałam, że warto rozwijać ten kierunek. To nie jest tak, że porzuciłam podróże. Nadal bardzo lubię wyjeżdżać. Jednak Mazury, Barcja i cały nasz region są niezwykle ciekawe, a jednocześnie wciąż mało znane. Mam wrażenie, że osoby w moim wieku wiedzą o nich zaskakująco niewiele. W szkole nie poświęca się temu zbyt dużo uwagi, dlatego chciałam zacząć o tym opowiadać.
— Wydaje mi się, że wciąż mamy problem nawet z rozróżnianiem historycznych i geograficznych krain regionu.
— To bardzo trudny temat, momentami wręcz wywołujący gorącą dyskusję. Czasami ktoś napisze w komentarzu, że dane miejsce leży już na Warmii, a nie na Mazurach, i już jest powód do wymiany zdań, natychmiast pojawiają się emocje. Sama przez lata byłam przekonana, że Kętrzyn leży na Mazurach. Tak nas uczono, tak się o tym mówiło. Dopiero później zaczęłam zgłębiać historię regionu i odkryłam, że sprawa jest bardziej skomplikowana. Kiedyś powiedziałam w filmie, że wracam na Mazury, i od razu pojawiły się komentarze: „To nie Mazury, tylko Barcja”. To pokazuje, jak bardzo ten temat porusza ludzi.
— Słychać, że zawsze to panią interesowało.
— Studiowałam krajoznawstwo i turystykę historyczną. Z tymi zagadnieniami związana była również moja praca licencjacka. Nie uważam się za ekspertkę, ale mam wiedzę, którą mogę się dzielić.
— Podróże po Europie sprawiły, że jeszcze bardziej doceniła pani rodzinne strony?
— Uwielbiam podróżować, ale kiedy wracam do domu, nigdy nie mam poczucia, że wszystko już tutaj widziałam. Zawsze można odkryć coś nowego. Mam też wrażenie, że zarówno Mazury, jak i Warmia, region dawnych Prus Wschodnich, nadal pozostają niedostatecznie poznane. Warto je odwiedzać i odkrywać na nowo.
— Na profilu często pojawiają się ciekawostki, o których mało się mówi. Na przykład postać geografa, Stanisława Srokowskiego. Był wybitnym polskim geografem, dyplomatą oraz założycielem Instytutu Bałtyckiego. Po II wojnie światowej to właśnie on stanął na czele Komisji Ustalania Nazw Miejscowości. Jego zespół wykonał gigantyczną pracę, nadając polskie nazwy tysiącom miejscowości, jezior i rzek na Warmii i Mazurach, w tym wielu miastom, takim jak m.in. Giżycko, Ełk czy Mrągowo. Na jego cześć dawne mazurskie miasto Drengfurth przemianowano na Srokowo.
— To właśnie najbardziej mnie fascynuje. Na co dzień nie zastanawiamy się, skąd wzięły nazwy miejscowości albo jaka historia za nimi stoi. Tymczasem niemal wszystko ma swoje korzenie i własną opowieść. Widzę po komentarzach, że wiele osób odkrywa dzięki temu rzeczy, o których wcześniej nie miało pojęcia. To daje mi ogromną satysfakcję.
— Są pozytywne komentarze, ale i hejt. Jak sobie pani z nim radzi?
— Na początku bardzo przeżywałam negatywne komentarze. Analizowałam je po kilka razy, zastanawiałam się, czy rzeczywiście popełniłam błąd. Dziś wiem już, że takie osoby zawsze będą. Historia naszego regionu jest skomplikowana. Dodatkowo przez lata, szczególnie w okresie PRL-u funkcjonowały różne narracje historyczne, więc nie dziwi mnie, że pewne tematy wywołują emocje. Przez lata przekazywano nam zupełnie inny obraz, chociażby Mazur właśnie. Kiedy publikuję materiał dotyczący bardziej kontrowersyjnych zagadnień, wiem, że pojawią się trudne komentarze.
— Jednocześnie pokazuje pani też region z innej strony, znanych i lubianych piosenek, filmów.
— Staram się zachować równowagę, by na moim profilu nie przeważała historia. Mamy mnóstwo legend, ciekawostek, filmów kręconych w regionie czy nieoczywistych historii związanych z kulturą popularną. Sama często jestem zaskoczona tym, co odkrywam podczas przygotowywania materiałów. Im głębiej się szuka, tym więcej można znaleźć.
— Chyba jedną z najbardziej znanych piosenek o Mazurach napisał Marcin Miller – polski piosenkarz, autor muzyki i tekstów, lider i wokalista zespołu Boys. On to „Chłop z Mazur”. A pani? Czuje się babką z Mazur?
— Wielokrotnie o tym myślałam i nie określiłabym siebie jako Mazurki. Na pewno natomiast jestem lokalną patriotką. Wróciłam do Kętrzyna dlatego, że właśnie tutaj czuję się u siebie. Kiedy przeprowadzałam się z Gdańska po pięciu latach, nie odczuwałam stresu. Wręcz przeciwnie, czułam spokój, bo wiedziałam, że wracam do domu.
— Po powrocie będzie więcej czasu na rozwijanie profilu?
— Na pewno. Już w pierwszym tygodniu po przeprowadzce przygotowałam kilka nowych materiałów i mam kolejne pomysły. Chciałabym tworzyć więcej treści w terenie. Myślę, że dla odbiorców będzie to znacznie ciekawsze.
— Na koniec – który materiał wzbudził największe emocje?
— Wydaje mi się, że film o plebiscycie. To bardzo drażliwy temat. Przygotowywałam go wyjątkowo dokładnie – korzystałam ze źródeł, książek, wielokrotnie sprawdzałam wszystkie informacje. Mimo to pojawiły się komentarze, że wszystko wymyśliłam albo wygenerowałam przy pomocy sztucznej inteligencji. Takie reakcje są nieuniknione przy tematach historycznych. Jednocześnie ten materiał osiągnął bardzo dobre zasięgi i wywołał ciekawą dyskusję. To pokazuje, że ludzie chcą rozmawiać o historii regionu – pod warunkiem, że poda się ją w ciekawy i przystępny sposób. Wiele informacji znajduję szukając w źródłach historycznych, w archiwach. Z internetu często nie dowiemy się niestety nic mądrego. Sztuczna inteligencja potrafi wymyślać bzdury, chociażby to, że pałac w Drogoszach mieści się na południu. Ja więc bardzo lubię przeszukiwać książki, źródła, bo wciąż tam wiele jest do odkrycia.
Katarzyna Janków-Mazurkiewicz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze