Bartosz Zmarzlik triumfował w Grand Prix Polski na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu i wrócił na prowadzenie w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata. Zawody długo stały pod znakiem zapytania, bo nad stadionem przeszła potężna burza, a tor i park maszyn zostały zalane. Ostatecznie turniej rozpoczął się z blisko trzygodzinnym opóźnieniem i zakończył zwycięstwem Polaka.
Przez większość dnia we Wrocławiu pogoda sprzyjała kibicom, ale wieczorem sytuacja gwałtownie się zmieniła. Nad Stadion Olimpijski nadciągnęła silna burza, a intensywne opady deszczu zalały tor żużlowy.
W krótkim czasie nawierzchnia zaczęła przypominać tor wodny. Problemy pojawiły się również w parku maszyn, z którego teamy zawodników musiały przenosić sprzęt w wyżej położone miejsca.
Start zawodów został opóźniony o blisko trzy godziny. Zawodnicy sprzeciwiali się jeździe w trudnych warunkach, ale dyrektor cyklu Phil Morris czekał na poprawę sytuacji. Po odprowadzeniu wody i przygotowaniu toru żużlowcy wyjechali do pierwszego biegu.
Pierwsze serie pokazały, że tor po ulewie jest wymagający. W dwóch początkowych seriach wygrywali wyłącznie zawodnicy startujący z czwartego pola. Szybko okazało się też, że nikt nie utrzyma kompletu punktów.
Groźnie wyglądał siódmy bieg. Upadli w nim Australijczycy Jack Holder i Jason Doyle. Obaj nie byli zdolni do dalszej jazdy i musieli wycofać się z turnieju. W kolejnych biegach zastąpili ich juniorzy miejscowej Betard Sparty Wrocław: Marcel Kowolik i Nikodem Mikołajczyk.
Rywalizacja długo była bardzo wyrównana. Przed ostatnią serią zasadniczą żaden zawodnik nie mógł być pewny awansu do finału. W czołówce znajdowali się między innymi Anders Thomsen i Brady Kurtz, a Bartosz Zmarzlik tracił do nich tylko punkt.
W ostatniej serii zasadniczej Brady Kurtz wygrał swój wyścig i jako pierwszy zapewnił sobie miejsce w finale. Zmarzlik także zdobył trzy punkty, wykorzystał potknięcia rywali i zameldował się w najlepszej czwórce turnieju.
W półfinałach pojechali również inni Polacy: Patryk Dudek i Maciej Janowski, który startował we Wrocławiu z dziką kartą. Obaj nie zdołali jednak wygrać swoich biegów i odpadli z rywalizacji.
Do finału awansowali Bartosz Zmarzlik, Robert Lambert, Michael Jepsen Jensen i Brady Kurtz.
W decydującym biegu Kurtz wybrał pierwsze pole, a Zmarzlik czwarte. Polak najlepiej wyszedł spod taśmy i objął prowadzenie. Później skutecznie bronił się przed atakiem Australijczyka.
Kurtz popełnił błąd, który kosztował go utratę drugiego miejsca i spadek poza podium. Zmarzlik dojechał do mety jako pierwszy, przed Brytyjczykiem Robertem Lambertem i Duńczykiem Michaelem Jepsenem Jensenem.
Zwycięstwo we Wrocławiu miało dla Zmarzlika podwójne znaczenie. Polak wygrał Grand Prix Polski i odzyskał prowadzenie w klasyfikacji generalnej cyklu.
Najlepszym z Polaków był Bartosz Zmarzlik, który wygrał całe zawody. Patryk Dudek zakończył turniej na szóstym miejscu, a Maciej Janowski był dziesiąty.
Kacper Woryna uplasował się na dwunastej pozycji, Dominik Kubera, wracający do cyklu po kontuzji, był czternasty, a Marcel Kowolik zakończył rywalizację na szesnastym miejscu.
Po turnieju we Wrocławiu Bartosz Zmarzlik objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej indywidualnych mistrzostw świata. Polak ma 82 punkty. Drugi jest Brady Kurtz z dorobkiem 79 punktów, a trzeci Robert Lambert, który zgromadził 63 punkty.
Za nimi znajdują się Michael Jepsen Jensen, Jack Holder, Max Fricke, Kacper Woryna, Leon Madsen, Patryk Dudek i Jason Doyle.
Kolejna runda cyklu Grand Prix odbędzie się 11 lipca w szwedzkiej Malilli. Następnie żużlowcy pojadą w Łodzi, Rydze, duńskim Vojens i Toruniu.
Grand Prix Polski na Stadionie Olimpijskim długo wisiało na włosku. Burza, zalany tor, opóźnienie i groźne upadki sprawiły, że zawody miały wyjątkowo nerwowy przebieg.
Ostatecznie turniej udało się rozegrać, a wieczór zakończył się triumfem Bartosza Zmarzlika. Polak najlepiej poradził sobie w najważniejszym momencie i wrócił na pozycję lidera walki o tytuł indywidualnego mistrza świata.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze