Od Nowego Roku Narodowy Fundusz Zdrowia ma obniżyć wyceny części popularnych świadczeń, czyli kwoty, jakie szpitale dostają za wykonane zabiegi i badania. Zmiana dotyczy m.in. ablacji w kardiologii, chirurgii kręgosłupa oraz diagnostyki obrazowej. NFZ przekonuje, że to element „urealniania” stawek i szukania oszczędności w systemie, który mierzy się z poważną luką finansową.
Z ustaleń dotyczących decyzji na kolejny rok wynika, że największa korekta ma objąć ablacje – wycena ma spaść łącznie o 15,5 proc. Wycena chirurgii kręgosłupa ma zostać obniżona łącznie o 13,5 proc., a badania tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego łącznie o 5,6 proc. To zmiany odnoszące się do stawek, według których rozliczane są świadczenia w systemie publicznym.
Według podawanych informacji, skutek finansowy korekty ma być wyraźny: w ujęciu rocznym NFZ ma wydać w tych obszarach mniej o około 800 mln zł. Fundusz uzasadnia takie ruchy koniecznością dopasowania wycen do realnych kosztów udzielania świadczeń i podkreśla, że przegląd taryf ma charakter cykliczny.
W praktyce wyceny nie są tworzone „z dnia na dzień” w NFZ. Za przygotowanie taryf odpowiada Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji – instytucja, która publikuje obwieszczenia i raporty taryfikacyjne, a następnie stawki są wdrażane w rozliczeniach. To istotne, bo w tym samym mechanizmie w jednym obszarze mogą pojawić się cięcia, a w innym – wzrosty.
NFZ zwraca uwagę, że równolegle w ostatnim czasie rosły wyceny w innych dziedzinach. Wskazywano m.in. na taryfy w ginekologii, neurologii oraz rehabilitacji stacjonarnej, gdzie łączny wzrost miał przekraczać 16 proc., co w skali roku oznacza około 1,2 mld zł więcej. W tle toczy się więc gra o przesuwanie środków: tam, gdzie wyceny uznano za zbyt wysokie względem kosztów, mają spaść, a tam, gdzie – zdaniem instytucji taryfikującej – finansowanie było zbyt niskie, ma rosnąć.
To pytanie pada najczęściej, bo każda korekta wycen budzi obawy o dostępność świadczeń. W komentujących analizach pojawia się argument, że same zmiany nie muszą automatycznie utrudnić dostępu do badań i zabiegów, ale ich efekt będzie zależał od tego, jak szpitale i pracownie diagnostyczne policzą opłacalność wykonywania procedur przy nowych stawkach. Warto też pamiętać, że diagnostyka obrazowa bywa newralgiczna: to „wąskie gardło” wielu ścieżek leczenia, więc nawet niewielkie napięcia finansowe mogą szybko przełożyć się na organizację pracy.
W tle tych decyzji jest napięta sytuacja finansowa systemu. W publicznej debacie regularnie pojawiają się informacje o deficycie i konieczności szukania oszczędności albo dodatkowych źródeł finansowania na kolejny rok. Stąd znaczenie każdej zmiany taryf: to nie tylko techniczna korekta, ale element większej układanki, w której ważą się pieniądze na świadczenia i stabilność placówek.
Korekta wycen to nie jedyny temat na stole. Trwają rozmowy o kosztach funkcjonowania szpitali i wynagrodzeniach w ochronie zdrowia, a kolejne spotkania branżowe mają dotyczyć możliwych rozwiązań systemowych. Zmiany taryf wpisują się w ten sam spór: jak pogodzić rosnące potrzeby pacjentów, koszty pracy i sprzętu z budżetem, który – według wielu analiz – jest coraz trudniejszy do domknięcia bez decyzji politycznych o dodatkowym finansowaniu.
red.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze