Co najmniej 230 obywateli Białorusi miało wjechać do Polski na podstawie wyłudzonych wiz, uzyskanych dzięki fikcyjnym oświadczeniom o zatrudnieniu. Śledztwo prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Pucku doprowadziło do zatrzymania 40-letniej obywatelki Ukrainy. Funkcjonariusze podkreślają jednak, że sprawa wciąż ma charakter rozwojowy i nie wykluczają kolejnych ustaleń.
Nielegalny proceder wyszedł na jaw podczas analizy materiałów zgromadzonych w innym postępowaniu dotyczącym pobytu cudzoziemców w Polsce. Funkcjonariusze Straży Granicznej z Władysławowa zaczęli weryfikować dokumenty, co do których pojawiły się wątpliwości dotyczące ich autentyczności. To doprowadziło ich do jednego z lokali w Łodzi, gdzie miała działać spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
Firma została założona w grudniu 2022 roku przez obywatelkę Ukrainy, która formalnie pełniła funkcję prezes zarządu. Z dokumentów wynikało, że działalność obejmowała między innymi sprzątanie budynków i obiektów przemysłowych, produkcję odzieży, roboty budowlane oraz handel. Śledczy ustalili jednak, że rzeczywisty cel działalności miał być zupełnie inny.
Według ustaleń śledczych spółka służyła do organizowania cudzoziemcom przekraczania granicy wbrew przepisom. Mechanizm opierał się na wystawianiu oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi. Dokumenty te były następnie rejestrowane w krótkich odstępach czasu w Powiatowym Urzędzie Pracy.
Od początku działalności do czerwca 2023 roku firma miała wystawić blisko 500 takich oświadczeń. Cena za jeden dokument sięgała do 400 euro. Na ich podstawie obywatele Białorusi uzyskiwali w polskich placówkach konsularnych na terenie Białorusi wizy, które pozwalały im wjechać do Polski.
Śledczy ustalili dotąd dane około 230 osób, które skorzystały z tego mechanizmu. Jak wynika z ustaleń prowadzących postępowanie, nabywcy oświadczeń mieli mieć świadomość, że praca wskazana w dokumentach nie będzie mogła być wykonywana legalnie na opisanych warunkach.
W sprawie zatrzymano 40-letnią obywatelkę Ukrainy. Do zatrzymania doszło 25 marca w Łodzi. Dzień później w Prokuraturze Rejonowej w Pucku kobieta usłyszała zarzuty organizowania innym osobom przekraczania granicy państwowej wbrew przepisom oraz przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów.
Za pierwszy z tych czynów grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności. Prokurator zastosował wobec podejrzanej środki wolnościowe w postaci dozoru policji oraz zakazu opuszczania kraju.
Według śledczych kobieta współdziałała z innymi osobami, których tożsamość nadal jest ustalana. Z dotychczasowych ustaleń wynika, że mogła pełnić rolę formalnej prezes spółki, udostępniając swoje dane do rejestracji firmy, otwarcia rachunków bankowych oraz założenia profilu ePUAP potrzebnego do rejestrowania oświadczeń. Jak przekazują funkcjonariusze, wiele wskazuje na to, że obiecane jej korzyści finansowe mogły ostatecznie nie zostać wypłacone.
Służby nie traktują sprawy jako zamkniętej. Postępowanie prowadzone pod nadzorem puckiej prokuratury wciąż jest rozwijane, a funkcjonariusze pracują nad ustaleniem pozostałych osób, które mogły brać udział w organizacji procederu i czerpać z niego główne zyski.
Przedstawiciel Morskiego Oddziału Straży Granicznej Tadeusz Gruchalla-Wensierski podkreśla, że spółka została zarejestrowana wyłącznie w celu osiągania znacznych korzyści finansowych. To właśnie ten wątek, obok skali nielegalnego procederu wizowego, pozostaje dziś jednym z najważniejszych elementów prowadzonego śledztwa.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze