Reklama

Cicha katastrofa w ochronie zdrowia. „Kto nie zapłaci, ten czeka”

Jeszcze kilka lat temu pacjent słyszący termin kolonoskopii „za kilka miesięcy” był oburzony. Dziś wielu przyjmuje to z rezygnacją. W części polskich szpitali pierwszy wolny termin wypada już nie w przyszłym roku, ale w… 2028. Dla lekarzy to nie tylko organizacyjny chaos. To realne ryzyko, że tysiące nowotworów jelita grubego zostanie wykrytych za późno.

Problem zaczął gwałtownie narastać po decyzji o ograniczeniu finansowania tzw. nadwykonań w ambulatoryjnej diagnostyce. Od kwietnia 2026 roku NFZ płaci placówkom jedynie część stawki za badania wykonywane ponad zakontraktowany limit. W praktyce oznacza to prosty mechanizm: szpitale wykonują mniej badań albo próbują ratować budżet komercyjną diagnostyką.

Pacjenci już odczuwają skutki tych zmian.

Terminy jak z innej rzeczywistości

W wielu regionach kraju oczekiwanie na kolonoskopię liczy się już nie w tygodniach, ale w latach. W Szczecinie pierwszy wolny termin w jednym z największych szpitali klinicznych przypada dopiero na styczeń 2028 roku. W Ząbkowicach Śląskich — grudzień 2028. Podobnie wygląda sytuacja w części placówek na Pomorzu, Dolnym Śląsku czy Podkarpaciu.

Reklama

– Terminy dramatycznie się wydłużyły, szczególnie w mniejszych szpitalach, które dysponują ograniczonym budżetem – mówi prof. Wojciech Marlicz, gastroenterolog z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak podkreśla, w niektórych miejscach pacjenci czekają już ponad 500–600 dni.

To szczególnie niebezpieczne w przypadku raka jelita grubego, który przez długi czas może rozwijać się niemal bezobjawowo. Kolonoskopia pozostaje najskuteczniejszym badaniem pozwalającym wykryć zarówno sam nowotwór, jak i zmiany przedrakowe, zanim staną się śmiertelnym zagrożeniem.

Reklama

Lekarze przypominają, że po pandemicznym zastoju diagnostycznym system ochrony zdrowia już raz zapłacił wysoką cenę za opóźnienia. Do gabinetów zaczęli trafiać pacjenci z nowotworami wykrywanymi dopiero w zaawansowanym stadium. Dziś scenariusz może się powtórzyć.

Rak wykrywany za późno

Dane są alarmujące. Ponad 60 proc. przypadków raka jelita grubego w Polsce rozpoznawanych jest dopiero wtedy, gdy choroba jest już mocno rozwinięta. Co roku z tego powodu umiera około 12 tys. osób.

– Problemem nie jest dziś brak terapii, ale zbyt późna diagnoza – podkreśla Iga Rawicka, prezes Fundacji EuropaColon Polska. Jak zaznacza, nowotwór wykryty wcześnie jest w ogromnej większości przypadków całkowicie wyleczalny. W zaawansowanym stadium szanse dramatycznie spadają — pięć lat przeżywa zaledwie około 10 proc. pacjentów.

Reklama

Eksperci zwracają uwagę, że system badań przesiewowych obejmuje tylko część społeczeństwa. Bezpłatna kolonoskopia przysługuje głównie osobom między 50. a 65. rokiem życia lub młodszym pacjentom z obciążeniami rodzinnymi. Tymczasem lekarze coraz częściej obserwują zachorowania u osób znacznie młodszych.

Nie każdy też wie, że w rodzinie występował nowotwór jelita grubego. Wielu pacjentów trafia do diagnostyki dopiero wtedy, gdy pojawiają się objawy alarmowe: krew w kale, utrata masy ciała czy przewlekłe bóle brzucha. A to często oznacza, że choroba zdążyła już wejść w zaawansowany etap.

Reklama

Paradoks polega na tym, że opóźniona diagnostyka jest również znacznie droższa dla państwa. Leczenie chorego wykrytego wcześnie kosztuje wielokrotnie mniej niż terapia pacjenta, którego nowotwór został rozpoznany za późno i nie daje już szans na wyleczenie.

Kto nie chce czekać, musi zapłacić

W praktyce coraz więcej pacjentów staje dziś przed brutalnym wyborem: czekać kilkanaście miesięcy albo zapłacić prywatnie. Koszt komercyjnej kolonoskopii potrafi sięgać nawet 2 tys. zł — szczególnie jeśli badanie wykonywane jest w znieczuleniu lub wymaga usunięcia polipów.

Reklama

Coraz częściej prywatne badania zaczynają oferować także publiczne szpitale. Placówki tłumaczą to fatalną sytuacją finansową i koniecznością ratowania budżetów. Dla wielu ekspertów to początek procesu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się politycznie niemożliwy — stopniowego wypychania pacjentów z publicznego systemu do sektora komercyjnego.

– Niektóre szpitale są już w sytuacji krytycznej. Wiele z nich będzie rozwijać płatne usługi diagnostyczne, bo bez tego zwyczajnie nie przetrwa – ocenia Marta Nowacka ze Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.

Reklama

Lekarze alarmują jednak, że system nie może opierać się wyłącznie na zasadzie „kto ma pieniądze, diagnozuje się szybciej”. Ich zdaniem konieczne jest stworzenie realnego systemu priorytetyzacji pacjentów, tak by osoby z objawami alarmowymi lub po przebytym leczeniu onkologicznym miały natychmiastowy dostęp do badań.

Bo w przypadku raka jelita grubego czas nie jest administracyjną formalnością. Czas bardzo często decyduje o tym, czy pacjent będzie miał szansę żyć.

Źródło: portal.abczdrowie.pl
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wm.pl




Reklama