Reklama

"Trump był gotowy na wojnę handlową z UE"

29/07/2025 17:40

Trump zdołał skłonić UE do porozumienia, bo w przeciwieństwie do poprzedników był gotowy na wojnę handlową i uderzenie w sedno jej ekonomicznej egzystencji – ocenił w rozmowie z PAP były ambasador USA przy UE Gordon Sondland. Dodał, że dla Trumpa jest to wyrównanie rachunków z Europą.

Jak powiedział PAP Sondland, który był ambasadorem za czasu pierwszej kadencji Trumpa, ogłoszone w niedzielę ramowe porozumienie handlowe z UE jest spełnieniem dążeń i pretensji wobec Unii Europejskiej, które Trump wyrażał od dekad.

- Częściowo jest to kwestia finansowa, a częściowo emocjonalna. Jego zdaniem Stany Zjednoczone pomogły Europie odbudować się po wojnie, Stany Zjednoczone są największym płatnikiem składek na NATO. Tymczasem Europa po prostu nie była tak otwarta z czysto protekcjonistycznych powodów, nie bezpieczeństwa czy zdrowia, i trwało to od wielu, wielu lat – mówił były ambasador, który podobnie jak Trump jest biznesmenem w branży nieruchomości i hoteli.

Jak ocenił, motywacja ta miała kluczowe znaczenie, bo choć wielu amerykańskich prezydentów starało się zmienić warunki handlu z UE – w sprawie ceł, dostępu do rynku dla produktów rolnych czy samochodów - to nie naciskali w tej sprawie.

- Europa zawsze grzecznie odmawiała, ale nigdy nie mówiła „nie”. Po prostu mówiła „tak, to interesująca sprawa, rozważymy to” – zaznaczył Sondland. - Trump w drugiej kadencji nie ma już tych przeszkód i sztucznych skandali, które miał w pierwszej. I teraz ma narzędzie, dzięki któremu może wykorzystać ogromny rynek Stanów Zjednoczonych, aby naprawdę wykorzystać naszą zdolność do powiedzenia: „słuchajcie, jeśli chcecie wojny handlowej, śmiało, zobaczmy, kto pierwszy mrugnie”. I stąd właśnie wzięły się cła – tłumaczył.

Jak dodał, Trump wykorzystał to, jak dużą wagę dla UE mają relacje z USA.

- Wiem z własnego doświadczenia, z pierwszej kadencji, że skłonienie Europejczyków do szybkiego działania jest prawie niemożliwe, dopóki nie zrobi się czegoś, co dotyka sedna ich ekonomicznej egzystencji – podkreślił.

Były dyplomata ocenił, że nie dziwi się, że europejscy przywódcy nie okazują po zawarciu umowy wiele radości, lecz co najwyżej ulgę. Jak stwierdził, Unia była zadowolona ze status quo i z własnej inicjatywy nie byłaby skłonna go zmienić.

- Status quo całkowicie sprzyjał im, a nam nie. Więc kiedy ktoś w końcu zadzwoni i powie: „Okej, czas zapłacić rachunek”, oczywiście nie będzie radości – podsumował biznesmen.

Mimo chłodnego przyjęcia umowy przez europejskie stolice, Sondland spodziewa się, że szefowa Komisji Europejskiej zdoła przeforsować zgodę państw członkowskich na zatwierdzenie umowy, a „państwa, które narzekają, ostatecznie to przełkną”. Ocenił też, że 15 proc. cła na towary z UE oznaczać będą przynajmniej wzrost cen w USA, lecz ostatecznie doprowadzą do większej konkurencji.

- Myślę też, że jeśli UE oszuka Trumpa i odmówi zawarcia tej umowy lub w jakiś sposób spróbuje ją renegocjować lub unieważnić, to dojdzie do wojny handlowej. Myślę, że Trump będzie ciągnął tę sprawę do ostatniego tchu, bo wierzył w to od zawsze – zaznaczył. - Myślę, że jest oburzony faktem, że Europa ma tak niesamowicie solidną sieć zabezpieczeń społecznych i Europejczycy mają możliwość pracy w krótszych godzinach niż Amerykanie. I wierzy w to, niezależnie od tego, czy ma rację, czy nie. Ja tylko mówię, jak on myśli – dodał.

PAP/red.
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wm.pl




Reklama