Kreml odniósł się do wyników wyborów parlamentarnych na Węgrzech, w których zwycięstwo odniosła opozycyjna partia Tisza. Rzecznik rosyjskich władz, Dmitrij Pieskow, jasno dał do zrozumienia, że Moskwa nie zamierza gratulować nowemu obozowi rządzącemu.
– Nie składamy gratulacji nieprzyjaznym państwom. Węgry należą dziś do krajów nieprzyjaznych, ponieważ popierają sankcje wobec Rosji – powiedział Pieskow w poniedziałek, cytowany przez agencję Interfax.
Zapytany o relacje z dotychczasowym premierem Viktorem Orbanem, podkreślił jedynie, że Rosja prowadziła z nim dialog. Jednocześnie zaznaczył, że Moskwa liczy na utrzymanie „pragmatycznych relacji” z Budapesztem mimo zmiany władzy, deklarując szacunek dla decyzji wyborców.
Niedzielne głosowanie przyniosło zdecydowane zwycięstwo opozycji. Partia Tisza, kierowana przez Petera Magyara, zdobyła około 53 proc. głosów, wyraźnie wyprzedzając koalicję Fidesz-KDNP, która uzyskała 38 proc.
Dzięki systemowi wyborczemu ugrupowanie Magyara zdobyło aż 138 mandatów w 199-osobowym parlamencie, co daje większość konstytucyjną. Fidesz-KDNP przypadło 55 miejsc, a jedynie jedno inne ugrupowanie – skrajnie prawicowa Nasza Ojczyzna – przekroczyło próg wyborczy, zdobywając 6 mandatów.
Frekwencja była rekordowa i sięgnęła niemal 80 proc.
Eksperci wskazują, że wynik wyborów może oznaczać głębokie zmiany ustrojowe. Ośrodek Studiów Wschodnich ocenia, że uzyskanie przez Tiszę większości konstytucyjnej otwiera drogę do przebudowy systemu stworzonego przez Fidesz.
Chodzi nie tylko o zmianę rządu, ale także o potencjalne reformy konstytucji i odejście od dotychczasowego modelu państwa określanego jako nieliberalny.
Zdaniem analityków to najpoważniejszy kryzys Fideszu od 2002 roku, kiedy ugrupowanie Viktora Orbana po raz pierwszy utraciło władzę.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze