Po latach od tragicznego wypadku w centrum Warszawy ruszył proces w sprawie śmierci młodej kobiety, która jechała na hulajnodze elektrycznej ze znajomym poznanym kilka godzin wcześniej. Na ławie oskarżonych zasiadł dziś 31-letni Maciej T., a prokuratura zarzuca mu spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Sprawa dotyczy zdarzenia z 30 czerwca 2020 roku i jest opisywana jako pierwszy śmiertelny wypadek na hulajnodze elektrycznej w stolicy.
Do wypadku doszło na skrzyżowaniu ulic Mokotowskiej i Chopina w Warszawie. Klaudia jechała na hulajnodze elektrycznej razem z mężczyzną, którego poznała wcześniej tej samej nocy w klubie. Jak wynika z ustaleń przywołanych podczas procesu, kobieta stała z przodu, a mężczyzna za nią. Oboje byli pod wpływem alkoholu. Na progu zwalniającym stracili równowagę. Kobieta w ciężkim stanie trafiła do szpitala i wkrótce zmarła, a mężczyzna nie odniósł obrażeń.
Niedługo po zdarzeniu prokuratura postawiła mężczyźnie zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Przez trzy miesiące przebywał w areszcie, a później już na wolności czekał na rozpoczęcie procesu. Pierwsza rozprawa odbyła się we wtorek w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Śródmieścia.
Jednym z pierwszych ruchów obrońców był wniosek o umorzenie postępowania. Linia obrony opierała się między innymi na tym, że w chwili wypadku, czyli w czerwcu 2020 roku, status hulajnogi elektrycznej nie był jeszcze wprost uregulowany w przepisach. Jak przypomniano na sali, do połowy maja 2021 roku osoba poruszająca się na hulajnodze była traktowana przez prawo jak pieszy. Obrońcy argumentowali też, że nie przedstawiono jednoznacznych dowodów na to, kto faktycznie kierował pojazdem i wskazywali, że nie zabezpieczono śladów daktyloskopijnych z urządzenia.
Prokuratura sprzeciwiła się temu wnioskowi. Tak samo pełnomocnik rodziców zmarłej, mecenas Waldemar Murek, który mówił, że materiał dowodowy zgromadzony w aktach wskazuje na winę oskarżonego. Wśród dowodów wymieniano monitoring oraz zeznania świadków. Pełnomocnik podnosił też, że oskarżony tuż po zdarzeniu wobec osób trzecich miał przyznawać, że to on prowadził hulajnogę.
Sędzia Urszula Gołębiewska-Budnik odrzuciła wniosek obrony. W uzasadnieniu wskazała, że materiał dowodowy zgromadzony w sprawie, w tym zeznania świadków, protokoły, oględziny monitoringu i opinia biegłego dotycząca hulajnogi elektrycznej, wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia zarzucanego czynu. Jednocześnie zaznaczyła, że dowody wymagają pełnej oceny w toku postępowania sądowego.
To oznacza, że sprawa nie zakończy się na sporze formalnym i wejdzie w etap szczegółowego badania okoliczności tragedii. Dla rodziny zmarłej to pierwszy moment od lat, w którym sąd zaczyna rozpatrywać sprawę w pełnym wymiarze.
Podczas rozprawy prokuratura odczytała akt oskarżenia. Wynika z niego, że Maciej T. miał kierować hulajnogą elektryczną w stanie nietrzeźwości, mając co najmniej 0,55 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu, czyli około 1,1 promila. Śledczy zarzucają mu, że nie zachował należytej ostrożności, przewoził pasażerkę wbrew konstrukcyjnemu przeznaczeniu pojazdu i nie dostosował prędkości do warunków, doprowadzając do przewrócenia hulajnogi. W wyniku tego pasażerka doznała urazu głowy, który doprowadził do jej śmierci.
Oskarżony nie przyznał się do winy i na tym etapie odmówił składania wyjaśnień. Zwrócił się jednak do rodziny zmarłej. „Chciałbym złożyć z tego miejsca najszczersze kondolencje rodzinie. Była to niewyobrażalna tragedia dla państwa, ale też dla mnie” – powiedział na sali sądowej. Za zarzucany czyn grozi mu do 12 lat więzienia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze