Reklama

Zrabowane przez Niemców, odnalezione we Francji? Trop prowadzi na koncert

Sprawy dzieł sztuki utraconych podczas II wojny światowej potrafią po dekadach wracać z zaskakującą siłą. Tym razem chodzi nie o obraz czy rzeźbę, lecz o instrument o niemal mitycznym statusie – skrzypce Antonio Stradivariego, które zniknęły z Warszawy w 1944 roku. Najnowsze ustalenia francuskich badaczy sugerują, że mogły one… ponownie zabrzmieć publicznie.

Sensacyjne ustalenia z Colmar

Francuska organizacja Musique et Spoliations, zajmująca się tropieniem losów instrumentów zrabowanych w czasie wojny, poinformowała o intrygującym odkryciu. Jej przedstawiciele twierdzą, że podczas jednego z koncertów w Colmar – niewielkim mieście w regionie Górnego Renu – młody skrzypek mógł grać właśnie na zaginionym polskim Stradivariusie.

Sprawę nagłośnił francuski dziennik Le Parisien, który już wcześniej interesował się losem tego konkretnego instrumentu. Według Pascale Bernheim, stojącej na czele organizacji, jeden z czterech instrumentów zaprezentowanych podczas koncertu przez skrzypka Emmanuela Coppeya odpowiada opisowi legendarnego egzemplarza znanego jako „Lauterbach”.

Reklama

Nie wszyscy jednak podzielają ten entuzjazm. Organizator wydarzenia, Emmanuel Jaeger, stanowczo zaprzeczył, jakoby na scenie pojawił się poszukiwany instrument. Spór pozostaje więc otwarty – a jego rozstrzygnięcie może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla świata muzyki, ale i historii.

 


„To legenda naszej rodziny”

Skrzypce „Lauterbach” to nie tylko bezcenny instrument, ale również część rodzinnego dziedzictwa. Ich ostatnim przedwojennym właścicielem był łódzki przemysłowiec Henryk Grohman, który w 1939 roku przekazał je w depozyt warszawskiemu Muzeum Narodowemu.

Reklama

Po latach milczenia głos zabrali potomkowie Grohmana, dziś mieszkający w Austrii.
Ten stradivarius to legenda naszej rodziny — powiedział „Le Parisien” Georg Formanek.

Już wcześniej pojawiały się sygnały, że instrument może znajdować się we Francji, w rękach prywatnych. Doniesienia z Colmar ponownie rozbudziły nadzieje, że być może po latach uda się rozwikłać jedną z najbardziej zagadkowych historii związanych z wojennymi grabieżami.


Burzliwa historia „Lauterbacha”

Sam instrument ma imponującą i skomplikowaną przeszłość. Uważa się, że powstał w 1719 roku w pracowni Antonio Stradivariego. Nazwę zawdzięcza niemieckiemu wirtuozowi Johannowi Christianowi Lauterbachowi, jednemu z jego dawnych właścicieli. Wcześniej skrzypce należały m.in. do Michała Kleofasa Ogińskiego.

Reklama

W XX wieku ich losy nabrały dramatycznego tempa. Podczas Powstania Warszawskiego próbowano je ukryć w Muzeum Narodowym, jednak Niemcy odnaleźli skrytkę i wywieźli instrument. Po wojnie pojawiły się informacje, że skrzypce odnaleziono w domu jednego z członków SS, a następnie przeszły przez ręce alianckich służb.

Późniejsze tropy prowadzą do Niemiec – najpierw Zachodnich, potem Wschodnich – aż w końcu do Francji. Według doniesień „Le Parisien”, instrument miał pojawić się w 1989 roku w warsztacie lutniczym w Berlinie Wschodnim, a stamtąd trafić do Strasburga.

Reklama

Czy rzeczywiście zaginiony Stradivarius powrócił na scenę po kilkudziesięciu latach? Na razie mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne – historia „Lauterbacha” jeszcze się nie zakończyła, a każdy nowy trop przybliża do rozwiązania zagadki, która od dekad rozpala wyobraźnię historyków i melomanów.

Źródło: wpolityce.pl Aktualizacja: 25/04/2026 14:29
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama