W studiu radiowym miało być lekko, prowokacyjnie i – jak tłumaczą autorzy – „z przymrużeniem oka”. Skończyło się skandalem, przeprosinami i pytaniami, które wykraczają daleko poza jeden nieudany skecz. Bo kiedy żart dotyka symboli religijnych, przestaje być tylko żartem – staje się testem granic.
W styczniowy poranek, podczas tzw. Blue Monday – dnia uznawanego za najbardziej depresyjny w roku – prowadzący flamandzkiej rozgłośni Studio Brussel postanowili rozładować napięcie w nietypowy sposób. Eva De Roo i Dries Lenaerts przygotowali skecz, którego kulminacją było… rozbijanie figur Jezusa i Matki Bożej.
Na nagraniach widać ich w ochronnych kaskach, goglach i roboczych kombinezonach. W dłoniach trzymają metalowe pręty. Kilka uderzeń wystarcza, by gliniane figury rozsypały się na kawałki. Ale na tym nie poprzestają – rozbijają je dalej, z wyraźnym zaangażowaniem, jakby chodziło o coś więcej niż tylko radiowy żart.
Całość okazała się widowiskiem, które dla wielu odbiorców było po prostu trudne do zaakceptowania.
Sprawa mogła przejść bez większego echa, gdyby nie reakcja z zagranicy. Dopiero interwencja amerykańskiej stacji EWTN skłoniła autorów programu do refleksji i publicznych wyjaśnień.
W rozmowie z dziennikarzem Colmem Flynnem prowadzący próbowali tłumaczyć swój pomysł. Podkreślali, że wykorzystane figury były już wcześniej uszkodzone, a sam skecz miał charakter autoironiczny – jak mówili, „kpili trochę z własnego wychowania w tradycji katolickiej”.
Najbardziej wymowny fragment rozmowy pojawił się jednak wtedy, gdy padło pytanie o inne religie. Czy zrobiliby to samo z symbolami islamu albo judaizmu?
Odpowiedź była jednoznaczna: nie.
– Nie jesteśmy muzułmanami ani Żydami. Rozbijanie czegoś, co należy do czyjejś religii, byłoby niewłaściwe – przyznała De Roo.
Skoro istnieje świadomość granicy, pytanie brzmi: dlaczego nie została ona zastosowana w tym przypadku?
Po fali krytyki przyszły przeprosiny. Zarówno prowadzący, jak i producent programu przyznali, że nie przewidzieli, jak wrażliwy może być temat.
– Czasem robimy coś bez zastanowienia. Dopiero reakcje pokazują, że trzeba to przemyśleć – tłumaczył producent Sam De Bruyn.
Podobne stanowisko zajęła rzeczniczka publicznego nadawcy VRT, do którego należy Studio Brussel. Podkreślono, że twórcy „nie docenili wrażliwości symboli religijnych” i dziś podjęliby inne decyzje.
Do sprawy odniosła się także flamandzka minister ds. mediów, Cieltje Van Achter. Z jednej strony nazwała materiał „bolesnym”, z drugiej – przypomniała o autonomii redakcyjnej mediów.
Jej podsumowanie było jednak niejednoznaczne i – dla wielu – kontrowersyjne:
„Powinno być możliwe śmianie się z każdej religii”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze