Reklama

Rozdarta Polska. Flis: „Rządzący właśnie wpadają w najgorszą pułapkę”

Polska polityka coraz częściej przypomina widowisko sportowe – tyle że zamiast zasad fair play mamy spiralę wzajemnych oskarżeń, a zamiast kibiców – coraz bardziej zmęczonych widzów. W rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim politolog Jarosław Flis stawia diagnozę, która dla wielu może być niewygodna: największym problemem nie jest już konflikt sam w sobie, ale to, że rządzący zaczynają grać według zasad opozycji. A to – jak przekonuje – niemal zawsze kończy się polityczną porażką.

Kiedy rząd zaczyna krzyczeć jak opozycja

W polityce emocje są narzędziem. Ale – jak przypomina Flis – nie dla wszystkich takim samym.

Opozycja może pozwolić sobie na ostrzejszy język, bo jej rolą jest punktowanie błędów i mobilizowanie niezadowolenia. Problem zaczyna się wtedy, gdy rządzący zaczynają robić dokładnie to samo.

– Opozycja „jeździ prętem po kratach”, żeby sprowokować władzę. Jeśli rząd się na to łapie i odpowiada tym samym, wpada w pułapkę – tłumaczy Flis.

Zdaniem politologa właśnie to wydarzyło się pod koniec rządów PiS. Zamiast uspokajać nastroje i pokazywać sprawczość, władza weszła w logikę konfliktu totalnego. Efekt? Rekordowa frekwencja i mobilizacja wyborców przeciwko niej.

Reklama

Mechanizm jest prosty: wyborcy oczekują od rządu stabilności. Jeśli dostają zamiast tego polityczną wojnę, zaczynają szukać alternatywy.


„Czyste zło” kontra „czyste zło”

Dzisiejszy język polityki – pełen oskarżeń o zdradę, agenturalność i „czyste zło” – Flis traktuje raczej jako objaw niż przyczynę problemu.

Bo choć z zewnątrz wygląda to groźnie, w praktyce często ma charakter… teatralny.

– Jak się zbierze te wszystkie wypowiedzi razem, efekt jest tragikomiczny – zauważa.

To jednak nie znaczy, że sprawa jest błaha. Taka narracja niesie konsekwencje: jeśli przeciwnik jest „złem absolutnym”, to każda porażka z nim staje się trudna do zaakceptowania. A kompromis – niemal niemożliwy.

Reklama

Flis zwraca uwagę, że politycy obu stron wpadli w pułapkę własnej retoryki. Budują obraz przeciwnika jako kogoś, kto „nie ma prawa rządzić”. Problem w tym, że demokracja działa inaczej – ktoś jednak musi tę władzę oddać.

I wtedy zaczyna się zgrzyt.


Cicha większość, której politycy nie widzą

Najciekawszy wniosek z rozmowy? Polska polityka toczy się nie tam, gdzie najgłośniej.

– Mecz nie rozgrywa się na „żylecie” – mówi Flis, nawiązując do stadionowych trybun ultrasów.

Choć w mediach dominują najbardziej radykalne głosy, to o wyniku wyborów decydują ci, którzy wcale nie są zainteresowani permanentną wojną. „Normalsi” – jak ich nazywa – nie chodzą na polityczne barykady, ale to oni w ostatniej chwili przesądzają o wyniku.

Reklama

To właśnie ich mobilizacja odebrała władzę PiS w 2023 roku.

Problem w tym, że politycy zdają się ich ignorować. Skupiają się na własnym, najbardziej zaangażowanym elektoracie – bo to on klaszcze najgłośniej.

– Uzależnili się od braw i bojowych okrzyków – diagnozuje Flis.


Polaryzacja jako iluzja siły

Czy rosnący konflikt grozi rozpadem państwa? Flis zachowuje dystans.

Jego zdaniem polityczna „wojna” to w dużej mierze spektakl, który nie przenosi się w pełni na codzienne życie. Na poziomie lokalnym politycy różnych opcji potrafią współpracować, rozmawiać i rozwiązywać konkretne problemy.

Reklama

– Na górze mamy Eurowizję. Na dole – normalne życie – podsumowuje.

Jednocześnie wskazuje na ważny trend: dominacja dwóch największych partii powoli słabnie. Jeszcze kilkanaście lat temu kontrolowały ponad 70 proc. sceny politycznej. Dziś – wyraźnie mniej.

To sygnał, że wyborcy zaczynają mieć dość tej formuły.


Rachunek, który przychodzi później

Najostrzejsza teza Flisa dotyczy jednak przyszłości: podgrzewanie emocji może chwilowo mobilizować, ale długofalowo szkodzi przede wszystkim rządzącym.

– Wrażenie, że dokładanie do pieca się opłaca, to ułuda – mówi wprost.

Reklama

Politycy często tłumaczą swoje działania „badaniami” i analizami. Problem w tym, że podobne argumenty słyszeliśmy już wcześniej – tuż przed wyborczą porażką PiS.

Historia, jak sugeruje Flis, ma tendencję do powtarzania się. Zwłaszcza wtedy, gdy nikt nie chce wyciągać z niej wniosków.


I co dalej?

Polska polityka stoi dziś w rozkroku między konfliktem a zmęczeniem konfliktem. Emocje nadal dominują, ale ich skuteczność zaczyna maleć.

Być może – jak sugeruje Flis – zmiana przyjdzie wraz z nowym pokoleniem polityków, które zrozumie, że przeciwnik nie znika, a wyborców nie da się mobilizować wyłącznie strachem i gniewem.

Reklama

Na razie jednak scena polityczna wciąż gra ten sam spektakl. Z tą różnicą, że coraz więcej widzów przestaje bić brawo.

Źródło: https://zero.pl/news/flis-kto-piesci-ultrasow-ten-traci-wladze Zdj.: AI
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Remora - niezalogowany 2026-04-10 07:01:21

    Bełkot !

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama